Tagi: antropologia zaangażowana | bieda | feminizm
Zaczęło się od samotnych matek... Czyli o tym, czego zwykle w mieście nie widać
26 lutego 2010
Informacje o planach likwidacji Funduszu Alimentacyjnego, które pojawiły się w prasie pod koniec 2002 r., bardzo zaniepokoiły osoby korzystające z tej instytucji, w zdecydowanej większości – ubogie samotne matki. Brak pieniędzy z Funduszu okazał się tak dużym zagrożeniem dla funkcjonowania ich rodzin, że wkrótce zrobiło się o nich głośno. Przypadek ruchu samotnych matek pozwala na pokazanie kontrastu pomiędzy politycznymi działaniami protestujących kobiet a codziennym, niewidocznym z zewnątrz funkcjonowaniem tych osób, których ubóstwo nie uzewnętrznia się w powszechnie rozpoznawanych formach, takich jak niechlujny ubiór czy brak dbałości o higienę. Obserwacja warszawskiej części tego ruchu rzuca światło na przyczynę takiej niewidoczności biednych w sferze publicznej, natomiast ewolucja założonego przez samotne matki stowarzyszenia ukazuje proces instytucjonalizacji oddolnego ruchu społecznego.
Głos, którego nie miało być słychać
W sprzeciwie wobec likwidacji Funduszu Alimentacyjnego zaczęły zawiązywać się liczne stowarzyszenia i grupy nieformalne. Samotne matki pisały listy do posłów, senatorów, Prezydenta, Marszałka Sejmu, Rzecznika Praw Obywatelskich, Rzecznika Praw Dziecka, Pełnomocnika ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, przygotowały też obywatelski projekt ustawy przywracającej Fundusz Alimentacyjny, pod którym udało się zebrać 300 tysięcy podpisów. Jedną z przyjętych form protestu były pikiety i demonstracje, które w Warszawie odbywały się pod Sejmem RP*. Podczas tych akcji, które miałam okazję obserwować w 2004 i 2005 roku, protestujące kobiety trzymały transparenty, których głównym motywem była troska o dzieci, a słowem chyba najczęściej powtarzanym – „głód”. Pojawiły się hasła: „Czy dzieci samotnych rodziców muszą być skazane na głód?”, „Afryka głoduje, Polska jej wtóruje”, „Panie prezydencie, nasze dzieci są głodne!!!”, „Wykarmisz niejedną rodzinę za rządową limuzynę”, „Chleba dzieciom zabrali, na wojnę w Iraku dali”, „500 tysięcy dzieci zginie z głodu – to jest hańba dla narodu”, „Ustawa bubel a dzieci głodują” czy apelujące do żony ówczesnego prezydenta: „Jolanto, tobie i prezydentowi nic nie brakuje, a nam i naszym dzieciom brakuje chleba”. Podobnie dramatyczny ton miały wypowiedzi protestujących skierowane do dziennikarzy, do innych uczestniczek protestu czy te wygłaszane przez megafon. Mówiono o problemach z nakarmieniem dzieci, o potrzebie leczenia tych chorych lub niepełnosprawnych, konieczności zrezygnowania starszych dzieci ze studiów, pojawił się nawet wątek oddania dzieci do domu dziecka z powodu niemożności ich utrzymania oraz samobójstwa jako drogi wyjścia z trudnej sytuacji.
