Op. cit.,

Tagi: animacja kultury

Synergia, inwencja i stymulowanie aktywnej partycypacji, czyli co to takiego „kultura”?

29 grudnia 2011

Magdalena Zatorska

Warszawa przegrała z Wrocławiem w konkursie o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 (ESK 2016) i prawdopodobnie odpowiednie organy zajmą się ustaleniem, czemu tak się stało – czego zabrakło, gdzie popełniono błąd, co przeważyło szalę.

Kilka potencjalnych przyczyn pewnie mogłabym wskazać i ja, ale warszawski wniosek konkursowy (przez swoich twórców nazywany „Aplikacją”) stanowi znacznie ciekawszy materiał do przemyśleń. Jest to blisko dwustustronicowy dokument o kulturze – o jej status quo, a także o planach, projektach i postulatach – i choćby z tego względu można nazwać go „traktatem”. „Aplikacja” wiele mówi o tym, jak władze miasta i ich pełnomocnicy postrzegają „kulturę” w ogóle i „kulturę” w Warszawie. Dokument ten w oparciu o prezentowaną wiedzę i polityczną legitymację reprodukuje pewien typ dyskursu, który kształtuje sferę praxis, różnicuje, klasyfikuje, wartościuje, stwarza warunki możliwości, pewne zjawiska czyni widocznymi, a inne – nie.

Zdefiniować „kulturę”

Autorzy wniosku nie formułują definicji kultury explicite i to w zasadzie nie dziwi. Nawet „eksperci od kultury” (antropolodzy kultury, etnolodzy, kulturoznawcy) rzadko w swoich tekstach decydują się na taki krok, mimo że słowo „kultura” – a zwłaszcza jego przymiotnikowe formy – stosują wyjątkowo często. Termin „kultura” przyjmuje się jako coś oczywistego, rozumiejącego się samo przez się, niewymagającego wyjaśnienia. Wydaje się, że dzieje się tak nie dlatego, że „kultura” jako pojęcie nie budzi naszych wątpliwości, lecz ze względu na fakt, że kiedyś musimy położyć kres definiowaniu, jeśli nie chcemy wpaść w pułapkę nieskończoności.

Definiowania kultury unikają również urzędnicy, którzy „robią w kulturze” zawodowo. Barbara Fatyga przywołuje w tym kontekście wypowiedzi zebrane podczas badań stanu kultury miejskiej w Polsce zrealizowanych w 2008 roku na zlecenie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Pisze tak: „Na nieszczęście podczas badań zapytałam personel mniej lub bardziej prominentnych instytucji kultury z 22 polskich miast o sposób rozumienia samego pojęcia kultury. Oprócz popłochu i zakłopotania, w momencie gdy padało to pytanie, pojawiała się agresja w stosunku do realizatorów: «No nie, kurwa, kto to takie głupie pytania wymyślił…» lub bagatelizowanie: «No co wy, o takie rzeczy pytać… Coś tam było na studiach…»”.

Takie wypowiedzi niekoniecznie muszą świadczyć o braku kompetencji pracowników instytucji kultury, mogą po prostu ujawniać fakt, że aby „robić w kulturze”, niekoniecznie trzeba umieć precyzyjnie określić to, w czym „się robi”. Warto więc rozróżnić dwie sprawy. Umiejętność formułowania definicji to jedno, a opieranie się w swoich działaniach na pewnym sposobie rozumienia kultury (czy innego obszaru życia), na pewnej wizji danego wycinka rzeczywistości – to drugie. Kłopoty w zdefiniowaniu pewnych pojęć nie muszą oznaczać, że nie wiemy, o czym mówimy.

Problem tkwi jednak w tym, że z definicją implicite trudno jest dyskutować. Aby w ogóle móc się do niej odnieść w sposób krytyczny, a tym bardziej, by móc wejść z nią w polemikę, wykonać trzeba podwójną pracę: zrekonstruować ją, a następnie spróbować się z nią zmierzyć – co w oczywisty sposób jest zadaniem dużo trudniejszym niż polemika z definicją wyrażoną wprost.

Kultura? Ale w jakim sensie?

