Tagi: antropologia podróży | klisze | miasto
Procesja nie-miejsc
16 lipca 2011
Agnieszka Jęczeń, Franciszek Znamierowski
Cały świat w zasięgu ręki i jednocześnie owo urokliwe „nigdzie”, którego czaru nikt nie może do końca uchwycić i opisać, bo w gruncie rzeczy i świat, i „nigdzie” mają status miejsc niczyich. Nie-miejsca – angielskie Non-places, francuskie Non-lieux, rosyjskie Hеместa, niemieckie Nicht-Orte, włoskie Non luoghi, hiszpańskie No lugares...

Poczekalnia, dworzec – tu krzyżują się drogi wszystkich podróżnych, bezdomnych i tych pozornie mocno „zadomowionych”, racjonalnych i podróżujących za jeden uśmiech. „W poczekalni mija mi mój czas/ grzęzną myśli, gaśnie w oczach blask/ i nadzieje już śpią/ zwątpienia z nich drwią (...) W poczekalni ktoś mi bagaż skradł/ a z nim wiarę – bilet w lepszy czas” – śpiewał Jacek Kadis. Strefa pomiędzy, ale też i ponad- narodami. Uniwersalne przestrzenie bytu i niebytu, w których wszyscy jesteśmy tylko przejazdem. Nie-miejsca wszędzie wyglądają z pozoru tak samo, ale ich aurę określa specyfika lokalności.
Remedium
Ruch pociągu umożliwia wzięcie w posiadanie umykającej przestrzeni, to ruch, który zdaje się mówić, że im więcej się widzi, tym mniej posiada. W słowach znanej piosenki Maryli Rodowicz znajdziemy projekcję tej spontanicznej ucieczki od rzeczywistości: od „przyjaciół, wrogów, rachunków, telefonów”, zmianę wymiaru temporalnego: pozaczasowość, którą najlepiej oddają słowa: „zegary staną niepotrzebne, pogubię wszystkie kalendarze”. Pociąg może być „byle jaki”, innymi słowy: „niczyj”, „każdy”. Swoiste nie-miejsce, które wyzwala z tożsamości, pozwala spojrzeć z dystansem na życie, co sugerują słowa „patrzeć jak wszystko zostaje w tyle…” Znamienne, że tytuł tej popularnej piosenki brzmi Remedium. Nie-miejsce, jakim jest pociąg, jest w tym świetle przestrzenią swoiście terapeutyczną, ocalającą od zawirowań życia codziennego, remedium na troski, panaceum na rutynę i monotonię. Jeśli nie-miejsce odrywa od życia, to umiejscowienie jest prawdopodobnie silnie z życiem związane. Doświadczenie nie-miejsca jako przestrzeni katartycznej jest możliwe właśnie dlatego, że znajduje się ono poza sferą egzystencjalną.

Według Michela de Certeau „Pociąg uogólnia Melancholię Dürera, doświadczenie świata poprzez obserwację: być poza rzeczami, które pozostają tam, odłączone, samoistne i porzucające nas (…); być ich pozbawionym, zaskoczonym ich krótkotrwałą i spokojną obcością. Jest to zadziwienie w opuszczaniu”. De Certeau dodaje, że wagon podobny jest do więzienia i okrętu, przypomina statki i łodzie podwodne Juliusza Verne’a, jest łącznikiem między marzeniami a techniką. Nasuwa się też uniwersalna refleksja podróżnego, którą najlepiej wyraził de Certeau: „tu nie jest twój kraj, tam również nie”. Francuski antropolog wymownie opisuje zmysłowe poczucie jazdy pociągiem: ”staccato uderzeń o szyny porusza nieznajome krajobrazy i obce fabuły naszych wewnętrznych opowieści. To podróż do siebie i od siebie zarazem, „by patrzeć jak wszystko zostaje w tyle”.
Pociąg odjeżdża z peronu i na peronie się zatrzymuje. Podróżny wraca więc z nie-miejsca w nie-miejsce i, paradoksalnie, aby wyjść z tej od-miejscowionej sfery musi znowu znaleźć się w nie-miejscu. Nie-miejsca zapętlają się. Wraz z nimi pojawiają się stany emocjonalne, które skłaniają podróżujących do zadania sobie pytań: „Gdzie dotarłam/em?, „Gdzie jestem?”, „Dokąd zmierzam?”
Stacja Kraków Główny
Stacja. Kraków. Dworzec Główny. Galeria Krakowska. Przejście do miasta wiedzie przez centrum handlowe. Ktoś, kto przechodzi przez te przestrzenie po raz pierwszy, może odczuwać mały zawrót głowy (szczególnie po długotrwałej podróży pociągiem). Uczestniczy bowiem w procesji nie-miejsc, których doświadczanie weszło w fazę nadmiaru. Rodzi się poczucie pewnego rodzaju odrealnienia, zaniku rzeczywistości, swoistego simulacrum, zaniku tradycyjnie pojętego miasta, do którego się przyjechało i którego widoku się oczekuje. Pojawia się galeria, która równie dobrze mogłaby być wszędzie. Przestrzeń ta, choć należy do przechodnich, zamyka i więzi, wprowadza w inny wymiar przeżywania i przeczuwania miasta, burzy topograficzne oczekiwania, ukazuje nowe przedmioty pożądania. Tak pozornie naturalna, wygodna: alejki, kierunkowskazy, tryskająca fontanna, klimatyzowane pasaże, ruchome schody, ławeczki. Wypada tylko usiąść i odpocząć, postawić swą już równie od-miejscowioną walizkę. Spojrzenie na nią budzi bowiem niepokój i pytania: „Czy to na pewno moja walizka?”, „Ja mam walizkę?”, „Czy w ogóle istnieje jakieś ja, jeśli nie ma miejsca?”, „Po co mi tutaj w ogóle ta walizka?”. Te pytania to znak, by wyjść z nie-miejsca, by się wyzwolić, wrócić do tej przestrzeni, gdzie widać wierzchołek Wieży Mariackiej, na której hejnalista wygrywa swój hymn – apoteozę miejsca.
Tekst: Agnieszka Jęczeń, Foto: Franciszek Znamierowski
Opcity: M. de Certeau, Wynaleźć codzienność. Sztuki działania, M. Rodowicz, Remedium, J. Kadis, M. Dzik, W poczekalni
Agnieszka Jęczeń - doktorantka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej, polonistka, neurologopeda. Dynamiczna mama i sporadyczna poetka. W kręgu zainteresowań: zagadnienia antropologii życia codziennego i mediów, procesy estetyzacji w kulturze współczesnej. Ur. 1981 r. w Lublinie
Franciszek Znamierowski - malarz, fotograf, muzyk, nihilista, absolwent Instytutu Sztuk Pięknych UMCS. Autor licznych wystaw w Polsce i za granicą. Obecnie gdzieś w kraju zachodnioeuropejskim. Podgląda życie. Ur. 1980 r. Zakochany w Lublinie.