Niewidoczne ubóstwo
O protestach samotnych matek chętnie pisała prasa, a one same otwarcie i głośno mówiły o problemach swoich i swoich rodzin. Jednak ich działania nie były typowe dla osób dotkniętych ubóstwem i zdecydowanie odbiegały od „standardowego”, znacznie powszechniejszego sposobu funkcjonowania. Na co dzień problem biedy i osoby żyjące w ubóstwie nie są tak dobrze widoczne w przestrzeni publicznej. Dostrzegana jest jedynie ta bieda, która uzewnętrznia się w postaci niechlujnego wyglądu, starych, brudnych ubrań, zaniedbania. Wypowiedzi osób zajmujących się niesieniem pomocy biednym w ramach działalności ośrodków pomocy społecznej lub organizacji pozarządowych, przytoczone przez Dorotę Lepiankę, świadczą o tym, że osoby ubogie, obawiając się społecznego ostracyzmu i odrzucenia, częstokroć ukrywają swoją prawdziwą, nierzadko tragiczną sytuację materialną. Starają się zatuszować swoje ubóstwo poprzez strój, makijaż, często wycofują się z życia społecznego. Z powodu takiego zachowania części osób dotkniętych ubóstwem biedę łatwo jest utożsamić z jej najbardziej jaskrawymi, widocznymi przejawami – alkoholizmem, bezdomnością, brudem. Agnieszka Golczyńska-Grondas w analizie wypowiedzi około 90 pracowników socjalnych, kuratorów, pielęgniarek środowiskowych, pedagogów szkolnych, policjantów i księży pracujących w środowisku ludzi biednych wykazała, że dzielą oni świat swoich klientów na dwie odrębne kategorie, przy czym podział ten jest czarno-biały. Jest więc bieda niezawiniona, dumna, wiązana z czystością oraz bieda kojarzona z patologią, złym funkcjonowaniem, brudem, bieda roszczeniowa. Grupie drugiej jako bardziej zagrożonej dysfunkcjami poświęca się więcej uwagi, środków i zabiegów, a osoby do niej zaliczane otacza się większą opieką. Z powodu skoncentrowania na świecie patologii do biednych „normalnych” kieruje się mniej pomocy, co z kolei może przyczynić się do pogorszenia ich sytuacji.
Ze zjawiskiem „niewidocznej biedy” zetknęłam się podczas badań (wrzesień 2006 – maj 2007) w Stowarzyszeniu „Damy Radę” założonym w Warszawie przez samotne matki podczas walki o utrzymanie, a potem przywrócenie Funduszu Alimentacyjnego. Stowarzyszenie, które rozpoczęło działalność od aktywności na polu politycznym, przekształciło się w organizację pomocową nakierowaną na wspieranie biednych rodzin z dziećmi. Jedną z form działalności był magazyn, z którego podopiecznym wydawano żywność pochodzącą głównie z unijnych Banków Żywności. Spośród osób tam przychodzących wiele było takich, których nie rozpoznałabym na ulicy jako ubogich. Podobne wrażenie odniosłam podczas przedstawienia zorganizowanego w okresie świąt Bożego Narodzenia dla dzieci – podopiecznych Stowarzyszenia. Na widowni siedzieli również uczniowie ze szkoły integracyjnej i przy pobieżnej ocenie trudno było rozpoznać, do której grupy należy dane dziecko. Wszystkie miały zimowe kurtki, kolorowe czapki i szaliki. Moje spostrzeżenia potwierdził prawnik udzielający w Stowarzyszeniu porad: po jego poprzedniej klientce widać, że ma kilkoro dzieci, ale tego, że ma zadłużone mieszkanie i grozi jej eksmisja, już nie. Dzięki tanim sklepom z używaną odzieżą oraz ubraniom rozdawanym przez organizacje pomocowe, dzięki dbałości o wygląd zewnętrzny i higienę, biedę można ukryć.
Ucieczka przed piętnem
Chęć ukrycia ubóstwa wydaje się zrozumiała, skoro życie w takiej sytuacji jest dla biednych źródłem wstydu i upokorzenia. Stykają się oni z piętnującymi ich czy ich miejsce zamieszkania określeniami, z często poniżającym traktowaniem ze strony instytucji pomocy społecznej w momencie zwracania się o świadczenia. Piętno nakładane na biednych, jak pokazuje badaczka ubóstwa Ruth Lister, może zostać uwewnętrznione, co wpływa negatywnie na poczucie własnej wartości, szacunek do samego siebie, samoocenę i tożsamość. Podczas rozmów z podopiecznymi „Damy Rade” oraz pracującymi tam kobietami słowo „upokorzenie” powtarzało się często. Dla niektórych upokarzająca była już sama sytuacja, w jakiej się znaleźli i konieczność proszenia po pomoc. Opory z tym związane opisywała m.in. kierowniczka magazynu, mająca najczęstszy kontakt z podopiecznymi, a zarazem sama korzystająca kiedyś ze wsparcia tego typu instytucji. Zdarzało się, że wychodziła z kolejki oczekujących na pomoc, wahała się też, zanim pierwszy raz przyszła do Stowarzyszenia, w którym później znalazła pracę. O zachowaniu osób pracujących w instytucjach pomocowych wyrażała się źle, stwierdziła, że nie rozumie, dlaczego ludzie o tak negatywnym nastawieniu do ubogich w ogóle wykonują pracę o tym charakterze. Inne rozmówczynie także narzekały na złe traktowanie i brak zrozumienia ze strony pracowników opieki społecznej, jak również osób postronnych. Jedna z podopiecznych skarżyła się na reakcje mieszkańców budynku, w którym znajdował się magazyn. Opowiedziała, jak została obrażona przez dozorczynię, którą określiła jako kobietę na niskim poziomie: nawet „ktoś taki” czuje się lepszy od niej i może okazać pogardę. Źródłem upokorzenia mogą być też zbyt niskie płace. Za takie kierowniczka magazynu uznała zarobki kobiet przychodzących po wsparcie do „Damy Radę”, z których część opiekuje się osobami obłożnie chorymi za bardzo niskie stawki.
