Op. cit.,

Tagi: antropologia | antropologia zaangażowana

Wożenie drzewa do lasu

15 marca 2010

Barbara Fatyga

Nie będę się tutaj przymierzać do porządnego podsumowania dotychczasowej dyskusji (chociaż wydaje mi się, iż warto to zrobić). Mam natomiast zamiar dorzucić swoje trzy grosze do niektórych jej wątków.

Pierwszy z nich to problem tożsamości – odnoszę wrażenie, że nie tyle (nie wyłącznie) dyscypliny, ile uczestników dyskusji. Towarzyszy tym wypowiedziom „dyskretna” autoreklama, no i mniej lub bardziej wyraźny resentyment: ajaj, nie ma nas w mediach, a socjologowie są! W takim razie podyskutujmy, czy nasze zaangażowanie aby nie odbierze nam dziewictwa i czy nie rozhermetyzuje naszej wieży z kości słoniowej. No, ale z drugiej strony, to modny temat, więc ostatecznie od postulatów dotyczących zaangażowania antropologii i antropologów aż się tu roi. W tej kwestii osobiście najbliższe jest mi stanowisko prof. Godlewskiego, o czym niżej.

Mówiąc poważnie, osobisty i biograficzny wątek w dyskusji wydaje mi się niezwykle istotnym elementem diagnozy zarówno antropologii w Polsce, jak i środowiska antropologicznego, które – jak już ktoś z dyskutantów zauważył – w gruncie rzeczy dopiero zaczyna się identyfikować. Skoro „antropologii w Polsce jeszcze nie ma”, to aby ją stworzyć, trzeba zdać sobie sprawę z tego, na bazie jakich doświadczeń jest ona obecnie budowana.

Gdybym zatem miała określić (już bez płaskich złośliwości) tożsamość – swoją jako antropologa i „swojej” antropologii – to zrobiłabym to jakoś tak: specyficzne (wrocławskie) wykształcenie kulturoznawcze nauczyło mnie wielkiego szacunku dla teorii kultury, nie dało mi jednak prawie wcale metod badań; tych nauczyłam się sama, przede wszystkim od przedstawicieli tzw. paradygmatu jakościowego (interpretatywnego) głównie w socjologii, częściowo od „twardych” socjologów ilościowych. Nawiasem mówiąc, ewidentnie resentymentalna niechęć wielu etnografów/antropologów do słupków, tabelek i cyferek wydaje mi się jakaś taka zaściankowa, małostkowa i zapoznająca część tradycji antropologicznej (by wspomnieć tylko Kroebera czy Leacha). Uczyłam się (i uczę w dalszym ciągu) i od teoretyków sztuki, i od literaturoznawców, językoznawców oraz wielu innych „awców” i „logów”. Znów dygresja – najmniej chętnie od pewnych psychologów.

Podejście kulturoznawcze dało mi przekonanie, że w szczegółowych naukach o kulturze nie powinno się respektować granic, więc popularne stwierdzenie Czesława Robotyckiego, iż „grasujemy po pograniczach”, dobrze oddaje, moim zdaniem, sens tego, co się w antropologii współczesnej robi albo powinno robić. Goffman z kolei zachwycił mnie swego czasu ideą, że to narzędzia poznawcze powinny być każdorazowo dostosowywane do problemu, a nie problem do narzędzi.

Stosunkowo wczesne zetknięcie z problematyką biografii pozwoliło mi na ugruntowanie innego ważnego przekonania, iż nie ma ludzi (ani wsi) nieważnych czy nieciekawych. Innymi słowy: na każdym skrawku świata jest robota dla antropologa, a każda biografia jest splotem wielkich i małych narracji, wielkiej i małej historii.

