Op. cit.,

Tagi: miasto | migracja | tożsamość

Spójrzmy ich oczami. Młodzi Wietnamczycy z warszawskich liceów

26 lutego 2010

Ewa Nowicka

Tekst ukazał się w 40. numerze czasopisma „Opcit”.

W kolejnych latach prowadziłam wraz z uczestnikami moich seminariów badania wśród wietnamskich uczniów warszawskich szkół podstawowych, gimnazjów i liceów. Oto refleksje naszych wietnamskich rozmówców, uczących się w warszawskich liceach – ich wspomnienia z pierwszego okresu pobytu w Polsce, przedszkola, szkoły podstawowej oraz liceum. Rodzice wietnamskich uczniów ukończyli w Polsce studia wyższe, czasem nawet zdobywając wyższe stopnie naukowe. Mimo to zajmują się handlem, prowadząc lub współprowadząc przedsiębiorstwa. Decyzję o przyjeździe do Polski na stałe lub na dłuższy okres poprzedzały krótsze pobyty, najczęściej związane z nauką w naszym kraju.

Większość wietnamskich licealistów przybyła do Polski na początku lat dziewięćdziesiątych. Pochodzą z dużych ośrodków miejskich w Wietnamie, najczęściej z Hanoi, z rodzin dobrze wykształconych. Słusznie sądzi się, że wysoki poziom wykształcenia sprzyja migracji osiedleńczej. Osoby wykształcone mają więcej kwalifikacji do podejmowania ryzyka związanego z zamieszkiwaniem w innym kraju, mogą łatwiej znaleźć pracę i szybciej przystosować się do nowego otoczenia i nowych warunków życia. Wysoka kompetencja kulturowa w zakresie ich rodzimej kultury daje im szansę łatwiejszego zniesienia kulturowego szoku. To dotyczy większości rodzin wietnamskich licealistów. Trzeba też pamiętać, że w Wietnamie ciągle niezwykle ważna jest tradycja konfucjańska, która niesie ze sobą wartość ciężkiej pracy, posłuszeństwo wobec rodziców i bezwarunkowo okazywany im szacunek, kult nauki, nacisk na dochodzenie do sukcesów na drodze indywidualnego wysiłku oraz kult przodków i życia rodzinnego.

Wewnętrzny dialog międzykulturowy

Nie ma wątpliwości, że różnice kulturowe dzielące społeczność wietnamską – w tym również Wietnamczyków długo zamieszkałych w Polsce – i polskie społeczeństwo dotyczą głębokiej sfery wartości. Tu chcę jednak mówić o osobach, których integracja w obcym środowisku społecznym i kulturowym nastąpiła bardzo wcześnie. Większość naszych młodych rozmówców do Polski przybyła w wieku 6-7 lat, a jedna osoba w wieku 3 lat. Ich socjalizacja pierwotna w rodzinie z konieczności została więc znacznie zmodyfikowana przez kontakt z przedszkolem, szkołą, a także z polskimi opiekunkami. Nasi rozmówcy należą w przewadze do drugiego pokolenia imigracji wietnamskiej. Wpływy kulturowe wietnamskiego domu i te spoza domu są istotnie odmienne. Sprzyja to głębokim przemianom tożsamości osób, które zostały wychowane w takim kulturowo dwoistym otoczeniu. Ich życie staje się tym samym przestrzenią międzykulturowego dialogu.

Moment przyjazdu do Polski jest zwykle wspominany jako szokujący, czasem powodujący traumę. Gwałtowna zmiana klimatu, środowiska przyrodniczego, nie mówiąc o środowisku społecznym, jest wielkim przeżyciem dla ludzi, którzy w chwili przyjazdu mieli zaledwie kilka lat.