W warszawskim wniosku wprost o kulturze mówi się we fragmencie poświęconym zmianom, jakie mają nastąpić w jej obszarze: „Dziś uczymy się postrzegać kulturę nie jako luksusową przyjemność, ale instrument obserwacji i zrozumienia miasta, jego redefinicji dla przyszłych pokoleń. Dlatego właśnie nasza Aplikacja opiera się na bezprecedensowych inwestycjach w infrastrukturę kulturalną poczynionych w latach poprzedzających 2016 oraz na całościowym przeobrażeniu rozumienia kultury oraz sposobu jej wspierania przez władze miejskie i partnerów strategicznych”. Co jednak mają na myśli autorzy, używając sformułowania „całościowe przeobrażenie rozumienia kultury”? Na czym miałaby polegać zmiana w sposobie jej postrzegania, a jaki jest status quo?

W tym miejscu warto rozróżnić dwa sposoby rozumienia kultury: szeroki, antropologiczny, ujmujący kulturę jako całokształt materialnego i niematerialnego dorobku danej społeczności oraz wąski, redukujący ją do pewnego rodzaju kultury symbolicznej, utożsamiający ją z tym, co „kulturalne”, czyli najczęściej z dziełami sztuki i zjawiskami artystycznymi. W warszawskim wniosku występują oba sposoby ujmowania kultury – czasem tuż obok siebie. Ma to miejsce na przykład wtedy, gdy autorzy wymieniają cele przyświecające im w staraniach o tytuł ESK 2016:
„1. Warszawa na nowo otwarta na Europę: politycznie, społecznie i kulturowo,
2. Warszawa umocni swoje związki z resztą Polski, 3. Warszawa umocni wpływ kultury na jakość życia i poczucie dumy swoich mieszkańców”. „Wpływ kultury na jakość życia” odnosi się tu bezpośrednio do wąskiego jej rozumienia, a „kulturowa otwartość” (obok „otwartości politycznej” i „społecznej”) – do szerokiej, antropologizującej perspektywy.

To pierwsze, wąskie rozumienie kultury wydaje się być autorom warszawskiego wniosku najbliższe, w przeciwieństwie do twórców zgłoszenia Wrocławia, którzy nadają kulturze szeroki, antropologiczny sens – zostaje ona zdefiniowana jako „złożona całość, obejmująca wiedzę, wierzenia, moralność, prawa, obyczaje oraz inne zdolności i nawyki nabyte przez ludzi jako członków społeczeństwa, a także materialne osiągnięcia twórczego wysiłku człowieka”. Jednak autorzy wrocławskiego wniosku też nie są w tej kwestii konsekwentni i w pewnych kontekstach przyjmują wąskie znaczenie tego terminu. Ma to miejsce przede wszystkim wtedy, gdy mowa jest o uczestnictwie w kulturze i przeciwdziałaniu wykluczeniom w tym obszarze.

Wydaje się więc, że by mówić o wykluczeniu z kultury lub by promować uczestniczenie w niej, przyjąć trzeba jej wąskie rozumienie. W warszawskim wniosku czytamy: „Nazbyt długo kultura w Warszawie była postrzegana jako coś elitarnego lub też jako coś danego zamiast współtworzonego przez odbiorcę”. Albo: „Angażowanie społeczności lokalnych poprzez kulturę […] i zrozumienie, że kultura może być partycypacyjna, nadal nie są szeroko rozpowszechnione”. Autorzy wniosku, przyjmując wąskie rozumienie kultury, przeciwstawiają się zawartemu w nim implicite założeniu, że kultura to zestaw przyjemności i obowiązków zarezerwowanych dla elit. Piszą, że „kultura może być partycypacyjna” i że taka właśnie być powinna. „Partycypacyjny” i „elitarny” to w tym kontekście terminy opozycyjne, choć należące do jednego porządku.

