Op. cit.,

Tagi: antropologia podróży | literatura

Wyspy Owcze są jak wieś okolnica

26 lipca 2011

Ignacy Strączek

Można by przypuszczać, że Wyspy Owcze to przede wszystkim porośnięte zieloną trawą dachy, niska przestępczość i piękne widoki. Wszystko raczej czyste i sterylne, dziewicze i zielone – taka lepsza Szwecja bez eugeniki i złodziei. Reportaż Marcina Michalskiego i Macieja Wasilewskiego 81:1 Opowieści z Wysp Owczych nadaje kontekst tym wyobrażeniom, więcej, jak przypuszcza Mariusz Szczygieł, jest to pierwsza książka reporterska tym wyspom poświęcona. Ponadto okazuje się, że Bibliotece Narodowej w Warszawie znajdują się jedynie 3 pozycje tym wyspom poświęcone. Czarnogóry dotyczą 92, a Bornholmu 40.

Kiedy mówimy o liczbach, warto przytoczyć choćby część przedstawionych w tekście danych statystycznych. Na Wyspach mieszka 49 006 osób, od 1921 roku ukazało się 77 numerów czasopisma literacko-kulturalnego, zarażonych wirusem HIV jest 5 kobiet i 15 mężczyzn, a od 1928 roku zanotowano 270 ofiar śmiertelnych wypadków drogowych. Na koniec trzeba jeszcze powiedzieć, że to właśnie tu 29 ochotników zmieściło się do zaparkowanego w hali sportowej Citroëna Berlingo. To oczywiście tylko nieliczne z setek danych, które podają Michalski i Wasilewski. Dzięki temu zabiegowi obrazy owiec zaganianych przez owczarki border collie i przeświadczenie, że kraj ten stworzył Tolkien –zostają wzbogacone o wyliczenia, które odwzorowują codzienność farerskiego społeczeństwa.

Ciekawy wydaje się również opis Wysp Owczych przez negację, który stanowi kontrast dla wcześniejszych wyliczeń. Autorzy zauważają, że nie ma tam: „Twarogu, trolejbusów, reniferów […] farerskich gier komputerowych, pisemek z golizną […] oscypków, ikarusów, wierzbowych piszczałek, […] tabliczek: «Uwaga zły pies», McDonalda, Ikei, Pizza Hut […]”. Trudno tu zacytować wszystkie wymienione przez Michalskiego i Wasilewskiego pozycje. Analiza listy braków wyizolowanego społeczeństwa Farerów mogłaby niewątpliwie stać się przedmiotem osobnej rozprawy, a nie krótkiego cytatu lub liczącego kilkadziesiąt słów wyliczenia. Trzeba jeszcze powiedzieć, że na Wyspach Owczych nie ma drzew. Nie ma też sukcesów piłkarskich i niepodległości. I te dwa ostanie braki w odróżnieniu od nieznajomości oscypków i McDonalda wydają się mieć zasadniczy wpływ na kondycję tego znajdującego się pod protektoratem Danii archipelagu.

Daje się tu zauważyć pewien paradoks. Należące mimo wszystko do świata Zachodu Wyspy Owcze wymykają się temu Zachodowi. To nie są stawiający na recykling Szwedzi albo ekscytujący się ekologią i praworządnością Duńczycy. Życie Fererów wydaje się znacznie barwniejsze. Michalski i Wasilewski opisują w książce scenę, która wydaje się symptomatyczna dla Europy Środkowej i Wschodniej. Farer Hansen rusza buldożerem na swój dom i pełen wiekowych drzew ogród, by móc stawiać nowe siedlisko. Żeby uratować drewno jedzie do niego furgonetką, łamiąc wszystkie możliwe przepisy lokalny rzeźbiarz. Taki obraz mógłby kreślić Smarzowski albo Kusturica: orkiestra dęta albo akordeon solo i pędzący furgonetką artysta ludowy, który chce powstrzymać sąsiada.

Można by też znaleźć inną analogię i zdecydować się na odważną, i być może nieprzekonującą dla znawców problematyki teorię, zgodnie z którą na Wyspach Owczych podobnie jak na Bałkanach występuje krwawa ofiara. Otóż Farerowie zapełniają wody swoich wybrzeży krwią grindwali. A w rozmowach o protestach ekologów z goryczą zauważają: „Europa chce zniszczyć naszą tradycję, ale to dyletanci, którzy nie mają pojęcia o naszej kulturze”. Jak można zabijać świnie i kurczęta, jednocześnie domagając się życia dla grindwali – to równanie, które proponują zbulwersowanym mieszkańcom kontynentu. Nie ulega wątpliwości, że polowań na grindwale nie da się sprowadzić do funkcji czysto utylitarnych, bowiem „obfitych połowów życzą tu sobie nie tylko rodziny rybaków, lecz także pastorowie podczas nabożeństw, politycy podczas wieców i spikerzy radiowi w dniu polowania”.

