Tagi: miasto | technologia | Warszawa
Rozwiązanie Hydrozagadki
24 lutego 2011
Andrzej Kondratiuk w swoich filmach odwołuje się niejednokrotnie do ziemskich żywiołów. W Gwiezdnym pyle (1984) mężczyzna i kobieta, wieloletnie już małżeństwo, mieszkają gdzieś na skraju puszczy, na wschodzie Polski. Mężczyzna postanawia wykorzystać masy spiętrzonej wody i buduje małą elektrownię wodną. Powoli przez odgłosy puszczy i świergot ptaków przebija się jednostajny rytm pracującej prądnicy. Żarówki zaczynają się jarzyć elektrycznym światłem, w ciemności migoczą błękitne iskry wyładowań. W pewien szalony wieczór bohater konstruuje także elektryczny minipiorun i, zamiast na nieboskłonie, władzę niebieską ogląda wraz z małżonką we własnej starej chacie – w swym warsztacie elektrycznym. Zadaniem jest więc dlań miniaturyzacja żywiołów, ich swoista kondensacja, a wszystko to ku czci wiernej żony. Warsztat amatora-elektryka staje się w ten sposób mikrokosmosem zaspokajanych potrzeb – także potrzeb małżeńskich.
Hydrozagadka Nowego Państwa
W nakręconej przez Kondratiuka 14 lat wcześniej Hydrozagadce (1970) napotykamy zupełnie inną sytuację. Lądujemy w pełnym absurdu i purnonsensu modernizującym się świecie komunizmu, świecie naukowo-technicznego rozwoju. Stołeczne miasto przedstawione w filmie mieści w sobie kolekcję wydarzeń, obyczajów i propagandy czasu wielkiej komunistycznej przebudowy. Jest to oczywiście świat groteskowy, świat wzorów i zachowań z lat PRL-u, połączony z absurdami funkcjonowania Nowego Państwa, elit technicznej inteligencji, głoszących w przerysowany sposób hasła takie, jak na przykład przestrzeganie zasad BHP. (W filmie obwieszcza je w pewnym momencie główny bohater, skromny i cichy pracownik biura architektonicznego, a w rzeczywistości zakamuflowany agent As, strażnik państwa i rozwoju.) W kolejnych odsłonach jak w kalejdoskopie ukazują się obrazy życia lat 60., począwszy od propagandowych wzorców cepeliady i tandetnego folkloru („Polska – Kraj Folkloru” – głosiły podówczas niezbyt udane foldery Orbisu), uosabianych przez brzydkie dziecko w stroju podhalańskim, a właściwie przez udającego dziecko karła-gangstera, aż po wyobrażenia dewizowego luksusu w postaci playboya Jerzego pijącego Ballantinesa i palącego Winstony.
Film poprzez wykorzystanie absurdalnego humoru tworzy wyjątkową satyrę na peerelowską propagandę sukcesu i rozwój Nowego Społeczeństwa. Jednocześnie w obrazie Kondratiuka odnajdujemy umieszczony w centrum skojarzeń motyw pracy nad żywiołami, pewnej sytuacji, którą można nazwać ekologiczną (przy czym twórca poprzez nią chce pokazać coś więcej). Jest to też szczególnie przenikliwy i jadowity obraz historii życia codziennego, życia pełnego zwykłych problemów. Został on uchwycony na poziomie powszechnego doświadczenia peerelowskich „braków i niedoborów”.