Wygląd zewnętrzny jest szczególne istotny w przypadku dzieci. Poczucie wstydu i upokorzenia powoduje, że wiele osób, które dorastały w biedzie, ma niższe poczucie własnej wartości, co z kolei prowadzi do podtrzymywania nierówności i hierarchii społecznych. Dzieciom, pisała Ruth Lister, zależy więc na posiadaniu ubrań odpowiedniej marki, gdyż odpowiedni strój pozwala uniknąć odrzucenia przez rówieśników. Rzeczy znanych firm są symbolem statusu, sposobem na podniesienie własnej pozycji. Do tego tematu wielokrotnie powracała podczas rozmów kierowniczka magazynu. Dużo mówiła o pochodzących z reklamacji, jednak będących w dobrym stanie butach jednej ze znanych firm sportowych, które można było dostać w magazynie Stowarzyszenia. Dobre, firmowe ubrania, tak pożądane przez dzieci i młodzież, mogą stać się również przyczyną nieprzyjemnych sytuacji, gdy kobiety posądza się o nieuczciwość, bo przecież mówią, że są biedne, a ich dzieci chodzą w markowym obuwiu. Jak określiła to rozmówczyni, dla dziecka to jest duma, a dla matki upokorzenie. Można pomyśleć, że od ubogich oczekuje się zachowania zgodnego z przyjętym stereotypem osoby biednej, odstępstwa w postaci np. lepszego ubrania traktując jako oznakę „kręcenia”, nieuczciwego przedstawiania swojej rzeczywistej sytuacji.
Życie pod kreską
Choć wielu spośród osób ubogich w przestrzeni miejskiej nie widać, ich funkcjonowanie jest silnie naznaczone przez sytuację materialną. Jak pisze Hanna Palska, nie mogą uczestniczyć w normalnej konsumpcji, więc dla wielu z nich głównym źródłem utrzymania są dary i pożyczki, a w przypadku osób niepracujących staranie się o nie staje się główną aktywnością ekonomiczną i sposobem na przetrwanie. Tu chciałabym skupić się na znaczeniu darów. Ich źródłem mogą być ośrodki pomocy społecznej i organizacje charytatywne, jak również krąg rodziny i znajomych. O ile zasiłków z pomocy społecznej nie postrzega się jako darów, a jako coś, co się po prostu należy, tak pomoc sąsiedzka czy koleżeńska podlega normie wzajemności. Wymusza wdzięczność oraz konieczność późniejszego odwzajemnienia się. Uczestnictwo w takiej wymianie pozwala uniknąć całkowitego wykluczenia, a choć ubóstwo prowadzi do wycofywania się z życia społecznego, zerwanie więzi towarzyskich grozi utratą źródeł daru lub pożyczki. Pomoc bezzwrotna, np. w postaci używanych ubrań, jest rzadsza i spotykana raczej w obrębie rodziny. Do darów nie podchodzi się bezkrytycznie. Ubodzy narzekają na niekompletną pomoc, gdzie jednych artykułów jest za dużo, a innych brakuje. Dary mogą być deprecjonujące, gdy są np. bardzo złej jakości, wtedy nieraz ludzie odmawiają ich przyjęcia (Hanna Palska).
Nowa (samo)pomoc?
