Tagi: animacja kultury | wykluczenie
Spółdzielnia MaM!
5 stycznia 2012
Od dawna podejrzewałyśmy, że dane mówiące o wzroście liczby polskich firm zakładanych przez kobiety świadczą nie tyle o rosnącej liczbie kobiet zajmujących się biznesem, co o upowszechnieniu samozatrudnienia na potrzeby zalegalizowania indywidualnej pracy. Nie ma w tym nic złego, najważniejsze, aby kobiety mogły być niezależne ekonomicznie. Jako fundacji marzyła nam się jednak struktura oparta na wspólnocie, w której zarobek byłby dzielony wśród pracownic, a naddatek służyłby do dalszego rozwoju.
Pierwiastek ludzki
Dlatego pomyślałyśmy o spółdzielni socjalnej łączącej cechy firmy i organizacji pozarządowej. Spółdzielnia socjalna to forma prawna podmiotu mająca umożliwić swym członkom i członkiniom (spośród których połowę stanowić muszą osoby zagrożone wykluczeniem społecznym) powrót do uregulowanego życia społecznego (na przykład ze stałą pracą) i aktywności na rynku pracy poprzez prowadzenie wspólnego przedsiębiorstwa. Spółdzielnia socjalna, jako rodzaj wspólnoty, opiera się na zasadzie osobistego świadczenia przez jej członków lub członkinie.Tak brzmi teoria, ale i w praktyce wszystko nam się zgadzało, bo chciałyśmy, aby kobiety stworzyły wspólnotę wytwarzającą dobra (w tym wypadku ozdoby i zabawki) i aby na tym zarabiały. Jako grupę docelową wybrałyśmy, jak można było się spodziewać po Fundacji „Mama”, matki które są narażone na liczne problemy na rynku pracy. Choć kodeks pracy regulujący przepisy dotyczące warunków zatrudnienia kobiet nie jest zły, w praktyce sytuacja matek (szczególnie tych, których dzieci nie ukończyły trzeciego roku życia) nie wygląda dobrze. Nadal zdarzają się redukcje etatów po powrocie z urlopów macierzyńskich czy wychowawczych oraz nieuwzględnianie prawa do przerwy na karmienie piersią. Dochodzi do tego zagadnienie łączenia obowiązków domowych i zawodowych, czyli ciągłe balansowanie między wypełnianiem ról matki i pracownika. Matce trudno jest zostawać po godzinach lub podejmować dodatkowe szkolenia podczas weekendów. Logistyka życia codziennego rodziców zakłada bowiem elastyczność w podejmowaniu decyzji, ale opiera się przecież na stałych punktach, takich jak odebranie dziecka z przedszkola, obiad, zasypianie. W związku z tym postanowiłyśmy stworzyć matkom możliwość zatrudnienia w elastycznym czasie pracy – tak, aby mogły dostosować go do obowiązków rodzinnych.
Biznes i pozarządówka
Rozpoczęły się żmudne poszukiwania kobiet, które chciałyby podjąć wraz z nami ryzyko założenia spółdzielni. Dzięki nagłośnieniu w mediach, w tym w głównym wydaniu Wiadomości TVP, zgłosiło się ponad 100 osób, z czego wybrałyśmy około 30. Szukałyśmy nie tylko samotnych matek, ale i kobiet, które urodziły swoje dzieci przed osiemnastym rokiem życia oraz takich, które były bezrobotne co najmniej dwa lata). Po wybraniu 16 osób spełniających nasze wymagania rozpoczął się projekt, który nie byłby możliwy bez finansowego i logistycznego wsparcia ze strony pracowników firmy Orbis oraz Fundacji Accor. Rzadko się zdarza, że firmy same z siebie proponują pomoc przy konkretnych projektach. To zwykle organizacje pozarządowe pukają do drzwi i proszą o jakiekolwiek datki. Nam udało się zyskać zaufanie dużej firmy, która wykazała się odpowiedzialnością społeczną. Wyszła z tradycyjnej roli „sponsora” i aktywnie włącza się w nasze działania. Dla firmy to dobry PR, a dla nas realne pieniądze na stworzenie nowych miejsc pracy.
Projekt rozpoczął się intensywnymi warsztatami psychologiczno-coachingowymi, które miały za zadanie znaleźć mocne strony kobiet, przygotować je do pracy w grupie oraz zmotywować do dalszego działania. Ten etap trwał 3 miesiące. Nie chciałyśmy, aby były to kolejne warsztaty, jakich wiele na rynku – unikalność naszych zajęć polegała na przedłożeniu wartości integracji grupy nad wiedzę i doświadczenie jednostek. Po wprowadzającym module kobiety zaczęły tworzyć biznes plan i przygotowywać do rozpoczęcia produkcji rękodzieła. Dzięki współpracy z Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie mogłyśmy przeprowadzić warsztaty artystyczne, które uczyły rzemiosła: technik zdobniczych, wyrobu zabawek i innych form rękodzieła. Kobiety „poczuły” klimat etnograficznych inspiracji i zaczęły tworzyć własne prace z filcu, decoupage, szyjąc i malując.