Uczestnictwo w kulturze

Hasło „Wszyscy możemy uczestniczyć w kulturze” to pierwszoplanowy element projektowanego programu obchodów roku 2016. Autorzy wniosku tłumaczą, że hasło to ma promować działania likwidujące problem wykluczenia, polegające między innymi na uwrażliwieniu się na potrzeby warszawiaków przez instytucje kultury, które, „jeśli zajdzie taka potrzeba, zmienią profil swojej działalności lub wyjdą z ofertą poza mury swoich siedzib”. „Stymulowanie aktywnej partycypacji” polegać ma również na dostosowaniu budynków instytucji kultury do potrzeb osób niepełnosprawnych czy na „wyrównywaniu szans rozwijania indywidualnych zdolności artystycznych na poziomie lokalnym i międzynarodowym”.

Autorzy, nie wzbraniając się przed stosowaniem dużego kwantyfikatora, bardzo często podkreślają, że zależy im na tak zwanej aktywnej partycypacji, rozumianej jako realne zaangażowanie całego społeczeństwa w działania w obszarze kultury wysokiej: „Każdy jego [programu] element będzie zakładał konieczność szerokiej współpracy wszystkich zaangażowanych w tworzenie kultury, a nie tylko jej odbiór”. „Chcemy mieć pewność, że każda wspólnota weźmie udział w kreowaniu i tworzeniu kultury, w trakcie 2016 roku i długo po nim”. W efekcie kultura jawi się w tym kontekście jako bliżej nieokreślone, trudno uchwytne pole działania, w którym można partycypować, czyli: coś w nim robić, być nie tylko kompetentnym odbiorcą, ale i aktorem, twórcą, współtwórcą, podmiotem posiadającym na tyle dużo sprawczości, by móc to pole kształtować.

Autorzy warszawskiego wniosku postulują odrzucenie elitarności oraz zniesienie opozycji twórca – odbiorca. Wśród przykładowych projektów znajdują się więc takie, które mają polegać na interakcji z odbiorcami (na przykład tworzenie scenariusza spektaklu razem z widownią), na udostępnianiu im „kulis” działalności artystycznej i wybranych instytucji kultury. Są jednak i takie, które w bardzo wyraźny sposób wytwarzają nowe podziały, jak na przykład programy lojalnościowe dla „konsumentów kultury”, zakładające istnienie triady dostawca usług – produkt – konsument. Okazuje się, że partycypację możemy rozumieć również w sensie ekonomicznym – jako wydawanie pieniędzy na kulturę. Uczestnictwo w kulturze to także jej konsumowanie za opłatą. Na czym jeszcze polega partycypacja?

„Warszawa – miasto kreatywne i przedsiębiorcze”

Odpowiedzi na to pytanie udzielił Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski podczas przemówienia na Europejskim Kongresie Kultury we wrześniu 2011 roku we Wrocławiu: „Kultura jest ważna, bo uczy kreatywnego myślenia, dlatego istotna jest edukacja kulturalna i kształtowanie kompetencji kulturalnych”. Partycypacja, rozumiana jako efekt odpowiedniej edukacji i kształtowania dyspozycji umożliwiających udział w tak zwanej kulturze wysokiej, wiąże się z kolejnym postulatem kluczowym dla warszawskiego wniosku, czyli z kreatywnością.

„Kreatywność” można śmiało uznać za słowo-klucz omawianego dokumentu – terminy „kreatywność” i „kreatywny” (odmienione przez niemal wszystkie możliwe rodzaje, przypadki i liczby) pojawiają się na 192 stronach wniosku łącznie 78 razy (nie uwzględniam w tej statystyce nazw własnych). Rekord stanowi 11 wystąpień na jednej stronie (s. 100). (Dla porównania, we wniosku Wrocławia na 240 stronach słów tych użyto zaledwie 17 razy, a w jego nowszej, krótszej wersji – 12 razy na 122 stronach). Według autorów warszawskiego wniosku kreatywni bywają: ludzie, twórcy, pracownicy, umysły i idee. Ich zdaniem możemy mówić o „kreatywnym sektorze”, „przemysłach kreatywnych” oraz o „zasobach kreatywności”, „złożach kreatywności”, „pokładach kreatywności”, a nawet o „kreatywności migracyjnej” (chodzi tu prawdopodobnie o kreatywność migrantów, którym autorzy nie chcą odmawiać „kreatywnego potencjału”, a więc, w myśl źle pojętej otwartości, przerabiają ich na przydawkę). Okazuje się, że kreatywny może być cały kraj, a przede wszystkim miasto – „kreatywna Warszawa”, czyli „kreatywna stolica” i zarazem „kreatywna metropolia”, w której znajdują się „kreatywne dzielnice”, a więc i „kreatywna Praga”, i „kreatywna Saska Kępa”.

