Op. cit.,

Tagi: historia | nowe ruchy religijne | pamięć | religia

Tramwaje na szerokich ulicach Nowej Jerozolimy

21 lutego 2010

Justyna Chmielewska

Tekst został opublikowany w 34. numerze czasopisma „Opcit”.

Już gdy spotkali się po raz pierwszy, na początku lat 30. XX wieku, podczas zjazdu wołyńskich zielonoświątkowców, zawrzało. On – szanowany kaznodzieja, głoszący Słowo Boże po białoruskich i ukraińskich wsiach i miasteczkach. Ona – zbuntowana przywódczyni, prorokini samozwańcza, jurodiwa i heretyczka, która przetrwała próbę ognia, stając się głową Rodu Żertwy. On nadal prawowierny, posłuszny zielonoświątkowej ortodoksji. Ona z planem zbawienia maluczkich, do którego realizacji potrzebowała wspólnika.

Na początku lat 30. Olga, piątka jej dzieci i pomocnica Sara przeżyły pożar chaty w wołyńskiej wsi Zareczyca (tę właśnie siódemkę nazywano Rodem Żertwy – Rodem Ofiary). Wierni interpretowali nagłe zapalenie się domu i jego cudowne ugaszenie jako znak Bożego posłannictwa, próbę dającą początek proroczemu życiu Olgi. Odtąd otrzymywać miała objawienia jako Żertwa Chrystowa – Ofiara Chrystusowa, wcielenie duszy Chrystusa w paruzji.

Mama Syjona

Olga Kirylczuk-Korniejczuk. Na piersi widoczny krzyż – blizna po ranach zadanych podczas obrzędów zdjęcia pieczęci. Lata 30. XX w.

Ludzie Syjonu

Już w pierwszych rozmowach miała Olga Kirylczuk-Korniejczuk zakomunikować zdumionemu Iwanowi Muraszce, że dane mu będzie zostać jej mężem i partnerem, współarchitektem nowego porządku, prorokiem nowej wiary. Opornemu z początku Iwanowi, który już od pięciu lat chodził niemy, odebrać miał Bóg pozostałe zmysły. I tak, po trzech dniach niemoty, głuchoty i ślepoty, narodził się Eliasz prorok, Eliasz Ojciec Syjonu.

Zaczęła się ich wspólna wędrówka po wsiach, gromadzenie wiernych, zwoływanie najuboższych chłopów na Syjon, mający stać się udziałem tych, którzy posłuchają. Tych, którzy uwierzą, że na ukraińskiej i białoruskiej ziemi, wbrew zakazom polskich władz, powstanie Nowa Jerozolima, święte miasto, zaczątek i centrum Królestwa Bożego na Ziemi. W niektórych wsiach szczuto samozwańczych proroków psami, w innych udawało się im skłonić do nawrócenia niemal wszystkich mieszkańców. W ciągu paru lat, do około 1936 r., Iwan i Olga zebrali sporą grupę wiernych, przez sąsiadów przezywanych raz subotnikami, raz brodaczami(mężczyznom syjońskie prawo zakazywało golić bród, kobietom przykazując noszenie fartucha i zasłanianie włosów chustką). Kojarzono ich z Żydami, skoro nie jedli wieprzowiny i świętowali sobotę, zamykając się w chatach wraz z zapadnięciem zmierzchu w piątek. Oni sami woleli (wolą nadal) mówić o sobie syjoniści – ludzie Syjonu, wybrany naród, mający wejść w powtórne przymierze z Bogiem za pośrednictwem Anioła Przymierza, ich proroka Ilii – Iwana Muraszki. Olga i Iwan to Roditieli, Otiec i Mama Syjona – tak nazwali ich muraszkowcy, siebie nawzajem określając mianem sióstr i braci.

syjoniści grupowe

Zdjęcie grupowe syjonistów. Lata 30. XX w.

