Op. cit.,

Tagi: antropologia ciała | gender | tożsamość | Warszawa

Perfumy nie są obowiązkowe

16 marca 2010

Ignacy Strączek

Rok akademicki 2004/2005: Wykładowca ogłasza, że płeć nie istnieje. Wszyscy na sali czują się niepewnie. Wszystko się nagle rozmywa. Koncepcje Judith Butler, Joanna Mizielińska. W niedokładnych cytatach giną, deformują się słowa. Przekreślane są znaczenia. Wszystko niepostrzeżenie się osuwa. Większość słuchaczy przypomina sobie proste prawdy o dyformizmie płciowym. Jak można zrezygnować z podziału na jądra i wargi sromowe? Mniej wyrobieni, śmielsi studenci nie wytrzymują. Wyjaśniają, że przecież jest mężczyzna i kobieta. To jest jakby oczywiste. I oni się różnią. Wypowiadając te słowa filuternie przekrzywiają głowę albo suną jak elektrowóz.

Tekst wyróżniony w konkursie organizowanym przez „(op. cit.,)”, Feminotekę oraz Pędzle i Szczotki na etnograficzny artykuł multimedialny

Niezależnie od współczesnej myśli, od antropologii i feministek, to, że płeć, czyli różnica między kobietą a mężczyzną może zostać zanegowana, jest po prostu nie do przyjęcia. Niezależnie od planów, w których się to dzieje i książek, gdzie to jest wyjaśnione – przeciętny Polak nie jest wstanie sobie poradzić z tą wiedzą.

Można oczywiście powtórzyć, że płci nie ma. Kryć się za dyskursem, który pozwala to udowodnić. Ale można także pochylić się nad lękiem nieprzygotowanego do przyjęcia tej propozycji słuchacza. I natychmiast go uspokoić, mówiąc, że płeć jest.

Kiedy się mówi, że płeć jest, warto sięgnąć po przekonujący dowód, czyli radykalną jej manifestację. Nie może to być dowód prosty, taki jak w Playboyu czy Hustlerze. I nie powinna to być kobieta. Żadnego dosłownie rozumianego piękna. Nawet bez mężczyzny w dobrze skrojonym garniturze. Żadnej poprawności językowej ani sukcesów w deklinacji. To musi być mężczyzna. Mężczyzna grubo ciosany.

Stadion Dziesięciolecia od strony Zielenieckiej

fot. Ignacy Strączek

Tylko taki mężczyzna w kurtce ze skaju przekona Polaka. W tanich dżinsach i mokasynach nie pozostawi żadnych wątpliwości. Będzie kierowcą pekaesu albo taksówkarzem. Będzie oddawał mocz na wolnym powietrzu. W razie potrzeby strzeli ze łba, skrzyczy kobietę. Będzie wsiadał do pociągu elektrycznego, kiedy podnoszą się mgły – 5.15. Wysiądzie przed fabryką w Ożarowie albo w Mielcu. Taki człowiek wie, że ma genitalia i że to jest dla niego ważne. Dobrym przykładem byłby Artur Boruc, ale jest za młody i za bardzo zadbany. Mężczyzna, który ratuje płeć, powinien mieć od czterdziestu pięciu do pięćdziesięciu paru lat. Musi być w nim nonszalancja i zmęczenie. I żadnych kosmetyków, albo podrabiane.

Prasa często donosi, że Polacy się nie myją. Zniesmaczeni komentatorzy sięgają po statystyki: raz, dwa na tydzień. Na dworcach autobusowych stoją pekaesy, a w nich unosi się zapach niemytych ciał. Zdarza się, że przełamują go agresywne akcenty podrabianych perfum. Nic to jednak nie zmienia. Dominują cuchnące ciała zaczynających się starzeć mężczyzn. Ich sczerniała skóra, zdeformowane od pracy ręce, pot i zastygłe warstwy pyłu – wszystko to buduje ich wiarygodność. Wódka i papierosy dopełnione piwem. Żadnej świadomości, żadnego celu. Żadnych flakonów BOSS-a ani narkotyków w tabletkach.

Podobnych mężczyzn portretuje Andrzej Stasiuk w eseju W cieniu. Stasiuk pisze: „Jednak najbardziej wyraziści są samotni mężczyźni […] Nikt za nich nie podejmie decyzji. Moda już ich nie dotyczy. Pytają jedynie o to, ile kosztuje przejechanie stu kilometrów, czy się nie psuje i czy części są dość tanie” . Podczas rozmowy z cyklu Męska muzyka Stasiuk powiedział: „Facet może pożądać kobiety i samochodu. I nie kosmetyków […] No powinien się kurwa mać myć, ale bez przesady […] facet powinien się niszczyć, powinien się zużywać” .