Zatem: rozróżniając antropologię współczesną jako pojęcie opisujące stan dyscypliny i antropologię współczesności jako pojęcie wskazujące przedmiot refleksji i badań, staram się uprawiać tę drugą. W jej obszarze mieszczą się, moim zdaniem, rozmaite antropologie szczegółowe, par excellence lokalne. Teraz ważny banał: siła i atrakcyjność antropologii polega na zakorzenieniu w lokalności właśnie, w badaniach i wyprowadzaniu teorii z terenu. „Moja” antropologia interesuje się normalnością, zwykłością, codziennymi praktykami, a świętem w takiej postaci, w jakiej ono tu i teraz istnieje. Jadąc do Babadag Stasiuka to literacki manifest tak ukierunkowanej antropologii. Próbuje ona zarazem odzyskać dla siebie biografię i style życia oraz nieustająco wzbogacać swój warsztat badawczy (ostatnio o pracę nad możliwościami badań obrazu w inny sposób, niż to proponuje większość autorów zajmujących się tzw. antropologią wizualną).

Teraz jeszcze parę słów o zaangażowaniu tak rozumianej antropologii współczesności. Uczestnicy dyskusji wiele już o najrozmaitszych typach i aspektach zaangażowania powiedzieli. Różne pomysły więc się pojawiły: od promocji antropologii i antropologów w mediach, przez wątki kombatanckie i autokompromitacyjne (grzechy zaniechania – obszary, gdzie nas nie ma, rozważania o wadze „mordów założycielskich”), po wskazania na wagę problematyki etycznej. W tej sytuacji podkreślałabym raczej aspekt pozytywny: „jak po grudzie”, ale jednak nasza dyscyplina się rozwija i to wielokierunkowo. Książek antropologicznych, w tym klasyki, przybywa, rozwijają się studia, a nawet badania. Refleksja zaś nad stanem bywa niekiedy „nadmiarowa”.

Zaangażowana czy też stosowana antropologia to w moim przekonaniu antropologia towarzysząca praktykom społecznym i – tam gdzie to sensowne oraz możliwe – włączająca się w nie. Animacja kultury jest niewątpliwie takim obszarem. Często wiąże się to z działaniem tzw. trzeciego sektora, czyli organizacji pozarządowych. Tym, którzy marzą o zmianach i hamletyzują na temat zaangażowania (a mam tu na myśli nie tylko studentów), polecałabym terapię w postaci pracy w NGO, nie wyłącznie w charakterze eksperta, który wpada i wypada, ale człowieka do wszystkiego. Proszę napisać wniosek i wygrać konkurs (dostać pieniądze), popracować jako wolontariusz, gotując zupę dla dzieci lub wycierając im nosy, zarazem jako ekspert przeprowadzić profesjonalną ewaluację działania, nie zapominając w tym wszystkim o roli teoretyka, dostarczyć erudycyjnych i eleganckich interpretacji rzeczywistości.

Antropolog – podobnie zresztą jak inni przedstawiciele sensownie uprawianych nauk społecznych – jest od „wożenia drzewa do lasu”, tzn. od tłumaczenia tego, co wszystkim się wydaje, że wiedzą. „Problematyzuje” on rzeczywistość inaczej niż dziennikarz i polityk, którzy – zwłaszcza w naszym kraju – tworzą problemy, a nie pomagają je rozwiązywać. Czy antropolog może rozwiązać problem społeczny? Będzie to robił dłużej niż polityk i sensowniej niż dziennikarz, ale zarazem jego rola będzie ulegać przekształceniom. Co z tego wyniknie? A kto może powiedzieć, że przeszedł taką drogę? Niektórzy ją dopiero przemierzają.


Barbara Fatyga - PROF. UW, KIEROWNIKRODKA BADAŃ MŁODZIEŻY, W INSTYTUCIE STOSOWANYCH NAUK SPOŁECZNYCH UW. PROWADZI SPECJALIZACJĘ „ANTROPOLOGIA WSPÓŁCZESNOŚCI, ANIMACJA DZIAŁAŃ LOKALNYCH”.

Twój komentarz