Wysuszona bryła „miasta pokoju”
Po pierwsze, miasto. Miasto ukazane jest w Hydrozagadce jako cywilizacja rozwoju, postępu i szczyt nowoczesności. Widzimy w pierwszych scenach przestronne, znakomicie wyposażone biuro architektoniczne bądź urbanistyczne oraz młodych, dobrze ubranych pracowników; ich życie to rodzaj peerelowskiego high-life’u – toczącego się przy stolikach, na świeżym powietrzu. Jednak już za chwilę pojawia się pędząca maszyna miejskiej technologii. W Instytucie Gospodarki Wodnej nad odpowiednią regulacją systemu nawadniania miasta czuwa precyzyjny racjonalista – profesor Milczarek. Atmosfera laboratorium, do którego trafia Jan Walczak, czyli tajny superagent As, napawa entuzjazmem. Widać tam pracujących bez ustanku nad „procesem wodnym” naukowców, zawzięcie pipetujących, miareczkujących i oglądających kolby z wodnistą substancją. Miasto staje się w tym ujęciu rodzajem dobrze naoliwionej maszyny i jest to oczywiście typowy obraz spełnionego socjalizmu, socjalizmu uformowanego – jak pisał Wojciech Tomasik – w bryłę „miasta pokoju”, które świeci „harmonią ludzi i maszyn”.
Stechnicyzowany, ale i zrodzony z lęków nowoczesności jest jednak pośrednio sam bohater As. Stanowi on bowiem karykaturalne i groteskowe wcielenie Supermana – istoty wyrosłej w amerykańskiej popkulturze na gruncie technologicznych fantazmatów. Włosy Supermana, jak pamiętamy, miały wytrzymałość tytanu, zaś jego mięśnie siłę pomp hydraulicznych wielkich maszyn. As jawi się więc jako strażnik rozwoju i potęgi technologii, które w micie nowoczesności wciąż grożą wydostaniem się spod kontroli czy przejściem w ręce złego demiurga. W Hydrozagadce tym złym demiurgiem jest oczywiście inżynier Doktor Plama.

Źródło: filmpolski.pl
Na czym jednak polega zagrożenie pojawiające się w supermieście Hydrozagadki? Otóż wiąże się ono z tajemniczą usterką w systemie wodnym stolicy – z wodą dzieje się coś dziwnego. Woda przegrywa z upałami i suszą, nie padają deszcze, bezradne okazują się i Państwo, i prezenter telewizyjny Wicherek, i Nauka. Woda znika, nastaje upał. Profesor Milczarek, strzegący systemu równowagi wodnej miasta, łączy wówczas ze sobą pewne fakty: brak wody w kranach, słup pary, który dostrzeżono niedawno nad pewnym jeziorem, znaleziona w rzece niezwykła rzecz – ugotowany leszcz!
Pan Janek Walczak, czyli zakamuflowany As, postanawia rozwiązać zagadkę znikania wody – hydrozagadkę. Chce w ten sposób zlikwidować usterkę dobrze naoliwionej miejskiej maszynerii. Innymi słowy – postanawia zapobiec katastrofie. Po różnych perypetiach odkrywa on niecny plan złego demiurga – inżyniera doktora Plamy i jego kompana Maharadży. Jak się okazuje, chcą oni w zuchwały sposób, za pomocą gigantycznego ogniwa/stosu atomowego, odparować wody jeziora po to, aby zasilić nimi pustynne ziemie Kaburu, ojczyzny Maharadży. Pomysł zaiste zwariowany.
Jednak plan doktora Plamy pociąga za sobą przecież groźbę katastrofy ekologicznej, katastrofy totalnej. Zniszczenia tak potężnego, jak potężny jest naukowo-techniczny rozwój miasta spełnionego socjalizmu. „Nieszczęście! – woła w pewnym momencie profesor Milczarek po uruchomieniu przez Plamę stosu atomowego. – Za chwilę nastąpi przemysłowe odparowanie wody na skalę totalną!”. Milczarek – wynalazca i nadzorca przemysłowej modernizacji miasta – jest tu wyraźnie przeciwieństwem Plamy, to dobry demiurg z opowieści kosmogonicznych. „To zadziwiające – mówi profesor Milczarek – mój i Plamy projekty to odwrotności; to jakaś metafizyka – plus przyciąga tu minus, pozytyw – negatyw, dobro – zło, teza i antyteza – synteza!”. Próba odparowania jeziora nie udaje się. As w białym kasku niszczy – jak sam mówi – „podwodną centralę”. Stos atomowy ulega zniszczeniu – brawo! Milczarek, Walczak-As i wszyscy pozostali bohaterowie są uradowani: miastu nie zabraknie już wody. Skomplikowany mechanizm wróci znów do swej precyzyjnej równowagi. „Kryniczna woda popłynie znów z kranów!” – entuzjazmuje się profesor Milczarek. Istna komedia.