Jednym ze wskaźników dobrej adaptacji do nowych warunków jest dobre samopoczucie fizyczne. Znane jest zjawisko somatyzacji problemów społecznych w sferę zdrowia fizycznego i psychicznego. Poczucie apatii, stany obniżonego nastroju mogą być traktowane jako istotne wskaźniki napięć i frustracji związanych z nowym środowiskiem społecznym. Młodzi Wietnamczycy najczęściej przybyli z Wietnamu samolotem z rodzicami lub z jednym z rodziców. Przyjazd do nowego kraju wiąże się nieuchronnie z poczuciem niezrozumienia, dezorientacji, stałym poszukiwaniem sensu w otaczającej rzeczywistości, poczuciem dziwaczności, śmieszności, wstrętu czy zagrożenia. Z czasem imigrant uczy się rozumieć otaczającą rzeczywistość: gesty, mimikę, zachowanie, a także znaczenie słów, instytucji, przedmiotów i ich zestawów, konstytuujących razem kulturę społeczeństwa, w którym zamierza żyć. Dopiero później, bardziej czy mniej świadomie, pod wpływem czynników zewnętrznych, losowych, nacisków własnej społeczności etnicznej i wymagań zewnętrznego otoczenia kształtuje się strategia pobytu na obcej ziemi, rodzaj „drogi w labiryncie” (jak powiedziałby Anthony Wallace).

W nowym świecie

Wietnamczycy do Polski przybywają z kraju geograficznie, kulturowo, społecznie i politycznie bardzo odległego. Stąd trudności ze zrozumieniem nowej rzeczywistości mogą być bardzo duże. Zaskoczeniem dla przybyszów są nowe i nieznane warunki pogodowe w nowym kraju. Nasi rozmówcy wspominali: „Było zimno i był śnieg”. Często mieli mieszane uczucia, takie jak lęk, niepokój, poczucie obcości, ale bywali również zafascynowani nowością: „Pamiętam, że było zimno, strasznie na pewno. Wszystko było inaczej, ulice, wszystko, bo my nie mieszkamy w blokach tylko w domach. Tutaj są tramwaje, autobusy wszystko. W Wietnamie nie było takich tramwajów, autobusów. No, wrażenie to było, na pewno”. Dominowało poczucie obcości: „dużo ludzi, nikogo nie znałam i po prostu się bałam jak przyjechałam. Czułam się, nie wiem, tak jakoś dziwnie po prostu, jakbym nie znała tego kraju, nie rozumiała wszystkiego, co ludzie mówią”. Ktoś inny opowiada: „znaczy po tym przyjeździe czułem się jak gdyby, że jestem w nowym świecie, wszystko jest dla mnie nowe, wszystko jest takie fajniejsze, różnią się od mojego kraju różne rzeczy. No, na przykład, powiedzmy, że budynki są wysokie… że mamy dużo parki tutaj, na ulicach jest dużo samochodów, światła, tramwaje, to mnie zaskoczyło, że tramwaje w ogóle tutaj. No i nie wiem w ogóle w takim środowiska, które się znajduje w nowym życiu”.

Przyjazd i pierwszy kontakt z Polską czasem jest przedstawiany w ponurych barwach: „Było mi tak źle, że chciałam zachorować i zostać w domu. I naprawdę zachorowałam. Bardzo mi się nie podobało, szczególnie szkoła”. W tej wypowiedzi widać wspomniany proces somatyzacji trudności adaptacyjnych. Nasza rozmówczyni opowiadała, że w w pierwszym okresie pobytu nie chciała nigdzie wychodzić, zostawała w domu. Odczuwała lęk. Unikała kontaktów z obcymi (czytaj: z Polakami).

