Op. cit.,

Tagi: miasto | pamięć | tożsamość | Warszawa | Żydzi

Żydowska i „żydowska” Warszawa – dwa oblicza stolicy

26 lutego 2010

Kamila Dąbrowska

Tekst został opublikowany w 40. numerze czasopisma „Opcit”.

*Pamięć indywidualna i pamięć społeczna są procesami podlegającym nieustannym zmianom. Nie ma pamięci bez zapominania, wymazywania, deformacji, a jej aktualna forma służy m.in. legitymizacji teraźniejszości. Mimo wieków współistnienia społeczności polskiej i żydowskiej na terytorium Polski, pamięć żydowska i pamięć polska stały się po II wojnie światowej pamięciami istniejącymi niezależnie od siebie, często – skonfliktowanymi. Powstały dwie narracje historyczne w odmienny sposób pokazujące przeszłość. Pamięć o żydowskiej przeszłości i dziedzictwie stopniowo była marginalizowana i wymazywana. Nieobecni (wymordowani, wygnani, uciekinierzy) nie mieli głosu. Umieszczając dzieje społeczności żydowskiej poza ramami historii narodu polskiego, kulturze i historii Żydów w Polsce wyznaczono miejsce w izolacji. Ponad 60 lat intensywnej pracy „wymazywania” sprawiło, że większość synagog zmieniła swój pierwotny, sakralny charakter, wpisując się w krajobraz kulturowy jako sklepy, domy kultury, ruiny. Na wielokrotnie sprofanowanych cmentarzach postawiono osiedla, urządzano alkoholowe libacje lub pozwolono ekspansywnej przyrodzie osłonić je od grabieżców kordonem krzaków.

Od kilkudziesięciu lat w całej Europie mamy do czynienia z procesem nazwanym przez Ruth Gruber „wirtualnym żydostwem”. Wirtualni Żydzi, niemający pochodzenia żydowskiego, intensywnie pracują nad odrodzeniem kultury żydowskiej. Organizują festiwale, sprzątają opustoszałe cmentarze, walczą o zrujnowane synagogi. W procesie odtwarzania żydowskiej obecności odwołują się przede wszystkim do wyobrażeń na jej temat, czerpiąc nie z osobistego doświadczenia, lecz z przekazów filmowych czy literackich, a także świadectw pokolenia pamiętającego przedwojennych Żydów.

Koniec lat osiemdziesiątych przyniósł zmianę i w Polsce. Coraz częściej w dyskursie publicznym zaczyna pojawiać się temat przeszłości i teraźniejszości polskich Żydów. Organizuje się sesje naukowe i wydarzenia kulturalne poświęcone zagadnieniom żydowskiej historii, kultury i tradycji. Regulacja prawne wprowadzone w latach 90. sprawiają, że w wielu miastach i miasteczkach zmienia się stosunek lokalnych władz do niszczejącego przez lata dziedzictwa materialnego pozostawionego przez Żydów. Porządkuje się kirkuty, na ścianach synagog pojawiają się tablice upamiętniające lokalną społeczność żydowską. W wyremontowanych budynkach żydowskich świątyń powstają muzea upamiętniające dzieje lokalnej społeczności żydowskiej, izby pamięci poświęcone Żydom, których od dziesięcioleci już w tych miejscowościach nie ma. W czasie setek festiwali i dni kultury żydowskiej lokalne trupy aktorskie przebierają się w chałaty, doklejają sobie pejsy i przedstawiają licznie zgromadzonej widowni świat, w którym „szewc był poetą, zegarmistrz filozofem, fryzjer trubadurem (…) gdzie biblijne pieśni wiatr łączył z polską piosnką i słowiańskim żalem”. Wysiłek setek osób skoncentrowany jest na „odtwarzaniu” dziedzictwa żydowskiego, a właściwie – na konstruowaniu go na nowo. Elementy żydowskiego dziedzictwa (i znaczenia im nadawane) kreowane są w dużej mierze przez ludzi nie pamiętających przedwojennego świata polskich Żydów. Tworzone są baudrillardowskie symulakra, które ekspansywnie wchłaniają otaczającą je przestrzeń, uzurpując sobie prawo do tworzenia monologu na temat przeszłości. Precesja symulakrów, „uprzedni względem rzeczywistości napór modeli, kopii obywających się bez oryginału, wizerunków, które reprezentują same siebie”, tworzy rzeczywistość pozbawioną głosu głównych aktorów – Żydów, którzy na zawsze znikli z rzeczywistości małych miasteczek Polski. Mimo trwającego od upadku komunizmu procesu odbudowywania społeczności żydowskiej, odkrywania żydowskich korzeni oraz powrotów do porzuconej przez dziadków i rodziców tożsamości żydowskiej, udział polskiej społeczności żydowskiej w pracy nad odtwarzaniem dziedzictwa żydowskiego jest marginalny. Społeczność żydowska boryka się z problemem małej diaspory, której członkowie w znacznej mierze składają się z „nowych” Żydów – ich wiedza o judaizmie, tradycji i historii żydowskiej jest wyuczona. W Polsce konfrontujemy się z sytuacją, w której równolegle istnieją dwie rzeczywistości: „żydowska”- bogata, zróżnicowana, nagłośniona medialnie i żydowska – pozostająca niejako w ukryciu, silnie endogamiczna, uparcie strzegąca swoich granic.