Kreatywność zestawia się często we wniosku z terminami z obszaru ekonomii i gospodarki, formułując hasła typu: „Warszawa – miasto kreatywne i przedsiębiorcze”. Takie zabiegi implikują naturalne powiązanie kreatywności z rynkiem: z przemysłem, reklamą, designem i działaniami wizerunkowymi. Jak przekonują twórcy wniosku, „Warszawa do roku 2020 ma zamiar przeobrazić się w nowoczesną, energetyzującą metropolię, której silnym wyznacznikiem będzie kultura. ESK 2016 pomoże nam w osiągnięciu tego celu, a tym samym pomoże Polsce przeobrazić się w kraj stabilny, pełen wiary we własne możliwości, otwarty i kreatywny, stymulujący renesans Europy”. To właśnie tytuł ESK 2016 ma stać się elementem metamorfozy Warszawy, „katalizatorem długofalowych pozytywnych zmian”. Warszawa ma zostać „miastem odmienionym przez kulturę”, w którym program kulturalny stanowić będzie narzędzie komunikacji społecznej gwarantujące „siłę marki Warszawa”.

Okazuje się więc, zgodnie z rozpoznaniami Zygmunta Baumana, że „Nasze społeczeństwo jest społeczeństwem konsumentów, w jakim kultura […] jawi się ludziom jako składnica przeznaczonych do konsumpcji towarów, z których każdy rywalizuje o przyciągnięcie nieznośnie ulotnej i rozproszonej uwagi potencjalnych klientów oraz zatrzymanie jej na sobie przez dłuższą niż mgnienie oka chwilę”. W sieć rynkowych zależności wciągnięci zostają także twórcy, od sztuki wymaga się bowiem „funkcjonalności” i „użyteczności”, rozumianych w określony sposób: „Kuszenie przez nowych zwierzchników, operatorów konsumpcyjnego rynku, a więc specjalistów od podciągania popytu do poziomu podaży, polega na obietnicy, że pod nowym zarządem te dwa twierdzenia przestaną być wzajem sprzeczne i będą mogły być naraz głoszone: nowi szefowie sprawią, że ludzie odczują potrzebę posiadania (i płacenia za posiadanie) tego, co artyści zechcą stworzyć, a więc że uprawianie sztuki stanie się «dobrym interesem». A przymuszanie polega na tym, że to od chcenia nowych władz ma odtąd zależeć, na jakie twory artystyczne zapotrzebowanie się stworzy, a więc jaka to twórczość stanie się dobrym interesem, tą najlepszą odtąd ze sztuk – w której to sztuce, nawiasem mówiąc, eksperci od marketingu biją mistrzów pędzla czy dłuta na głowę”.

Logika rynku

Wszystkie polskie zgłoszenia („aplikacje”) do otrzymania tytułu ESK 2016 zbudowane są wokół takich pojęć i tematów jak wielokulturowość, uczestnictwo w kulturze („partycypacja”), europejskość, dialog. Te kategorie zostały w pewnym sensie narzucone przez Poradnik dla miast ubiegających się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury i Formularz kandydatury. Wniosek miał odpowiadać na jasno sformułowane pytania i wpisywać się w zdefiniowane dla ESK priorytety. Zrozumiałe jest więc, że pojawiają się w nim terminy, które pełnią funkcję słów-kluczy, pozwalając na łatwe uporządkowanie planowanych działań według uprzednio sformułowanych wytycznych.