Wcześniejsze, bezpośrednie doświadczenia dzieci wietnamskich z Polską okazują się bardzo pomocne w szybszym dostosowaniu się do polskich warunków w trakcie dłuższego pobytu. W kilku przypadkach badani młodzi Wietnamczycy przed przybyciem na stałe odwiedzili w czasie wakacji studiującego lub pracującego w Polsce ojca lub któregoś z członków bliskiej rodziny. Wietnamska licealistka wspomina: „Ja byłam w Polsce jeszcze wcześniej tylko na wakacje… i to było bardzo miłe. Tato oprowadził nas po Wilanowie i po Łazienkach… No, podobało mi się, że tu przyjedziemy i że też będzie tak fajnie”. Ktoś inny opowiada: „Po raz pierwszy jak miałam 4 lata, na odwiedziny do taty, i byłam przez 3 miesiące. Potem wróciłam do Wietnamu z mamą i siostrą. I jak następnym razem pojechaliśmy, to znowu wróciliśmy. I dopiero jak za trzecim razem pojechaliśmy w 1991 roku, to do teraz, na stałe”. Jeden z rozmówców przyjechał do Polski sam. Jego rodzice zostali w Wietnamie. Wcześniej przez dwa lata mieszkał i uczył się w Moskwie, do Polski przyjechał do wujka w 1991 roku, mając 9 lat. W latach dziewięćdziesiątych przyjechała do Polski jego siostra i kuzyn. Losy poszczególnych osób są więc bardzo różne i nie mieszczą się w jednym schemacie.

Kraina wielkich możliwości

Godne podkreślenia jest to, że młodzi Wietnamczycy bardzo rzadko mówią o ekonomicznych motywach przyjazdu ich rodzin do Polski.

Jeden spośród nich pamięta, że o Polsce mówiło się w domu jako o kraju z większymi możliwościami znalezienia intratnej pracy lub zdobycia wykształcenia: „W domu mówiło się poprzez wujka tutaj, że tu jest fajniej niż w Wietnamie, są możliwości do wykształcenia, edukacji, no i że pracę jest łatwiej uzyskać i że zarobku jest więcej niż u nas”. Jedyny wśród naszych rozmówców rozważał zaraz po przyjeździe możliwość pójścia do pracy. „To znaczy po przyjeździe to zastanawiałem się czy pójść do pracy tutaj czy pójść do szkoły”. Jest to przypadek dość niezwykły, gdyż w rodzinach wietnamskich bezwyjątkowo wykształcenie jest traktowane absolutnie priorytetowo i dzieci są raczej zmuszane i „zaganiane” do nauki niż skłaniane do podjęcia pracy zarobkowej. Edukacja jest wartością samą w sobie, a ponadto jest elementem ekonomicznej kalkulacji – osoba lepiej wykształcona zyskuje możliwości lepszego pod każdym względem zatrudnienia. Może więc powstać podejrzenie, że na długo oderwany od rodziców młody człowiek był poddany stosunkowo słabemu przekazowi rodzimych, wietnamskich wzorców edukacyjnych. Motyw ekonomiczny przyjazdu pojawia się też w wypowiedzi innego licealisty: „Nie byliśmy bogaci tak jak teraz. Tam wszędzie bieda, dlatego przyjechaliśmy. Nie mogliśmy się przyzwyczaić”.

Czasem jednak, po momencie zachwytu i fascynacji, pojawia się uczucie tęsknoty za ojczyzną: „Byłam bardzo podekscytowana, że pojadę gdzieś tam w nieznane i nie wiedziałam, że zostaniemy tak na stałe. Myślałam, że pojedziemy tak na parę miesięcy i wracamy. Byłam zadowolona, ale kiedy rodzice zdecydowali nie wracać, to później tęskniłam do Wietnamu, bo myślałam, że jedziemy po prostu w podróż. A później przyzwyczaiłam się”. Inna rozmówczyni wspomina podobnie: „Bardzo tęskniłam za swoimi koleżankami z Wietnamu, pisałam do nich listy. I byłam samotna”.

Kiedy zaczyna się przyjaźń

Ci, którzy przyjechali do Polski w bardzo wczesnym wieku, szybko zbliżyli się do polskich rówieśników: „No na podwórku. Ludzie byli bardzo sympatyczni, miałam tam bardzo dużo przyjaciół i do tej pory utrzymuję z nimi kontakty. A później, jak poszłam do zerówki, to też było bardzo fajnie, ta cała grupa, z którą byłam w zerówce, to byliśmy razem aż do ósmej klasy”.