Niebawem wyłoniona została hierarchia – 12 apostołów przewodziło rozsianym po wsiach Polesia i Wołynia zgromadzeniom i prowadziło akcję prozelityczną, przygotowując wiernych na wielkie, najważniejsze dzieło: budowę Nowej Jerozolimy, której powstanie głosiła Olga w swych objawieniach. Podczas tych uroczystych chwil padać miała na ziemię, drżąc cała, po czym Głos zaczynał mówić przez obumarłe ciało. Ganił ów Głos postępki wiernych, wskazywał drogę poprawy, potępiał mirskich ludziej („ludzi ze świata”, „ludzi światowych”: tak syjoniści określają wszystkich spoza własnej enklawy), dawał rozwiązania palących wspólnotę problemów, wieszczył przyszłość Syjonu i świata. Skrupulatny sekretarz spisywał starannie słowa prorokini, od ponad 70 lat będące przedmiotem interpretacji i tekstem modlitwy.

Święta krew

Być może ten właśnie pomocnik zwoływał też polską policję, księży, batiuszków i fotografów na obrzędy zdjęcia pieczęci, kluczowe dla syjonistów, a tak szokujące dla mirskich. Olga ukazywała się wówczas półnaga w starannie zainscenizowanej przestrzeni rytuału: w tle butelki ciemnego płynu i rozmodleni, maksymalnie skupieni apostołowie. Na pierwszym planie prorocy: Iwan ze szczypcami i brzytwą, którą na skórze Olgi robił nacięcia, by płynącą z ran krew zbierać do przygotowanych zawczasu naczyń, skoncentrowany, zadający – na jej własne polecenie – głęboki ból kobiecie, w której ciele, jak wierzą syjoniści, Chrystus dokonał powtórnego przyjścia na ziemię. Chuda, rachityczna Matka Syjonu w hieratycznej pozie oddająca własną krew dla odkupienia grzechów wiernych, by pokonać Szatana, by zmyć nieczystość braci i sióstr, mających budować Nową Jerozolimę. Dzięki obecności fotografa, o którą muraszkowcy zabiegali przy każdej sposobności, obrazy dokumentujące zdjęcie pieczęci zachowały się do dziś. Polskiej policji służyły jako dowody w sprawach przeciw Muraszce, dla dzisiejszych wiernych są dowodami świętości i nadzwyczajnej charyzmy Rodziców.

zdjecie pieczeci

Obrzęd zdjęcia pieczęci. Lata 30. XX w.

Święta krew służyć miała odkupieniu grzechów i szerzeniu świętości – by przygotować świat na nadejście Królestwa Bożego, by uświęcić ludzi, skoro ofiara została złożona. Wylewano ją do studni i rzek, by wraz z wodą dotarła do jak największej liczby grzeszników. Syjonistów, nim rozpoczęła się budowa Nowej Jerozolimy, apostołowie obmywali zmieszaną z wodą krwią Olgi, by usunąć z nich te resztki nieczystości, których nie pozbyli się przez długotrwałe posty i modlitwy.

wjazd eliasza

„Wjazd św. Eljasza w N. Jerusalem”. Lata 30. XX w.