Istnieją jednak elementy rzeczywistości europejskiej, wobec których mieszkańcy Wysp Owczych nie pozostają obojętni – to Premier League. Farerowie dzielą się na zwolenników Liverpoolu i Manchesteru United. Piłka jest tu popularna, ale to raczej hobby niż liga zawodowa. Ten osobliwy stosunek oddaje wspaniały obraz, który przedstawiają Michalski i Wasilewski: „Mężczyzna w pomarańczowym kombinezonie wyszedł z psem na niedzielny spacer […]. Poszli na stadion narodowy, którego murawę porasta żywa trawa. Pies, zadbany border collie, przykucnął koło prawego słupka bramki, do której tydzień temu strzelali bramki słynni Nicolas Anelka i Thierry Henry. Przykucnął i wypróżnił się na rzadko”.

Trzeba tu dodać, że na Wyspach Owczych nie ląduje się łatwo. Port lotniczy na wyspie Vagar jest uważany za jeden z najniebezpieczniejszych na świecie. W 1996 roku zginął tu razem z żoną duński minister obrony. Trudy lądowania w tych warunkach dotknęły reprezentanta Francji Henry’ego, który „zszedł z pokładu roztrzęsiony. Miał powiedzieć, że jego noga więcej nie postanie na Wyspach Owczych”.

W Europie są trzy zespoły, które regularnie dostarczają innym punktów w eliminacjach: San Marino, Luksemburg i Wyspy Owcze. Największym sukcesem farerskiej piłki jest zwycięstwo 1:0 odniesione nad Austrią na Szwedzkim boisku (1990 r.). Gola strzelił Torkil Nielsen. Ciekawsze wydaje się jednak zwycięstwo farerskich piłkarek ręcznych nad Albankami 81:1, do przerwy 36:0. Miało to miejsce 6 kwietnia 2006 roku w Bośni podczas zawodów z serii Women’s Challenge Trophy. W Albanii się pomylono i przysłano reprezentację koszykarek. Padł rekord, żadna drużyna piłki ręcznej nie wygrała jeszcze różnicą osiemdziesięciu bramek. Jednak na Wyspach Owczych ten wynik nie przeszedł do historii. Grająca w tym meczu Heidi Maria Akselsen opowiada: „Zamieszano je [Albanki] w absurdalną sytuację: nie znały taktyki, nie potrafiły rzucać, dryblować i bronić, wyglądały na zakłopotane. Ten mecz był naprawdę katorgą dla wszystkich”.

Rekordowy wynik został utrwalony w tytule książki Michalskiego i Wasilewskiego 81:1 Opowieści z Wysp Owczych. Spektakularne zwycięstwo, wynaturzone proporcje, które powstały w wyniku absurdu, stały się udziałem nie Rosjan, Serbów czy Polaków, ale kobiet z Wysp Owczych, gdzie, jak mówi jeden z Farerów: „lepiej lub gorzej, każdy tu każdego zna i każdy od każdego jest zależny”. W gruncie rzeczy Wyspy Owcze są jak wieś okolnica – zorientowane wokół geometrii swojego archipelagu, z silną kontrolą społeczną i pozbawione przesadnej tolerancji dla obcych. Jak piszą Michalski i Wasilewski, do Farerów przyjeżdża Bryan Adams, bo cieszy się tu niezwykłą popularnością, ale jego koncerty przypominają polskie jarmarki. Tyle, że o tym Adams pewnie już nie wie.

Marcin Michalski, Maciej Wasilewski, 81:1 Opowieści z Wysp Owczych, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011.

Zdjęcia autora

Ignacy Strączek - REPORTER, ANTROPOLOG, ABSOLWENT INSTYTUTU KULTURY POLSKIEJ UW. AUTOR PRACYSEMANTYKA PRZESTRZENI MIEJSKIEJ KSZTAŁTOWANEJ PRZEZ HANDEL ULICZNY”. UR. 1985 R.

Twój komentarz