Jedna z rozmówczyń zwraca uwagę na ważny problem związany z adaptacją dziecka i młodego człowieka w nowym kulturowo środowisku. Na pytanie, czy miała ochotę zaprzyjaźnić się z polskimi dziećmi i czy miała z tym jakieś trudności, odpowiada, porównując swoją sytuację po przybyciu do Polski z sytuacją swojej starszej siostry, obecnie studiującej w Polsce: „Może raczej moja siostra miała pewne trudności, a ja akurat nie, bo byłam bardzo mała, nie widziałam żadnej różnicy między Polakami a Wietnamczykami. Oczywiście po wyglądzie to tak, ale ogólnie to nie było żadnej różnicy. Szybko się przyjaźniłam z koleżankami, kolegami. Ja miałam łatwo, a z moją siostrą były trudności, bo miała już przyjaciół w Wietnamie. Trudno jej było przyzwyczaić się. Język też był dla niej trudny. Ja to po prostu bawiłam się z koleżankami i tak samo mi wchodziło do głowy, a ona to musiała się uczyć”.

Sprawa wieku dziecka w chwili zmiany otoczenia kulturowego wydaje się kluczowa. Dziecko w wieku przedszkolnym zaczynające życie w nowym kraju ma szansę na łatwiejszą adaptację. Sami rodzice skłaniają dzieci, żeby przystosowywały się do nowej sytuacji. Niektórzy, zdając sobie sprawę z trudności, na jakie dzieci mogą natrafić w szkole, posyłają je na prywatne lub zorganizowane w grupach lekcje języka polskiego: „Na początku wziąłem kursy, to znaczy wujek ma taką starszą panią, która mnie uczyła języka polskiego. I uczyłem się u niej sześć miesięcy, same słownictwo, żadne zdania, bo wtedy – no wiesz, że na początku jest trudniej się uczyć – tak całe zdanie przeczytać, skupiłem się w ogóle na słownictwo i po każdym miesiącu jest kontrolna przez pani, że… bo mam jeszcze słownik polsko-wietnamski”. Ale młody Wietnamczyk nie był biernym uczniem: „No i potem zaczęło się tak, że potrafię z tych słów układać zdanie, dłuższe zdanie i tak starałem się na przykład, chodzę do kina, to wypisałem wszystkie słowa związane z kinem czy coś tam z kupieniem biletu i zacząłem składać te zdania tak, żeby było sensownie”.

Ci spośród Wietnamczyków, którzy zamierzają się w Polsce osiedlić na stałe lub na dłuższy okres, starają się, żeby ich dzieci wcześnie zdobyły znajomość języka i podstawową orientację w polskich zasadach życia. Dlatego zapracowani rodzice chętnie dają swoje dzieci pod opiekę znajomym polskim emerytkom czy nauczycielkom. Dzięki temu dzieci poznają język polski przed pójściem do szkoły podstawowej. Następnie, kiedy już są w szkole, stają się tłumaczami dla rodziców, pośrednikami w różnych sytuacjach codziennych, na przykład na szkolnych wywiadówkach.

Dom, szkoła i podwórko

W adaptacji do polskiego społeczeństwa poważną rolę odgrywają wynajmowane przez rodziców polskie opiekunki: „Była taka pani, która wychowywała mnie, bo moi rodzice cały czas byli zajęci. Przychodziła sobie taka pani i brała mnie tam do siebie i spędzałem u niej tam na przykład, nie wiem, sześć, siedem godzin. (...) Ona była Polką. I to ona uczyła mnie wszystkiego”. Czasami rodzice, którzy spędzili w Polsce wiele lat, są w stanie pomóc dzieciom w zakresie języka polskiego: „To raczej tata mnie uczył trochę, bo tata dobrze mówi po polsku. On może trochę z akcentem ma problemy, ale z gramatyki to tak jakby Polak i właściwie z gramatyki mi pomagał. Zależało mu, żebym nie miał trudności w szkole”. Czasami trzyletnie dziecko trafiało prosto do polskiego przedszkola: „Chodziłam do przedszkola, tam się właściwie nauczyłam polskiego. Rzucili mnie po prostu do głębokiej wody, w ogóle nie umiałam mówić po polsku. Z tego, co pamiętam, to oni mnie od zera uczyli wszystkiego”.

