Op. cit.,

Tagi: antropologia ciała | gender | wykluczenie

O gumowych dzieciach, Matce Boskiej Karmiącej i pociągu do sztuki

6 stycznia 2012

Anna Maria Szutowicz

„Karmienie piersią jest najnaturalniejszą rzeczą na świecie” – powiedziała Anna Otwinowska z Fundacji Rodzić po ludzku, protestując w warszawskim metrze przeciw stanowisku galerii „Pociąg do Sztuki”. Galeria odmówiła wystawienia zdjęć matek karmiących nadesłanych na konkurs Fundacji Mleko Mamy. Fotografie ukazujące karmienie piersią miały zawisnąć na stacjach warszawskiego metra.

Swój sprzeciw galeria umotywowała obawą przed prowokowaniem lub obrażaniem „przedstawicieli różnych grup kulturowych czy religijnych” – „naszym zadaniem nie jest ich szokować, lecz umilać im życie, czasem edukować, ale nigdy naszym celem nie może być prowokowanie czy obrażanie”. I tak troska o komfort „różnych grup kulturowych”, poniekąd słuszna i w Polsce nieczęsto brana pod uwagę, rozpętała burzę kulturowych „wkluczeń” i wykluczeń.

Pierś artystyczna, czyli aż dwie zupełni nagie piersi Wenus z Milo

„Okazuje się, że karmienie piersią jest obsceniczne, niewłaściwe i rani uczucia innych ludzi. Te mamy, które się tutaj zgromadziły, a my je wspieramy z naszymi gumowymi dziećmi, chcą powiedzieć, że jest to naturalna czynność’ – uzasadniała celowość protestu w metrze Otwinowska.

Akcję tak reklamowano na Facebooku: „Przedstawicielka Metra mówi, że pewnych rzeczy nie mogą pokazać. A my? YES, WE CAN!!! :))) Przyjdź w środę o godz. 15 na stację metra Pole Mokotowskie w okolice Galerii, aby nakarmić swojego malucha i pokazać, że karmienie piersią jest normalne i naturalne, a często również piękne. Tak jak pokazywały to zdjęcia z „wyrzuconej” z Galerii wystawy zorganizowanej przez Fundację Mleko Mamy”.

matki1_is

fot. Ignacy Strączek

Te kobiety, które nie zabrały ze sobą swoich „naturalnych” dzieci do “naturalnego karmienia”, trzymały w ramionach lalki-bobasy. Podobnie niektóre dziewczynki, które przyszły z mamami, miały w chustach przy piersi zawiązane lalki. Pojawiły się też wizerunki Matki Boskiej Karmiącej oraz reprodukcja Macierzyństwa Stanisława Wyspiańskiego.

Ten ikonograficzny kontekst jest istotny – na stacji metra prezentowano obrazy kulturowo usankcjonowane, mające prawo pojawić się w przestrzeni publicznej, ale też estetycznie bardziej „nasze”, niż choćby Maria Lactans Jana van Eycka, Macierzyństwa Paula Gauguina czy Gustava Klimta.

Przyniesione do metra obrazy miały zaświadczać, że karmienie piersią jest nie tylko naturalne, dobre, piękne i po prostu słuszne (skoro „robiła to” boska matka – Matka Boska), ale przede wszystkim, że sama pierś laktacyjna może zostać publicznie pokazana na prawach sztuki.

„Gdyby to była jakaś Nieznalska, a nawet jak Maryja karmi, jak to pięknie wygląda, że nawet w kościołach można zobaczyć” – komentowano na forum „Gazety Wyborczej” pomysł wystawy zdjęć kobiet karmiących piersią.

Podobnie myśląc, dziennikarz Gazety pytał Jowitę Kiepas z galerii „Pociąg do sztuki”: „A Wenus z Milo? Nie ma dwóch rąk, za to ma aż dwie widoczne i zupełnie nagie piersi. Ona mogłaby stanąć w państwa galerii?”. Dowiedział się, że “co innego robić wystawę klasyków, a co innego zdjęcia nieznane i po raz pierwszy prezentowane, gdzie jest nagość”.

matki2_is

fot. Ignacy Strączek

Okazało się, że osoby chcące publicznie zaprezentować „nagie zdjęcia nieznane” – nie mające legitymizacji eksperckiej, wykonane nie przez „uznanych artystów”, nie będące zdjęciami „sławnych osób”, ani nawet nie chcące sprzedać żadnego produktu, potrzebują bardziej przekonywującego argumentu, niż odwołanie do sztuki. I w tej roli wystąpiła jej wysokość naturalność.

Pierś naturalna, czyli zdrowy normalny cyc

Najważniejszym argumentem uzasadniającym sprzeciw kobiet wobec wykluczenia z przestrzeni publicznej wizerunków matek karmiących była „naturalność” tego procesu. Nic tak dobrze nie legitymizuje różnorodnych praktyk, jak ich naturalizowanie. Jeżeli coś jest „naturalne”, jest „oczywiste”, „normalne” i nie wymaga już uzasadnienia – naturalności nie trzeba manifestować, ona po prostu „jest”.