Wykorzystanie tego rodzaju terminów nieuchronnie staje się elementem działań wizerunkowych. Choć autorzy warszawskiego wniosku zapewniają, że „nie chodzi tu o instrumentalne traktowanie kultury jedynie jako elementu marki miasta albo narzędzia rozwoju gospodarczego” i deklarują: „W naszej wizji kultura, zintegrowana z tkanką miasta, staje się częścią jego duszy oraz czynnikiem tworzącym przestrzeń, w której chce się mieszkać, tworzyć, pracować i wypoczywać”, a ja jestem w stanie uwierzyć w ich szczere chęci, to częstość, z jaką we wniosku występują słowa-klucze i liczba niepotrzebnych powtórzeń pozbawiają te pojęcia sensu. Można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z bardzo napastliwym zachwalaniem produktu i praktykami rodem z telewizyjnej reklamy, w której utarte frazy zawierające nazwę danej marki lub hasło promocyjne powtarzane są kilka razy w ciągu kilkudziesięciosekundowego spotu.

Niezależnie od deklarowanych intencji ucieczka przed uwikłaniem w procesy komercjalizacji i utowarowienia kultury (kultury zarówno w wąskim, wartościującym znaczeniu, jak i w szerokim, antropologicznym) wydaje się niemożliwa. Zwraca na to uwagę również Bauman, pisząc: „Można by powiedzieć, że obsługuje ona [kultura] nie tyle uwarstwienia i podziały społeczne, ile rynek zorientowany na przyśpieszanie obrotu konsumpcyjnych towarów”. I dalej: „Idzie […] o sprawy takie jak natychmiastowość konsumpcji, natychmiastowość gratyfikacji i natychmiastowość pieniężnego z nich zysku”. I jeszcze: „Twory kultury są dziś sporządzane pod kątem służby «projektom», o z reguły z góry określonym, maksymalnie krótkim terminie zakończenia”.

Kreatywność, komercjalizacja i komodyfikacja?

Uzależniamy się od rynkowego dyskursu, bilansów zysków i strat, myślenia w kategoriach efektywności, osiągów, rentowności, opłacalności, partycypacji określanej statystycznie w liczbie uczestników, w kwotach, w złotówkach, w euro. A co będzie dalej? Czy można wymagać od dzieł sztuki, by uzasadniały swoje istnienie w kategoriach bieżącej wartości rynkowej? Czy, jak mówi Bauman, „dobra książka to taka, która się dobrze sprzedaje z tytułu swej dobrej sprzedaży”?
Czesław Miłosz powiedział kiedyś w jednym ze swoich przemówień: „Prawdziwą dziedziną poety jest kontemplacja”. Niby też na „k”, ale znaczy zgoła coś innego.

Opcity: Zygmunt Bauman, Kultura w płynnej nowoczesności; Barbara Fatyga, Przed Europejskim Kongresem Kultury: Samowykluczenia, „Dwutygodnik” 2009, nr 10, http://www.dwutygodnik.com/artykul/352; Czesław Miłosz, Recontre Mondiale de Poésie (World Poetry Conference), Montreal, wrzesień 1967, (w: Zaczynając od moich ulic); Warszawa – miasto kandydujące do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Wniosek aplikacyjny przygotowany przez Miasto Stołeczne Warszawa – etap preselekcji; Przestrzenie dla piękna. Aplikacja Wrocławia o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016; Przestrzenie dla piękna na nowo rozważone. Aplikacja Wrocławia o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016; Wypowiedź Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego, http://www.culturecongress.eu/pressroom/press_congress_summary; Formularz kandydatury do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury, http://ec.europa.eu/culture/documents/ecoc_proposition_candidature_pl.pdf; Poradnik dla miast ubiegających się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, http://ec.europa.eu/culture/documents/guide-to-candidate_pl.pdf.

Więcej o ESK: http://ec.europa.eu/culture/our-programmes-and-actions/capitals/european-capitals-of-culture_

Tekst powstał w ramach projektu “Miasto oddolne” współfinansowanego przez m.st. Warszawa.

miasto

Projekt współfinansuje Miasto Stołeczne Warszawa

Magdalena Zatorska - antropolożka kultury, doktorantka UW, studentka Instytutu Filozofii UW

Twój komentarz