Funkcjonalny geometryzm blokowisk
O cóż tu jednak chodzi? Czy to tylko błazenada, absurd gomułkowskich lat? Otóż w filmie została znakomicie uchwycona istota rozwoju miasta socjalistycznego; jest to świat budowy przemysłowego raju. Tylko w jaki sposób się to odbywa? Jak powstawały takie miasta? W latach sześćdziesiątych zostały one poderwane gwałtowną falą budowy zaczynają wychodzić, wylewać się na przedmieścia i podmiejskie pola. Jest to zjawisko charakterystyczne dla polityki urbanistycznej PRL-u i działań ówczesnych władz lokalnych. Stara, przedwojenna zabudowa w większości przypadków była planowo zaniedbywana. Te kwartały starego budownictwa pozostawione samym sobie stawały się szybko miejscami mocno zdegradowanymi. Były to mieszkania, szczególnie po dokwaterowaniu dodatkowych lokatorów, o niskim standardzie, bez wygód, z zawodną, awaryjną, nienaprawianą infrastrukturą – kanalizacją, ogrzewaniem itp. W tych miejscach gromadzili się mieszkańcy społecznie marginalizowani, żyjący w ubóstwie, tam wreszcie dochodziło do narastania zjawisk drobnej przestępczości. Podczas gdy przedwojenne kamienice popadały w ruinę, cały impet budownictwa, wznoszenie osiedli z wielkiej płyty (tzw. funkcjonalny geometryzm oszczędnościowy) przenosił się na przedmieścia – na otwartej, niczym nieograniczonej przestrzeni rosły bloki i kombinaty. Jak pisze Leszek Dzięgiel „Obrzeża miast stopniowo otoczyły nudne pierścienie jednakowych blokowisk osiedlowych”.
Dobrym przykładem jest tu polityka władz przemysłowego Wałbrzycha, w którym zaniedbywano górnicze, poniemieckie osiedla, budowano natomiast bloki z wielkiej płyty utrzymane w stylu funkcjonalno-geometrycznym, słowem – dość brzydkie. Jednakże w liście nadesłanym do wydawanego wówczas czasopisma „Architektura” pewna dziewczynka, mieszkająca – jak podaje redakcja – w jednej z dzielnic Wałbrzycha, pisze z dumą:
„Przedstawiam w moim rysunku moje miasto Wałbrzych. [...] Miasto posiada dużo zieleni, ale również może się poszczycić nowym budownictwem, jakim jest osiedle Piaskowa Góra. Osiedle jest piękne i kolorowe. Jest dużo zieleni, kwiatów i młodych drzewek. Budownictwo jest bardzo kolorowe i czyste. Mieszkam na Piaskowej Górze, z której jestem bardzo dumna i z satysfakcją dostrzegam jak dzień po dniu rosną nowe bloki jak grzyby po deszczu”.
W odpowiedzi na zjawisko rozrostu blokowisk przebijających dotychczasowe, stare granice miasta powstawały chociażby takie filmy, jak Paciorki jednego różańca Kazimierza Kutza . W obrazie tym pokazano, jak bezlitośnie wyburza się stare górnicze osiedle. W ten sam sposób na nieograniczoną niczym przestrzeń rzucona została podkrakowska Nowa Huta.
Taka strategia zagospodarowania powodowała jednak pewne niedogodności. Miasta czy osiedla lokowane były przecież wokół ośrodków przemysłu ciężkiego, wokół rozrastających się kombinatów, hut, walcowni, koksowni. A zatem – sąsiadowały z nimi nowe budynki, nowe bloki mieszkalne – życie codzienne lat 60. i 70. było życiem w nowych, „rozpędzonych” miastach, mających idealnie funkcjonować, bez barier, na dostatecznie przestronnych terenach. Rosły więc kombinaty, rosła Nowa Huta, nawet Huta Warszawa z kompleksami straszliwych bloków-mrówkowców na warszawskim Wawrzyszewie, stawianych naprędce, byle szybciej zapewnić dopływ ludzi.