Okres spędzony w polskiej szkole podstawowej młodzi rozmówcy na ogół wspominają miło: „Tak w ogóle to było przyjemne jak chodzisz do szkoły z plecakami i rozmawiasz z innymi. Cały czas byłem ulubiony przez wszystkich nauczycielów, no i również dyrektora, pani dyrektor. Ja byłem taki w ogóle grzeczny – zachowanie, wiadomo, że tak w szkole podstawowej to dzieci się bawią i biją się, a ja to się koncentrowałem tylko na uczeniu się”. Inna licealistka wspomina: „Podstawówka była chyba właśnie najlepszym okresem nauki i wtedy, nie wiem, najwięcej przyjaciół można było poznać”. Licealiści wietnamscy, którzy w Polsce skończyli szkołę podstawową, utrzymują kontakty z dawnymi kolegami: „Na początku to byłem taką osobą zamkniętą w sobie, nie potrafiłem znaleźć sobie kolegów i koleżanki, ale później zaczęło się, że pomagałem im w matematyce i różne rzeczy i zaczęło się kontakty od nich, oni mnie pomagają w języka polskiego, zaczęli tam więcej gadać ze mną i w ogóle teraz są, to znaczy mam jeszcze z nimi kontakty od pierwszej klasy”.

Ważnym momentem dla wietnamskiego dziecka uczącego się w Polsce jest przejście do liceum. Jeśli rodzice są dobrze zakorzenieni w Polsce, kiedyś tu studiowali, pomagają dzieciom w podjęciu decyzji o wyborze liceum. Wietnamczycy najczęściej uczą się w dobrych liceach, cieszących się dobrą opinią szkół promujących otwartość. W wyborze pojawiają się względy merytoryczne, takie jak zainteresowania dziecka: „Bo był profil matematyczno-fizyczny i nie było zbyt daleko”. Rzadko o wyborze liceum decyduje przypadek: „Miałam składać podanie do innych szkół, tyle, że nie przyjęli mnie i jakoś tak w ostatniej chwili tu przyszłam z koleżanką i dyrektor oczywiście… Spotkałam dyrektora jakoś tam na dziedzińcu i od razu mnie przyjął, powiedział, że przyjmie mnie, od razu pierwszego dnia, no i jakoś jestem tutaj”.

Zdarza się niestety, że nadzieje na dobre liceum nie zostają spełnione: „Pisali w informatorze: klasa z internetem, sala gimnastyczna, ale wszystko jest inaczej. W sali gimnastycznej jest może ze 12 stopni”. Najczęściej jednak młodzi Wietnamczycy są bardzo zadowoleni z wyboru liceum i atmosfery szkolnej: „Przedmioty może mnie rozczarowały, ale to wszystko zależy od nauczyciela. W tej szkole podoba mi się to, że język jest na wysokim poziomie, że atmosfera jest taka międzynarodowa, jest dużo narodowości z różnych krajów i podoba mi się ten program IB, chociaż nie jestem w klasie IB”. Obecność programu umożliwiającego zdawanie matury międzynarodowej, która otwiera drogę do zagranicznych uczelni, jest wysoko ceniona.