„Ta akcja jest też dla mnie jakby znakiem tego, że tyle się mówi o naturalności, o powrocie do natury, a jednocześnie neguje się karmienie piersią” – powiedziała manifestująca Ola, karmiąca piersią od niemal 2 lat. „Jestem karmiącą matką, już drugie dziecko. Karmię i uważam, że jest to najnormalniejsza rzecz pod słońcem. W ogóle nie przypuszczałam, że będzie trzeba w taki sposób manifestować” – dziwiła się Józefina, inna uczestniczka protestu.

Jeżeli wyjdziemy od paradygmatu konstruktywistycznego i uznamy, że także naturalność jest konstruktem kulturowym w tym sensie, że za naturalne uważamy to, co w tę kategorię wpisują dominujące (czy też „mające głos”) dyskursy władzy-wiedzy, to i karmienie piersią, i monogamiczne heteroseksualne akty płciowe, i naturalne porody zyskują wymiar polityczny.

Tak rozumiana naturalność (normalność) staje się kategorią, za pomocą której pewne praktyki są społecznie wykluczane, a inne – „wkluczane”. Obserwujemy to co roku w związku z Paradą Równości i reakcjami na nią, zauważyć mogliśmy też podczas wydarzeń zapoczątkowanych przez konkurs Fundacji Mleko Mamy.

W ramach „piersiowego flash-mobu” kobiety odgrywały naturalne karmienie przed kamerami i ta „manifestacja naturalności karmienia piersią” była wyrazem oporu wobec pewnych dyskursów, przede wszystkim chyba wobec marketingowego zawłaszczenia kobiecych ciał.

Jak pisze w komentarzu do cytowanego powyżej artykułu z „Gazety Wyborczej” osoba o nicku ding_yun: „Jestem za, żeby (…) pokazać zdrowy normalny cyc w zdrowych normalnych okolicznościach. Drażnią mnie coraz bardziej odrealnione twory z reklam, którymi non stop jesteśmy epatowani. Drażni mnie ich nienaganna skóra bez jednego pieprzyka i włoska, drażnią ich seksualne pozy, ich nie nadające się do noszenia ubrania i buty, ich wyidealizowanie. Rozumiem poniekąd osoby, którym zdjęcia z tej wystawy wydają się nieestetyczne. One wydają nam się nieładne tak jak osobie, która non stop je przesłodzone batoniki zwykle owoce wydają się kwaśne”.

matki3_is

fot. Ignacy Strączek

Pierś erotyczna, czyli wielkie silikonowe, napakowane cycki na co drugiej reklamie

Wiele kobiet, które zabrało głos w debacie, akcentowało swoja niezgodę na powszechną akceptację w przestrzeni publicznej wizerunków kobiecych ciał w kontekście erotycznym. Na komercjalizację, a co za tym idzie dewaluację kobiecych ciał, będącą konsekwencją zawłaszczenia ich przez mechanizmy wspierające konsumeryzm.

Organizatorki akcji protestacyjnej stawiały ukazywanie karmienia piersią w opozycji do nagości z ulotek agencji towarzyskich: „Nagość na billboardach nikogo już nie szokuje. Przyzwyczailiśmy się do ulotek agencji towarzyskich wkładanych za wycieraczki. Lecz to zdjęcia przedstawiające w zróżnicowany i subtelny sposób tak zwyczajną czynność, jak karmienie piersią, oburzają i mogą urazić czyjeś uczucia. Uwaga! Sensacja! 15 czerwca o godzinie 15-tej matki będą gorszyć dzieci, karmiąc piersią! Karmienia piersią nie da się pokazać, fotografując stopę! Pokażmy im jak TO się robi!”.

Na forach rozgorzały burzliwe dyskusje, „Gazeta Wyborcza” otrzymała setki listów od obrzydzonych widokiem laktacji oraz oburzonych na oburzonych. Pisano: „CIEBIE to brzydzi, ale nie brzydzą cię wielkie silikonowe, napakowane cycki na co drugiej reklamie. Tak cie wytresowano, że tamte cycki są ok, te karmiące są obrzydliwe. To ja ci coś zaproponuję – jeśli kobieta karmiąca piersią cię obrzydza – NIE PATRZ”. Albo: „Według niektórych wypowiedzi, matki po porodzie powinny siedzieć w domu i nosa nie wytykać, żeby nie daj Boże trzeba było dziecię piersią publicznie nakarmić. I to jest wg Was obrzydliwe, wstrętne itd., tak? Ale jak co druga reklama epatuje wręcz nagością i seksem to jest ok. Macie niektórzy naprawdę nie po kolei w głowie”.

