Tagi: Schwarzenfuss
Podwójne życie Hattukkalyyyfumikkolów
28 stycznia 2012
Profesor Siegbert Wolfgang Schwarzenfuss
Kiedy byłem mały, fascynowały mnie zdjęcia, które mój wuj, Pekko, przywiózł z podróży na ziemie plemienia Hattukkalyyyfumikkolów. Były na nich postacie w przedziwnych zawojach na głowach, a właściwie same głowy w przedziwnych barwnych zawojach, wystające z kąpielisk w gorących źródłach.
Miałem zawsze sentyment do kolorów. Lubiłem patrzeć na żółte plamy po rosole na białej serwecie, krew zwierząt na śniegu, szare chodniki zalane kolorowymi resztkami po upojnych sobotnich balangach. Dlatego oddzielające się od stalowego nieba wielkie, egzotyczne turbany Hattukkalyyyfumikkolów przyciągały mnie jak magnes.Dopiero po jakimś czasie zauważyłem inny frapujący szczegół – wszystkie twarze na zdjęciach były takie same. Kiedy wuj wskazywał na poszczególne oblicza i przedstawiał członków rady plemienia i ich rodziny, nie dostrzegałem między nimi żadnej różnicy. Jeszcze bardziej zdziwiłem się, gdy wuj Pekko wskazał na fotografii zaturbanioną głowę i twierdził, że to on sam.
Ponieważ wskazana twarz niczym się nie różniła od pozostałych, wuj Pekko stracił w moich oczach wiarygodność. Jakiś czas później wuj zniknął z życia naszej rodziny, z naszych rozmów, a gdy ktoś przez nieuwagę wypowiadał jego imię, zapadało znaczące milczenie.
Kiedy byłem już starszy, udało mi się złożyć historię wuja w całość. Nieudacznik. Niepoprawny marzyciel. Nieprzystosowany do funkcjonowania w normalnym społeczeństwie naukowiec, korzystając z nadmiernego zaufania rodziny i jej oszczędności, uciekł w końcu od cywilizacji do tych swoich „ludów” i słuch po nim zaginął.
Będąc na drugim roku studiów ekonomicznoprawniczych i rozwijając zainteresowania ludoznawcze na fakultecie obyczajowość krajów postkoitalnych, postanowiłem pojechać na wyprawę badawczą do Hattukkalyyyfumikkolów śladami krnąbrnego wuja Pekko.
Wszystkim prócz mnie kierunek podróży wydawał się nieatrakcyjny. Hattukkalyyyfumikkolowie znani są z tego, że są wrogo nastawieni do każdego, kto jakkolwiek odbiega od utrwalonej w ich plemieniu normy. Musiałem więc udać się do wioski w śmiesznym zawoju na głowie, a i tak pierwsze tygodnie pobytu nie były dla mnie łatwe.
Hattukkalyyyfumikkolowie mają obsesję karania tych, którzy odstępują od uświęconych tradycją zasad, szczególnie jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny. Dawniej, mimo srogiego klimatu i niewielkich ilości suchego drewna na opał, nierzadko można było poczuć swąd ludzkich ciał palonych na stosach za nieposłuszeństwo. Dziś ból i śmierć można zadawać w bardziej subtelny i oszczędny sposób, poza tym lata represji nauczyły Hattukkalyyyfumikkolów większej karności.
Ich twarze i stroje są do siebie tak podobne, że bardzo trudno zorientować się, kto jest kim i nawiązać bliższe stosunki. Także zachowanie, ten gburowaty sposób bycia, dzikie, egzaltowane krzyki w miejscach publicznych, chamskie żarty i mało subtelny sposób komunikowania wszelkich potrzeb fizjologicznych sprawiały, że musiałem pokonać w sobie wiele oporów, żeby upodobnić się do Hattukkalyyyfumikkolów i przetrwać wśród tej dziczy. Siedziałem więc zanurzony aż po szyję w gorących źródłach, bekając głośno i podszczypując osoby, które podejrzewałem o przynależność do płci przeciwnej.
Przywykłem do niekończących się rozmów na kilka wciąż tych samych tematów. Było to doświadczenie podobne do mantrowania. Z mojej mantry wyrywały mnie czasem odgłosy piętnowania kogoś, kto próbował zachować się inaczej, niż rozmówcy się po nim spodziewali. O dziwo dostosowywanie się do tubylczych norm szło mi całkiem nieźle, dlatego po kilku miesiącach lody zostały przełamane. I wówczas zacząłem poznawać alternatywną kulturę Hattukkalyyyfumikkolów.
W zaciszu domowym, przy szczelnie zamkniętych okiennicach i w ciemnościach podejrzanych lokali odkryłem inne oblicze tubylców.
Choć byli to ci sami prostacy zbijający bąki na kąpieliskach, w podziemiu zrzucali z głów zawoje, a ich twarze zmieniały się nie do poznania. Tworzyli sztukę, recytowali swoje wiersze, tańczyli i rumienili się na widok swoich kochanków. Gdy zdejmowali koturny i gorsety, okazywało się, że Hattukkalyyyfumikkolowie bywają różnego wzrostu i postury. Zdarzało się nawet, że niektórzy mieli na twarzy zmarszczki, a inni nie kryli niedoskonałości swoich ciał.
Cały ten fascynujący, różnorodny świat znikał wraz z wyjściem na zewnątrz. Tak bardzo bali się wtedy siebie nawzajem, ewentualnych przyjezdnych, którzy mogli im zagrażać i cieni, które w słoneczne dni nie opuszczały ich na krok, że tłumili w sobie podziemną wrażliwość. Gdy opuszczali bezpieczne, pełne wolności wnętrza, na powrót stawali się grubiańscy i do złudzenia podobni do siebie nawzajem. Tylko ich barwne zawoje wydawały się cięższe.
Miałem wrażenie, że którejś ciemnej nocy w dusznej podziemnej jamie dostrzegłem pośród tłumu twarz mojego wuja Pekko. Byłem wtedy jednak tak bardzo zmęczony swoją nocną wolnością i dzienną hipokryzją, że nie chciałem do niego podchodzić. Wkrótce spakowałem rzeczy i opuściłem wioskę Hattukkalyyyfumikkolów.
Odkąd powróciłem do domu, przybyło mi kilka tytułów naukowych, trochę pieniędzy i sporo zmarszczek. Podróż nauczyła mnie, w jaki sposób zachowywać się w świecie naukowców, polityków i w ciemnych portowych zaułkach tak, by nic złego nie mogło mnie spotkać. Kiedy pokazuję moim siostrzeńcom swoje zdjęcia z dalekich wypraw, patrzą na mnie z mieszaniną podziwu, niedowierzania i obrzydzenia. Przyznam, że ja też tak na siebie czasem patrzę, kiedy stoję przed lustrem i owijam nabożnie głowę.

Projekt współfinansuje Miasto Stołeczne Warszawa
Profesor Siegbert Wolfgang Schwarzenfuss - (1925 – ?) fikcyjny badacz ludów odległych, podróżnik, nadworny kolekcjoner powiedzonek szejka Fartufaru Wschodniego, posiadacz pukla włosów Bronisława Malinowskiego, posiadacz karty stałego klienta sieci hoteli Hilton, autor jedynej monografii na temat życia i nauk Al-Namedala, po której opublikowaniu ogłosił się Przewodnikiem Prawdy i odszedł w nieznanym kierunku.