Ławka. Przystanek z białej cegły. Wieś nad Bugiem. Przy szosie siedzi starzejący się mężczyzna. Nazywa się Waldek. Patrzy w ziemię. Od czasu do czasu przejeżdża jakiś samochód. A on pije piwo. Jak najtańsze. Nie ma w nim żadnej immanentnej mądrości – starca, który z każdym rokiem swojego życia dodawał jakąś wiedzę.

Waldek odwiedza swoje samotne znajome. Uprawiają seks. W czasie kiedy ich nie odwiedza, pije wódkę, gra z kolegami w karty.
Waldek się zużywa. Jest pomarszczony, ma ciemną brązowo-pomarańczową skórę. Jest stosunkowo wysoki, ma szeroką klatkę piersiową, dawniej pracował przy rozładunku. Nie pali goluazów, nie pije martela. Żyje tak po prostu.

Waldek robi wszystko tak jak powinien. Kiedy patrzy się na jego codzienną praktykę z oddalenia, przede wszystkim można zauważyć przystawalność celów i sposobów ich realizacji. Wszystko w jego życiu jest proste. Słowa dotykają rzeczywistości. Wódka – Wódka. Seks – Seks. To bezwzględne uproszczenie, możliwe dzięki przyjętej perspektywie, pozwala pokazać życie, w którym nic nie jest dodane. Takich mężczyzn szukają kobiety na dancingach i tacy chcą być niektórzy inteligenci w zakładach psychiatrycznych.

W Internecie można przeczytać, że inteligencja pomaga uprawiać seks i jednocześnie, że kobiety inteligentnych mężczyzn nie szukają. Przedstawiony tu portret zużywającego się chama nie ma nic z młodopolskiej fascynacji. Nie szuka się w nim pradawnej mądrości, nieskażonego kulturą wysoką osądu, tylko powierzchni: żeby wiedział, jak jest i był, jaki jest. W tym obrazie nikną niuanse, żal lub ewentualna wrażliwość, a także i to, że na korytarzach szpitala psychiatrycznego tych zniszczonych dyskursem mijają ci silni, zmęczeni niewiadomo czym.

Mężczyźni jadący do pracy elektrycznym mechanicznie odwijają poplamiony tłuszczem papier śniadaniowy. Jedzą kanapki z serem morskim albo innym tanim. Patrzą przez okno albo na przeciwległe siedzenie. Jadą do fabryki, na handel, do miasta – coraz częściej jednak jeżdżą samochodami. Na jednym z praskich bazarów widziałem mężczyznę układającego czosnek w sizalowych torbach. Handel się kończył. Przebiegająca obok pracowniczka piekarni rzuciła szybko: „Niech pan się śpieszy, bo panu autobus albo pociąg ucieknie”. Mężczyzna z wyraźnym zawstydzeniem odpowiedział, że jest dzisiaj samochodem. Coraz częściej jeżdżą samochodami, ale są tak samo biedni i zniszczeni jak wcześniej.

Ci mężczyźni nie są zagubieni w opowieści, nie poddają się zakrętom narracji. Ich życie jest proste. Ich figury mogą wydawać się atrakcyjne albo budzić pożądanie. Nie warto tych mężczyzn przekonywać, że płeć nie istnieje albo że można się uwolnić od dychotomii. Trudno gdzieś na Dworcu Centralnym przedstawiać wykresy niedokładnych cytatów, powoli podważać prawo do tożsamości, potem drutować sobie szczękę albo iść do domu w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, jak któryś z pisarzy końca osiemnastego wieku, który przekonywał, że warto czytać gazety zamiast kłaść na nich ciasto.

Nawet jeżeli przyjmiemy, że płeć nie będzie istniała, że zastąpi ją nowa siatka odniesień, że opisze ją ktoś z zagranicy, aż w końcu przyjmą to ośrodki krajowe, to pozostanie jeszcze rzeczywistość. Wpatrzeni w ziemię mężczyźni będą się dalej zużywać, ich przydział perfum przejmą wnuki i prawnuki. To będzie jeszcze przed końcem wsi, której zmierzch ogłoszono w XIX wieku, a dziś datuje się go na rok 2025. Zapach piwa będzie się powoli unosił przed GS-ami, a mężczyźni będą dalej marzyć o samochodach. Będą patrzyli na idące do fryzjera dziewczyny.

Opcity: Andrzej Stasiuk, W cieniu, [w:] Sarmackie Krajobrazy, Wołowiec 2006, Dorota Wodecka, Idę, będąc nieco gruby, “Gazeta Wyborcza” 11.09.2009.

Zdjęcia autora

Ignacy Strączek - REPORTER, ANTROPOLOG, ABSOLWENT INSTYTUTU KULTURY POLSKIEJ UW. AUTOR PRACYSEMANTYKA PRZESTRZENI MIEJSKIEJ KSZTAŁTOWANEJ PRZEZ HANDEL ULICZNY”. UR. 1985 R.

Twój komentarz