Jeruzalem na Wołyniu

W 1936 r. droga na Syjon stanęła otworem. Za zebrane wśród wiernych pieniądze (a wielu, by zasilić wspólną kasę, sprzedało cały dobytek, pozostawiając przy sobie jedynie krowy i konie, przydatne w nowym, wspólnotowym życiu) Iwan wykupił ziemie otaczające dom, w którym dokonała się przed laty próba ognia, dom, w którym Bóg wyznaczył Oldze jej nową ścieżkę – Matki Syjonu. W sumie kilkanaście hektarów słabej ziemi i lasu w sarneńskim rejonie obłasti rowieńskiej, nieopodal wsi Bereżnica w dzisiejszej Zachodniej Ukrainie. Muraszkowcy zjeżdżali się stopniowo – na carstwo, jak dziś wspominają. Z ironią mówią o tych, którzy przez carstwo rozumieli królestwo doczesne, a i takich podobno nie brakowało. Byli to głównie ci najbiedniejsi, ci, którzy nie mieli wiele do stracenia – tych bowiem przybyło najwięcej. Kto miał w sercu silną wiarę i rozumiał, o jakim carstwie od lat mówiła Olga, z pokorą znosił niedostatki i uciążliwości życia w zaadaptowanej na pomieszczenie mieszkalne stajni, gdzie syjoniści spali stłoczeni na trzech poziomach, rodzina od rodziny oddzielona jedynie płócienną zasłoną. Ci, którzy liczyli na życie wygodniejsze niż na wsi, szybko ponoć wyjechali, przeklinając proroków i ich wołyńską Jerozolimę. Nową Jerozolimę budowaną w pocie czoła, w codziennym znoju, który miał być drogą do świętości. Nowy Syjon, będący urzeczywistnieniem idei Królestwa Bożego na Ziemi – tego właśnie carstwa, o którym od lat drżącym głosem mówiła Olga, a za nią grzmiał podczas nabożeństw Iwan. A życie nie było tam łatwe: najpierw trzeba było wykarczować las, zaorać nieurodzajną ziemię, nie zapominając ani na chwilę o ściśle religijnych obowiązkach: modlitwie, postach, o imperatywie ostatecznej skromności i miłości bliźniego. W całej Jerozolimie nie było ani jednego lustra – by narcystyczny zachwyt nie odwiódł wiernych od myśli o Bogu. By każdy mógł i musiał, jak opowiadali mi syjoniści, „przejrzeć się w twarzy drugiego”.

nowa jerozolima

Syjoniści w Nowej Jerozolimie na wołyńskim chutorze Zareczyca. Lata 30. XX w.

Rekompensata miała być jednak godna: w miejscu, gdzie niegdyś płonął dom, stanąć miała świątynia, najokazalszy przybytek prawdziwej wiary w jedynego Boga. Od niej odchodzić miały piękne, szerokie ulice, środkiem każdej jeździć miał tramwaj – by po tylu trudach nikt nie kłopotał się już poruszaniem pieszo. Granice świętego miasta sięgać miały aż oddalonej o ponad 4 kilometry Bereżnicy. Miało być wielkie i piękne, jako siedziba Chrystusa w paruzji i narodu wybranego, nowych ludzi Syjonu.

Między Buenos Aires a Odessą

Polskie władze nie ułatwiały jednak zadania: ciągłe wizyty policjantów zwykle kończyły się orzeczeniem fatalnych warunków sanitarnych i nałożeniem grzywny. Niebawem, około 1938 r., wybuchła epidemia ospy, zmarło wiele dzieci. Mirskije nie zgodzili się na pochówek w cmentarnych murach – skromne mogiły stawiali więc syjoniści wzdłuż płotu, tam, gdzie chowa się samobójców i nieochrzczonych. Zarzutów było coraz więcej, były coraz poważniejsze – Polacy obawiać się mieli, że Nowy Syjon służy szerzeniu komunizmu: wspólna kasa, wspólnotowa praca, długie wspólne stoły. Niezrozumiałe zachowania kultowe prowokowały oskarżenia o dręczenie Olgi podczas zdjęcia pieczęci. Niepokoiły listy, wciąż słane do przedstawicieli polskich władz, w których muraszkowcy nakłaniali oficjeli do przyjęcia syjońskiej wiary. Niejeden taki list otrzymał podobno Piłsudski. (Wątek boskiej legitymizacji władzy świeckiej – czy może legitymizacji wyznania przez akceptację ze strony władcy – do dziś powraca w rozmowach z syjonistami. W nowszych interpretacjach Chrystus zasiąść ma na Kremlu, by stamtąd, za pośrednictwem telewizji i radia, głosić nadejście Królestwa Bożego).

syjon orka

Iwan Muraszko z wiernymi w Nowej Jerozolimie. Podpis: „Św. Eljasz z Św. Sjonistami”. Lata 30. XX w.