Totalna zagadka
W tym miejscu chciałbym się zatrzymać. Tu bowiem ponownie, niczym w Gwiezdnym pyle, uwidocznia się specyficzna perspektywa Andrzeja Kondratiuka, koncentrująca się na motywie ujarzmiania żywiołów. Co bowiem dzieje się w tych blokach, otwierających się na nowe przestrzenie? Co dzieje się w miastach forsowanej modernizacji? Otóż przemysł ciężki – huta, walcownia, wielkie piece i kombinaty – do swego życia i funkcjonowania potrzebują ni mniej, ni więcej tylko olbrzymich ilości wody (!). Przemysł zużywa ją w trakcie procesu wytapiania stali, chłodzi nią rozżarzone żużle i ogniwa, pochłania wszelkie jej zapasy – zapasy wody pitnej, wyczerpuje wodę ze zbiorników retencyjnych. „Miasta polskie pod rządami komunistów – zauważa Leszek Dzięgiel – odczuwały dotkliwy deficyt wody pitnej, zużywanej w olbrzymich ilościach przez rozbudowany przemysł ciężki”.
Woda w bloku – w tamtych latach znakomicie to wiedziano – mogła zostać odłączona w którymkolwiek momencie, woda „gdzieś” znikała i wtedy zaczynało się piekło. „Piekło!” – żalą się bohaterowie Hydrozagadki już w pierwszych ujęciach. „Żar leje się z nieba” – sapie kolega Janka Walczaka. „Spiekota!” – dyszy inny architekt-urbanista. „Ludzie – mówi w końcu profesor Milczarek – widzą przyczynę [braku wody] w działaniu pomp, filtrów, hydroforów, w dyletanctwie naszych hydraulików! Żalą się, że woda nie dociera na ostatnie piętra! Ja nie ufam tym prostym wytłumaczeniom”. Trzeba zatem rozwiązać hydrozagadkę, stwierdza Milczarek, a tego zdania podejmuje się As. Gdzie znika woda? Woda znika i znikała przez całe lata, a zużywa ją olbrzymi kombinat – producent stali i żeliwa. Było to wielkie – użyjmy określenia z filmu – „odparowywanie wody na skalę totalną”.
Andrzej Kondratiuk ponownie rozwiązaniem uczynił w ten sposób pracę żywiołów. W mieście-maszynerii znika woda. Wracają do nas rykoszetem całe lata w blokach – tuż obok, gdzieś w kraju wciąż odparowywano wodę. I taka to była zagadka.
Opcity: Leszek Dzięgiel, Miasta w filozofii władz PRL-u i społecznej praktyce. Wyzwanie dla badacza kultury, [w:] PRL z pamięci, red. Cz. Robotycki, Zeszyty Naukowe UJ „Prace Etnograficzne” 2001; Wojciech Tomasik, Inżynieria dusz. Literatura realizmu socjalistycznego w planie „propagandy monumentalnej”; Gwiezdny pył, reż. Andrzej Kondratiuk, 1984; Hydrozagadka, reż. Andrzej Kondratiuk, 1970; Paciorki jednego różańca, reż. Kazimierz Kutz, 1979.
Ilustracja pochodzi z portalu filmpolski.pl.
Tekst po raz pierwszy został opublikowany w tomie Popkomunizm. Doświadczenia komunizmu a kultura popularna pod redakcją Magdaleny Bogusławskiej i Zuzanny Grębeckiej (2010)
Tomasz Rakowski - adiunkt w IEiAK UW, antropolog badający środowiska biednych i wykluczonych, autor książki „Łowcy, zbieracze, praktycy niemocy”. Pracuje jako lekarz na oddziale ratunkowym jednego z warszawskich szpitali. ur. 1974 r.