Żydowska Warszawa

Od początku żydowskiego osadnictwa w Warszawie obwarowane było ono zakazami. Żydom zezwalano na zamieszkiwanie określonych części miasta, poszczególnych ulic, dzielnic, z innych ich wyrzucając, czy też wprowadzając szereg zakazów utrudniających osiedlenie się i zakup posesji. Królewski przywilej De non tolerandis Judaeis sprawił, że miasto stało się dla nich zamknięte. W mieście wolno było Żydom przebywać podczas specjalnych okazji (sejmy, jarmarki), stały pobyt był wzbroniony. Tylko łamiąc prawo lub na mocy osobnych przywilejów, dzięki łasce protektorów czy dodatkowym opłatom i podatkom udawało się niektórym zatrzymać w Warszawie. Początkowo osiedlali się w jurydykach należących do szlachty, wyłączonych spod jurysdykcji miasta. Dopiero carski ukaz z 1862 r. przyniósł formalne równouprawnienie. Największe skupisko żydowskie tworzyć się zaczęło już pod koniec XVII wieku w rejonie ulicy Franciszkańskiej i Nalewek, stopniowo rozrastając się i anektując kolejne ulice.

Przedwojenna, licząca ponad 350 tysięcy mieszkańców, żydowska Warszawa była dużym i wewnętrznie zróżnicowanym miastem, dzielącym się na dwie żydowskie dzielnice. Lepsza, bogatsza mieściła się w południowej części miasta, wokół ulic Śliskiej, Pańskiej, Grzybowskiej, Twardej, placu Grzybowskiego, Gnojnej, Krochmalnej, Mariańskiej. Tutaj też koncentrowało się życie najpobożniejszej i najbardziej konserwatywnej części żydowskiej społeczności. Żydowski Muranów (nazwa pochodzi od postawionego właśnie tam w 1686 r. pałacu Józefa Szymona Bellottiego, budowniczego królewskiego, nazwany “Murano” od weneckiej wysepki Murano, skąd pochodził Bellotti), koncentrujący się wokół Dzielnej, Pawiej, Gęsiej, Miłej, Niskiej, Stawki, placu Muranowskiego, a przede wszystkim Nalewek i Franciszkańskiej, był ruchliwą, zatłoczoną, chociaż nie najbogatszą dzielnicą. Na Nalewkach – ulicy, która już nie istnieje, będącej przed wojną główną arterią tej części Warszawy – znajdowały się liczne małe i większe sklepy oraz około 700 zakładów usługowych różnych branż. Zasymilowani Żydzi wyprowadzali się z ulic „tradycyjnie” żydowskich, mieszając się z polską ludnością.

Większość warszawskich Żydów zginęła w utworzonym w 1940 roku getcie, lub latem 1942 roku w komorach gazowych Treblinki. W czasie powstania w getcie, w maju 1943 roku, cała żydowska dzielnica została spalona. Jej unicestwienie dopełnione zostało przez zniszczenia po powstaniu warszawskim.

Powojenna historia żydowskiej Warszawy to historia zupełnie innego miasta. Na zgliszczach getta, na gruzach i z gruzów nieistniejącej Dzielnicy Północnej powstaje w latach pięćdziesiątych dzielnica zbudowana według projektu Bohdana Lacherta. Nowopowstała część miasta zrywała z dawnym układem urbanistycznym, wprowadzając socrealistyczny styl i inny niż przed wojną sposób kształtowania przestrzeni miejskiej. Malowniczy, pagórkowaty krajobraz tego nowego Muranowa stanowią pokryte ziemią hałdy gruzu, na których stoją domy, zbudowane z pustaków powstałych ze zmielonych pozostałości dawnych budynków.