Kogo lubić

Uczniowie wietnamscy wypowiadają się z sympatią o swoich nauczycielach, a relacje uczeń-nauczyciel w polskiej szkole podobają się im o wiele bardziej niż podobne relacje w Wietnamie. O tym jednak mogą mówić tylko ci, którzy część lat szkolnych przeżyli w kraju rodzinnym. Nauczycieli na ogół się lubi: „Lubię bardzo pana od angielskiego. Jak byłam w pierwszej klasie to była bardzo fajna pani od chemii, ale już odeszła. Oczywiście pani wychowawczyni – też ją lubię, ale nie potrafię jakoś jej zrozumieć. Wiem, że ona dobrze uczy i dlatego bardzo ją szanuję”. Wietnamscy uczniowie jednych nauczycieli lubią bardziej, innych mniej, ale wszystkich szanują. Osoba starsza ma w kulturze wietnamskiej pozycję nie do podważenia. Uczniowie podkreślają, że niektórzy nauczyciele idą im na rękę, traktują łagodniej, mają wobec nich mniejsze wymagania niż wobec uczniów polskich. Nie wszystkich uczniów to zadowala. Niektórzy z nich chcieliby być traktowani bez specjalnych ulg.

Na ogół stosunki z kolegami w szkole są określane jako miłe i przyjazne, choć zdarza się, że wietnamskie dzieci podkreślają, iż prawdziwych przyjaciół mają tylko wśród Wietnamczyków, a z polskimi rówieśnikami wiążą ich więzy dobrego koleżeństwa. Niekiedy też zdarzają się sytuacje nieprzyjemne. Wtedy wietnamskie dzieci starają się panować nad sobą: „Dla mnie to zawsze ktoś może mówić jakieś złe rzeczy, dla mnie na przykład, że obraża moją narodowość czy coś, ale no wiesz, jestem na obcym terenie i staram się trzymać swoje nerwy w sobie, nie wydaję go na zewnątrz, bo wtedy może dochodzić do jakiegoś nie wiem, no do bicia, staram się trzymać jakoś”. Postawa pełna powściągliwości i poczucia bycia „na obcym terenie” jest znamienna dla wietnamskiej młodzieży.

Sytuacja młodego Wietnamczyka wychowanego w Polsce nie jest prosta. Przyjazd do Polski we wczesnym wieku powoduje zerwanie „organicznych” więzi ze środowiskiem Wietnamu. To ostatnie staje się w przyszłości źródłem problemów rodzinnych – konfliktu między nowo ukształtowaną tożsamością „polskiego Wietnamczyka” a wymogami starszego pokolenia, wychowanego w Wietnamie i nie podzielającego kategorii myślenia swych dzieci wychowanych w Polsce. Oczekiwanie od dzieci podporządkowania się w pełni wietnamskiemu wzorcowi zachowania nie może być niespełnione, a presja, jaką rodzice, zgodnie z normami wietnamskimi, wywierają na swoje w Polsce wychowane dzieci, może prowadzić do dramatów. Niektórych z wyrosłych w Polsce młodych ludzi los lub decyzja rodziny zmusza do powrotu do Wietnamu. Jednak kraj ten nie jest dla nich tym, czym jest dla pokolenia ich rodziców. Dzieci w wieku szkolnym w naturalny sposób dążą do upodobnienia się we wszystkich aspektach do rówieśników. Kultura kraju, w którym zamieszkali, staje się dla młodych Wietnamczyków coraz bardziej atrakcyjna, zwłaszcza, że stawia się w niej na samodzielność, indywidualizm, swobodę, natomiast brakuje bezwzględnego podporządkowania starszemu pokoleniu. Manifestacje takich postaw są trudne do zaakceptowania dla pokolenia rodziców, wprawdzie wykształconych w Polsce, ale wychowanych w tradycyjnych wartościach wietnamskich.

Ewa Nowicka - PROFESOR DR HAB. ANTROPOLOGII SPOŁECZNEJ NA UNIWERSYTECIE WARSZAWSKIM. BADACZKA M.IN. RELIGIJNOŚCI I MNIEJSZOŚCI NARODOWYCH.

Twój komentarz