Wszyscy kulawi święci
1 lutego 2011
Strzegą wjazdów do wsi i ich krańców. Rozdroży, miejsc wypadków, przestrzeni niebezpiecznych i niepewnych. Upamiętniają lokalne cuda – nagłe ozdrowienia, niespodziewane ocalenia, małe zwycięstwa nad losem. Lokatorzy kapliczek: nagie Chrystusiki, kolorowe Maryjki, pulchne Dzieciątka z roku na rok tyjące coraz bardziej od kolejnych warstw farby. Przydrożni mazowieccy święci – trochę dla wszystkich, a trochę niczyi.
Im też zdarza się starzeć. Zmarznięci, zmoknięci, przewiani i udręczeni letnim skwarem kurczą się w sobie i marszczą. Łamie ich w kościach, gnie w stawach. Pękają im głowy, tracą twarze, załamują ręce. Blask serc gorejących przygasa. Wówczas zastępuje się ich lepszymi, nowszymi, bardziej kolorowymi i bardziej na czasie. W zdrowym ciele świętego pewnie i duch zdrowszy.
Ci zapomniani i niedomodleni, Jezusiki bezrękie i przetrącone Dziewice, idą w odstawkę. W najlepszym razie schodzą na daleki drugi plan, ustępując miejsca młodszym i piękniejszym. Mniej szczęśliwi lądują w pobliskich krzakach lub wstydliwie kryją się za kapliczkami, wciśnięci pomiędzy popękane plastikowe doniczki, wymięte kokardy i zeszłoroczne sztuczne kwiaty. Zdegradowanym, niepełnosprawnym Synom Bożym pozostaje pilnowanie podnóży krzyży – tam na górze wiszą już bowiem następni.
Kalecy orędownicy. Chrome sakra.
Justyna Chmielewska - antropolożka, turkolożka, doktorantka Wydziału Historycznego UW. Autorka książki „Święta krew, święty czas, święci ludzie” (2009) oraz kilkudziesięciu artykułów i recenzji, publikowanych m.in. w „Kontekstach”, „Nowych Książkach” i „(op.cit.,)”. Rowerzystka.
Paweł Jaczewski napisał/a:
12 miesięcy temu (21 maja 2011, 00:15)
Polecam o rozsądnej godzinie zwiedzić kapliczki na Pradze Płn. Niesamowite jak ludzie dbają o nie. Niesamowite jak ozdabiają. Oprócz kwiatów są bardzo ciekawe ozdoby – złotka po cukierkach, lusterka samochodowe i wiele innych ozdób, które mogą godzić w czyjś zmysł estetyczny i dla niektórych po prostu szpecić – mi taka kapliczka się po prostu podoba.
Kapliczki praskie są o tyle specyficzne, że często wokół nich jest brud, nieposprzątane, psie kupy, a kapliczka na całym podwórku jest oazą, gdzie jest czysto i kolorowo.
Najbardziej rzuciła mi się w oczy ta przy Stalowej. Numer bodajże jedenasty albo trzynasty (któryś z tych na pewno). Ta kapliczka znajduje się na okładce książki “Kapliczki warszawskie”. Matka Boska, a nad Jej głową aureola zrobiona z drutu do którego przyczepione są żarówki osłonięte połówkami plastikowych butelek. Wrażenie niesamowite.