Tuż po wojnie z inicjatywy społeczności żydowskiej na zgliszczach ich dzielnicy powstają pomniki i miejsca pamięci. W 1946 r. odsłonięto kurhan i kamień upamiętniający bunkier przy ulicy Miłej 18 oraz pomnik w kształcie włazu do kanałów projektu Leona Suzina. W 1948 r., w piatą rocznicę powstania w getcie, pośród morza gruzu i zgliszczy, odsłonięty zostaje Pomnik Bohaterów Getta projektu Natana Rappaporta. Pomnik ten jest jednym z wielu przykładów zaciętej rywalizacji o monopolizację przestrzeni symbolicznej miasta.

Powojenne życie żydowskie rozpoczyna się na nowo na Pradze Północ. Na Kłopotowskiego i Jagiellońskiej po wojnie krótko działają żydowskie organizacje, zamknięte pod koniec lat 40. Od 1947 w budynku biblioteki Wielkiej Synagogi na Tłomackiem i Instytutu Nauk Judaistycznych rozpoczyna działalność Żydowski Instytut Historyczny. Jedyna warszawska synagoga, która przetrwała wojenną pożogę – synagoga im. Zalmana i Ryfki Małżonków Nożyków – zostaje oficjalnie otwarta 1951 r. i działa do 1968 r. Dopiero w roku 1983 po generalnym remoncie (i oszpeceniu budynku przybudówką od strony teatru) synagoga zostaje ponownie otwarta i od tego czasu w jej budynku mieści się siedziba m.in. Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP i Gminy Wyznaniowej Żydowskiej. Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce początkowo działa przy ulicy Nowogrodzkiej 5 (gdzie od 1962 r. miał również siedzibę młodzieżowy klub Babel), a od 1969 r. w nowo wybudowanym budynku Teatru Żydowskiego im E. R. Kamińskiej przy Placu Grzybowskim.

Żydowska Warszawa funkcjonuje aktywnie do 1968 r. Po wydarzeniach marcowych większość warszawskich Żydów wyjeżdża. Działalność ŻUL-u (Żydowskiego Uniwersytetu Latającego) z końca lat 70. jest pierwszą zapowiedzią żydowskiego renesansu, który rozpocznie się jednak dopiero 10 lat później, wraz z upadkiem komunizmu.

Dzisiejsza żydowska Warszawa pozostaje niejako w ukryciu, w cieniu działającej w świetle fleszy „żydowskiej” Warszawy. Warszawa żydowska jest miastem niewielkim, mniejszym zapewne niż wiele przedwojennych sztetli, a przy tym bardzo zróżnicowanym, z wieloma podgrupami, frakcjami. Przypomina układankę, której poszczególne elementy pozostają w ciągłym przetasowaniu.

„Żydowska” Warszawa

Wydawałoby się, że wymordowanie przez hitlerowców populacji drugiego co do wielkości skupiska żydowskiego w Europie ostatecznie zlikwiduje pamięć o żydowskich mieszkańcach stolicy. Nic bardziej mylnego. Pamięć pozostaje żywa. Żydowskie miejsca pamięci istnieją, przywracane do życia rękoma „nowych”, młodych Żydów, odkrywających swoje korzenie, konwertytów i w znacznym stopniu – Polaków. Dlaczego? Dlaczego pustka musi być powtórnie wypełniona, dlaczego nieistniejące miasto, symulakrum tworzone rękoma setek aktywistów, coraz silniej przebija przez dzisiejszą tkankę miejską? Dlaczego ponad 60 lat po Zagładzie nadal odczuwane są bóle fantomowe, wywołane eufemistycznie nazywanym „zniknięciem” Żydów? Trudno znaleźć jednoznaczną i prostą odpowiedź.

McCannellowski turysta przyjeżdżający do Warszawy w poszukiwaniu żydowskiej przeszłości będzie zachwycony. Jeszcze przed przyjazdem dociekliwy poszukiwacz śladów żydowskich w Warszawie natknie się na liczne informacje dotyczące „żydowskich” festiwali, pokazów filmowych, wycieczek po nieistniejącym mieście pokazujących „autentyczny” klimat ulicy, dzielnicy, muzyki, tańca, czy kuchni. Wszystko to ma sprawiać wrażenie, że jesteśmy w świecie żywej żydowskiej tradycji. Tymczasem ten odtwarzany po części właśnie na użytek turystów świat niewiele ma wspólnego z realnym światem warszawskich Żydów. Z klimatu przedwojennej, żydowskiej Warszawy nie pozostało praktycznie nic. Okaleczona stolica, pozbawiona społeczności żydowskiej, nie potrzebowała po wojnie dzielnicy żydowskiej. Któż bowiem miał ją przywrócić do życia? Dla kogo miano by odbudować ponad 400 bożnic, które działały przed wojną? Kto przywróciłby gwar w ciasnych i biednych uliczkach dzielnicy żydowskiej? Po wojnie pozostała tylko tłumiona pamięć i nieliczni Żydzi, którzy ocaleli. Ale oni podejmowali już inne decyzje.