Lista zarzutów, jakie polskie władze stawiały ludziom Syjonu, mogłaby być dłuższa. Wkrótce miarka się przebrała i prorocy otrzymali nakaz opuszczenia chutoru Zareczyca w ciągu 24 godzin. Spakowali pospiesznie teksty objawień (złośliwi dodają, że także wspólne składkowe pieniądze), pożegnali wiernych i dosłownie ulotnili się z Nowej Jerozolimy. Po jakimś czasie odezwali się, wzywając do siebie, do… Buenos Aires, by tam rozpocząć budowę nowego świętego miasta, skoro Szatan wcielony w przedstawicieli polskich władz nie pozwolił dokończyć wielkiego dzieła na ukraińskiej ziemi.

Dlaczego tam? Dlaczego tak daleko? Jak Iwan i Olga dostali się do Argentyny? Którędy? Nie znalazłam na te pytania satysfakcjonującej odpowiedzi, wydają się one zresztą nieistotne. Zadanie proroków dobiegło kresu w 1939 r. Stracili jakikolwiek wpływ na wspólnotę, nie zabiegali o niego zresztą – dokonało się jedynie to, co było wcześniej zapowiedziane w objawieniach. Paruset wiernych zaczęło rozjeżdżać się do domów, do rodzinnych wsi; często nie mieli do czego wracać, skoro przed wyjazdem do Nowej Jerozolimy sprzedali cały dobytek. Nadeszły czasy wojny, czasy głodu i poniewierki, prześladowań i ucieczek. Wielu, rozczarowanych zniknięciem proroków, odeszło od wiary. Inni w wyjeździe Olgi i Iwana dostrzegli spełnienie przepowiedni, przyjmując z pokorą upokorzenia i cierpienia następnych lat, porównując własny los do dziejów Hioba.

olga rana

Olga Kirylczuk-Korniejczuk, Mama Syjona. Na łopatce widoczny krzyż – blizna pozostała po obrzędach zdjęcia pieczęci. Lata 30. XX w.

Wołyńska utopia upadła, większość syjonistów trafiła do więzień. Przywództwo trafiło w ręce jedynych żyjących i będących na miejscu członkiń Rodu Żertwy, rozpoczynających wówczas naukę w szkole podstawowej wnuczek Olgi – Liuby i Marii. Nieporozumień dotyczących sukcesji było zresztą sporo – jak kilka lat wcześniej Ojciec i Matka Syjonu wyszli z ruchu zielonoświątkowego, tak i po wojnie z Nowej Jerozolimy wypłynęło parę strumieni, których prowodyrzy różnili się w interpretacjach Pisma, historii i słów Matki Syjonu.

Dziś najprężniej rozwija się wspólnota prowadzona przez Liubę i Marię. 400 syjonistów mieszka w miasteczku Kominterniwskie, 40 kilometrów od Odessy. Stawiają na życie rodzinne i posłuszeństwo syjońskiemu prawu, sformułowanemu przed wojną przez proroków. Jak biblijny Józef z Nazaretu trudnią się ciesielstwem, prowadzą życie skromne, lecz dostatnie. Rok temu za uzbierane pieniądze wspólnym wysiłkiem zbudowali dom modlitwy. Droga na Syjon nie jest prosta, pozostaje jednak otwarta.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z archiwów syjonistów.

Zdjęcia autora

Justyna Chmielewska - antropolożka, turkolożka, doktorantka Wydziału Historycznego UW. Autorka książki „Święta krew, święty czas, święci ludzie” (2009) oraz kilkudziesięciu artykułów i recenzji, publikowanych m.in. w „Kontekstach”, „Nowych Książkach” i „(op.cit.,)”. Rowerzystka.

Twój komentarz