Biurokracja i wykluczenie
Najtrudniejszym elementem projektu było samo zakładanie spółdzielni socjalnej, składanie dokumentów do urzędu pracy. Nikt nie lubi formalności i urzędowej nowomowy, a już szczególnie osoby potencjalnie wykluczone z rynku pracy. Tony formularzy, załączników i wyliczeń przerażały, ale dzięki pracy koordynatorki i specjalistów udało się doprowadzić wszystko do szczęśliwego finału. Swoją drogą do tej pory zastanawiamy się, jak potencjalni bezrobotni, nieposiadający wsparcia instytucji czy NGOsów, mogą poradzić sobie z wnioskiem o dofinansowanie. Ułatwienie kwestii biurokratycznych być może uwolniłoby potencjał tych ludzi i na pewno podniosłoby ich szanse na powodzenie.
Kolejnym problemem było nabranie pewności siebie i wiary w to, że zorganizowanie kolejnej produkcji rękodzieła przyniesie zysk. Dodatkowo łatka „wykluczonych” – a więc „tych gorszych” – nie poprawiała nastroju. I tu kolejna refleksja: osoby określane przez urzędy pracy i opiekę społeczną jako „problemowe” mają trudności w przezwyciężeniu przeszkód, jeśli przez cały czas traktuje się je jako należące do specjalnej kategorii. Trudniejszej, a w domyśle – gorszej. Dla matek ze spółdzielni była to przyczyna frustracji i powód do buntu – nie chciały zaakceptować ciągłego podkreślania faktu, że część z nich to matki samotne, młode lub bezrobotne. Miały raczej nadzieję na wyrwanie się z kręgu współczucia, w obrębie którego stale obarcza je ich przeszłość. Spółdzielnia Mam opiera się na zasadach ekonomii społecznej (z naciskiem na „pierwiastek ludzki”), jednak kobiety nie chciały po prostu dobrze sprzedać swoich problemów i pod płaszczykiem rzewnej opowieści o samotnym macierzyństwie nakłonić klientów do kupienia filcowej bombki lub szmacianego królika. Ich historie są ważne i stanowią integralną część tożsamości Spółdzielni, ale nie chciałyśmy, by były podstawą wszelkich podejmowanych przez nas działań, próbą wzruszenia klientów zagubionych na komercyjnym rynku produktów made in China.
Należy zastanowić się, na ile łatka „wykluczenia” – społecznego, kulturowego, z rynku pracy – jest krzywdząca, a na ile nadaje nowy sens działaniom społecznym. Nasuwa się pytanie, czy naprawdę osoby bezrobotne należą do kategorii wykluczonych z powodu własnych niedostatków i braku szeroko rozumianych „kompetencji”. A może to system wolnorynkowy sam wyklucza tych, którzy nie chcą lub nie mogą grać zgodnie z jego zasadami? Co ma bowiem zrobić samotna matka czwórki dzieci w różnym wieku, które nadal wymagają opieki? Jak znaleźć pracę w nienormowanych godzinach i jednocześnie mieć możliwość utrzymania siebie i rodziny?
Wydaje się, że specyficzna forma pracy, jaką jest spółdzielnia socjalna, daje możliwość tym wszystkim, którzy napotykają pewne utrudnienia na tradycyjnym rynku pracy (często niezależne od nich samych) – tym, którzy pracują na umowy o dzieło, ale bez ubezpieczenia, możliwości awansu czy podwyżki.
Spółdzielnia na start
Pierwsza prezentacja wyrobów Spółdzielni Mam odbyła się na III Europejskim Kongresie Kobiet oraz na Pikniku Organizacji Pozarządowych. Można było dotknąć i podziwiać wyroby dziewczyn, które po raz pierwszy poczuły, że ich prace robią wrażenie. Oczywiście, rękodzieło jest dziś modne i powszechnie dostępne. Wyroby Spółdzielni Mam wyróżniała precyzja wykonania i niewymuszony wdzięk. Niemniej ważny był atut społeczny – kupując koraliki mamy poczucie, że wspieramy konkretne osoby.
Obecnie Spółdzielnia Socjalna Mam przygotowuje się do okresu przedświątecznych zakupów oraz zaczyna pracę pełną parą – w nowym lokalu, z nową stroną internetową i katalogiem dla firm.
Czy Spółdzielni Socjalnej Mam uda się odnaleźć swoje miejsce na rynku i czy kobiety w niej zatrudnione zarobią na swojej pracy dostatecznie dużo pieniędzy, aby się utrzymać? Ekonomia społeczna to z pewnością dobrze wymyślona alternatywa wobec dominujących na rynku firm. Mamy nadzieję, że w polskich realiach sprawdzi się również w praktyce.
Jeśli żywimy obawy, wynikają one z faktu, że działalność społeczna niesie ze sobą element ryzyka. Nie polega ono jednak na tym, że specyficzna grupa ludzi nie jest w stanie stworzyć profesjonalnej firmy. Tu chodzi o coś znacznie ważniejszego – o znalezienie się na rynku pracy i przetrwanie na nim na swoich własnych zasadach i, co za tym idzie, „wkluczenie” nowego modelu firmy i pracy w przestrzeń polityki rynkowej.
Tekst powstał w ramach projektu “Miasto oddolne” współfinansowanego przez m.st. Warszawa.

Projekt współfinansuje Miasto Stołeczne Warszawa
Sylwia Chutnik - kulturoznawczyni, absolwentka Gender Studies UW. Pisarka i działaczka społeczna. Założycielka Fundacji MaMa. Pomysłodawczyni projektu „Spółdzielnia mam”. Autorka powieści Kieszonkowy Atlas Kobiet, Dzidzia i przewodnika Warszawa Kobiet oraz sztuk teatralnych.