Trudno wyznaczyć początek istnienia „żydowskiej” Warszawy. Pierwszym symptomem zmian zachodzących w przestrzeni miasta było stworzenie w 1988 r. Traktu Pamięci Męczeństwa i Walki Żydów 1940-1943 oraz Pomnika na Umschlagplatz. Przemilczane przez lata losy warszawskiej społeczności żydowskiej wywołane zostają z niebytu. Od końca lat 80. proces przywracania pamięci przybiera na sile, wciąż zmieniając formy. To już nie tylko chwilowa moda. Nikogo już nie dziwią liczne klezmerskie zespoły przygrywające podczas kolacji, czy też coraz prężniej rozwijająca się turystyka związana z tematyką żydowską. Hasła edukacji wielokulturowej spowodowały, że do programu nauczania wielu szkół na stałe weszły zagadnienia związane z historią Zagłady, ale też z tradycją i kulturą żydowską. Od kilku lat trwają również próby budowania dialogu między młodymi Polakami a Izraelczykami.

Pięć lat temu w Warszawie Fundacja Shalom po raz pierwszy zorganizowała na ulicy Próżnej Festiwal Kultury Żydowskiej Warszawa Singera. Celem festiwalu jest „odtworzenie dawnej Warszawy”, „odtworzenie Próżnej taką, jaką była przed wojną, ze sklepami, kawiarniami i warsztatami rzemieślniczymi”. Początkowo organizatorzy korzystali głównie z własnego zaplecza, angażując aktorów warszawskiego Teatru Żydowskiego. Pojawiali się zaciągający szmoncesem aktorzy, tradycyjne chasydzkie tańce w wykonaniu dziewcząt przebranych za brodatych chasydów, czulent i pranie rozwieszone w poprzek Próżnej (przed wojną w kamienicy pod numerem 10 mieściła się siedziba centrali telefonicznej towarzystwa International Bell Telephone Co. – rozgałęzienia wielu kabli utrudniałyby zapewne suszenie bielizny). Kwitnie handel figurkami Żydów tradycyjnie wręczanymi młodym parom, aby zapewnić im finansowy sukces. Na szyldach widniały tajemnicze żydowskie symbole, hebrajskie, bądź stylizowane na hebrajskie litery. Z czasem zmienia się formuła Festiwalu. Przybywa warsztatów, wystaw, dyskusji, koncertów znanych zespołów klezmerskich z całego świata, przedstawień teatralnych. Znane kulinarne gwiazdy prezentują przed kamerami tradycyjne potrawy żydowskie. Festiwal przyciąga tysiące widzów. Wydobywając się z folklorystycznego kiczu, zaczyna aspirować do imprezy o wysokim poziomie zarówno artystycznym, jak i naukowym (w tym roku pojawiła się sesja naukowa „Jidyszkajt – czy ma rodzaj żeński?”).

Festiwal jest jedynie częścią mozaiki budującej współczesną kulturę żydowską w Warszawie. Podobne funkcje pełnią stowarzyszenia, fundacje, konferencje, koncerty, muzea już działające i planujące rozpoczęcie działalności. Tysiące ludzi z uporem i energią pracuje by przywrócić, odtworzyć, a właściwie: stworzyć na nowo „żydowską” Warszawę. Ich wiedza, wykształcenie, doświadczanie i kompetencje naukowe często są na bardzo wysokim poziomie. Fenomen „żydowskiego odrodzenia”, któremu ton nadają w dużym stopniu nie-Żydzi, będący jego organizatorami, realizatorami oraz odbiorcami, tworzy nową formę kultury żydowskiej bez Żydów.

Opcity: Przemysław Czapliński, Symulakry i symulacja („Gazeta Wyborcza”, 10.02.2006); Ruth Gruber, Odrodzenie kultury żydowskiej w Europie; Antoni Słonimski, Elegia miasteczek żydowskich.

Kamila Dąbrowska - DOKTORANTKA W IEIAK UW. OD KILKU LAT ZAJMUJE SIĘ PROBLEMATYKĄ TOŻSAMOŚCI INDYWIDUALNEJ I ZBIOROWEJ ORAZ MECHANIZMAMI TWORZENIA PAMIĘCI POLSKICH ŻYDÓW. PROWADZI BADANIA NA DOLNYM ŚLĄSKU, W IZRAELU, DANII I SZWECJI.

Twój komentarz