Magazyn „Damy Radę” stał się dla podopiecznych Stowarzyszenia właśnie źródłem darów, w tym przypadku pochodzących od organizacji pozarządowej. Nie jest to jednak instytucja całkowicie zewnętrzna wobec świata ludzi biednych – można powiedzieć, że się z tego świata wywodzi. W polskiej literaturze przedmiotu informacji na temat roli organizacji pozarządowych w przeciwdziałaniu biedzie i wykluczeniu jest niewiele, dotyczą głównie wielkich instytucji, takich jak PCK i Caritas, a opisywane formy pomocy osobom żyjącym w ubóstwie przedstawiają działania skierowane do biednych przez tych, którym powodzi się lepiej. Niełatwo znaleźć informacje o działaniach podejmowanych przez samych biednych w celu poprawy własnego losu – ci opisywani są głównie jako bierni i nieporadni, za to roszczeniowi. Tymczasem ruch samotnych matek, z którego Stowarzyszenie się wywodzi, był przykładem oddolnego zorganizowania się ubogich kobiet pod szyldem macierzyństwa na rzecz własnego interesu. Podczas spotkań samotnych matek w Warszawie okazało się, że wiele z nich jest w tak trudnej sytuacji finansowej, że wspólne działanie nie może ograniczać się do protestowania, a potrzebne jest doraźne wsparcie. Zaczęto więc prowadzić działania samopomocowe – na zebrania uczestniczki przynosiły żywność, którą dzieliły się w tymi bardziej potrzebującymi, zbierano też drobne kwoty, by pomóc osobom w najgorszej sytuacji. Pojawił się pomysł odwiedzenia lokalnych sklepików z prośbą o wsparcie. Właściciele nie odmówili i kobiety wróciły z artykułami, z których w domach mogły przygotować dzieciom jedzenie.
Później, wraz z rozwojem Stowarzyszenia, te oparte na solidarności działania skierowane do wewnątrz, czyli do uczestniczek ruchu, przyjęły bardziej sformalizowaną postać. Powstał magazyn z Bankiem Żywności jako głównym źródłem produktów, zmieniła się też grupa docelowa. Nie były nią już tylko zaangażowane w ruch protestu samotne matki, głównym celem stała się pomoc dzieciom poprzez wspieranie ich rodzin. Gdy produktów w magazynie było wystarczająco dużo, nie odmawiano też innym potrzebującym osobom. Dla nowych podopiecznych „Damy Radę” stało się więc kolejną instytucją pomocową, w której działania większość z nich (choć nie wszyscy) się nie angażowała. Inaczej organizację traktowały pracujące w niej osoby. Dla nich osobiste doświadczenie, gdy jeszcze nie tak dawno znajdowały się w podobnej jak podopieczni sytuacji, miało duże znaczenie. Pozwoliło na inne podejście do zgłaszających się po pomoc osób niż to, którego same doświadczyły. Łatwiej im było zrozumieć sytuację proszących o wsparcie, którzy nie byli dla nich przybyszami z w gruncie rzeczy nieznanego, obcego świata biedy. Kierowniczka magazynu podkreślała, że ona też stała kiedyś „po drugiej stronie kolejki”, tak jak teraz podopieczni przychodziła po pomoc. Kontakty z instytucjami tego typu wspominała jako bardzo przykre i upokarzające, więc sama starała się odnosić do podopiecznych z szacunkiem i traktować ich inaczej, niż ją traktowano.
Geneza Stowarzyszenia sprawia, że jest to instytucja trudna do zaklasyfikowania, łączy odmienne rzeczywistości i stoi niejako okrakiem w różnych sferach społecznych. Wywodzi się z wewnątrz świata ubóstwa, działa jednak, podobnie jak inne organizacje pomocowe, na rzecz biednych, ale stojąc już niejako na zewnątrz tego środowiska. Pozwala to na refleksję nad tym, jak cienka bywa granica pomiędzy „nimi” a „nami” – tymi, którzy występują w roli zasługujących na uznanie darczyńców a tymi, którzy są skazani na branie.
Opcity: Agnieszka Golczyńska-Grondas, Postawy przedstawicieli służb społecznych. Szanse i ograniczenia w działaniach przeciw biedzie (w: P_rzeciw biedzie. Programy, pomysły, inicjatywy_, red. E. Tarkowska); Dorota Lepianka, Polacy a biedacy – społeczny obraz ubóstwa i stosunek społeczeństwa polskiego do osób ubogich (w: Przeciw biedzie. Programy, pomysły, inicjatywy, red. E. Tarkowska); Ruth Lister, Bieda; Lidia Ostałowska, Alimenciary („Gazeta Wyborcza. Wysokie Obcasy”, 18 (226) / 2004); Hanna Palska, Ludzie „w opiece”. Przyjmowanie darów i zaciąganie długów jako element stylu życia ubogich (w: Zrozumieć biednego, red. E. Tarkowska).
Marta Elas - antropolożka, absolwentka Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UW i studentka Szkoły Nauk Społecznych PAN. Zajmuje się tematyką gender, pracy i opieki oraz nierówności społecznych.