Oderotyzowaniu piersi karmiącej i całego ciała kobiety sprzyja kulturowe wyobrażenie o relacji matka-dziecko, ale także o samym dziecku jako istocie czystej i niewinnej. Macierzyństwo jest nie tylko „punktem zwrotnym w życiu kobiety”, jak głosi tytuł jednej z najlepszych polskich książek o doświadczeniu i politykach macierzyństwa. Może być zarówno mechanizmem opresji, jak i emancypacji.

Dla protestujących w metrze, kulturowo uwznioślana idea matki istniejącej dla dziecka stała się narzędziem odzyskiwania ciała z przestrzeni konsumpcyjnego, „lubieżnego” spojrzenia. To figura dziecka i pokazanie piersi „w wyższym celu” nakarmienia niemowlaka sankcjonuje nagość. Jedna z manifestujących mam tłumaczyła: „Przyszłam tu dzisiaj dlatego, że długo karmię piersią – rok i osiem miesięcy. Standardowo uważa się, że to jest długie karmienie piersią. I już wielokrotnie słyszałam takie komentarze, «o, taki duży i jeszcze pani karmi». Uważam, że to jest niczyja brocha, żaden interes. A ktoś po prostu wściubia nos w moje sprawy, w sposób, w jaki wychowuje dzieci. Przecież nie robię tego, żeby, nie wiem, epatować nagością, żeby ludzie podziwiali moje piersi, tylko po to, żeby nakarmić dziecko”.

Zmiana statusu z piersi erotycznej na pierś „laktacyjną” ma także zdejmować z niej krytyczne i pożądliwe męskie spojrzenie, będące narzędziem „technologii kobiecości”. Zdaniem Sandry Lee Bartky, technologia kobiecości służy podtrzymywaniu i umacnianiu reżimu zinstytucjonalizowanego heteroseksualizmu: „We współczesnej patriarchalnej kulturze panoptyczny męski koneser zamieszkuje w świadomości większości kobiet: stoją one nieustannie przed jego wzrokiem i poddane jego osądowi. Kobieta zamieszkuje swoje ciało takie, jak je widzi ktoś inny, anonimowy patriarchalny Inny”. Tymczasem protestująca Joasia stwierdza: „Warto dzisiaj powiedzieć, że nasze ciało nie jest tylko do wyglądania, ale służy chociażby temu, żeby nakarmić dziecko”.

Pierś publiczna, czyli cyce na ulice

„Cyce na ulice” – wzywała na blogu Sylwia Chutnik. Pytanie jednak: jakie cyce, na jakie ulice, w jakim kontekście i pod jakim sztandarem? Jeżeli potraktujemy przestrzeń publiczną jako pole ścierania się pewnych dyskursów (w tym obrazów), a ciało jako pole oddziaływań dyskursów władzy, to „piersiowy flash-mob” stał się wyrazem oporu przeciw dominującej perspektywie ukazywania kobiecego ciała jako przede wszystkim seksualnie atrakcyjnego (w domyśle: dla męskiego widza).

Kobiety domagające się akceptacji karmienia piersią w przestrzeni publicznej akcentowały niewinność ciała (piersi) w tej sytuacji, stawiając się w opozycji do ciał roznegliżowanych erotycznie. „Moje ciało jest moje” – powiedziała dziennikarzom karmiąca na stacji metra mama. I nie była to konstatacja, a raczej deklaracja niezgody na definiowanie, wykorzystywanie jej samej jako – jak powiedziałaby Grosz – ucieleśnionego podmiotu w kategoriach wystawionego na spojrzenia narzędzia np. reklamy.

„Przyszłam dzisiaj, bo karmienie piersią jest dla mnie ważne. Karmię, karmiłam i będę karmić. Myślę, że się udało. Proszę zobaczyć, jaki jest szum ilu jest panów z mikrofonami i pań z kamerami. Także myślę, że się udało. To jest pewnie początek, zawsze jest jakaś iskra” – mówiła usatysfakcjonowana Agnieszka, mama karmiąca piersią przez niemal 5 lat.

Ponoć na każdą protestującą kobietę przypadało 3 dziennikarzy, zdaniem jednej z uczestniczek: „Akcja się naprawdę udała, nie spodziewałam się, że będzie tyle osób, tyle dziennikarzy, że będzie Reni Jusis. Także moim zdaniem się udała. Mam nadzieję, że rzeczywiście to przykuje uwagę innych.” Zainteresowanie mediów i wsparcie celebrytek pomogło kobietom, które po decyzji galerii „Pociąg do Sztuki” poczuły się wykluczone, zaistnieć ze swym problemem, punktem widzenia i językiem. Jednak wywalczeniu akceptacji karmienia piersią w miejscach publicznych sprzyja przede wszystkim pronaturalistyczny dyskurs „ekologicznego macierzyństwa”: moda na „naturalne porody”, „naturalne karmienie”, bambusowe pieluchy, śpioszki z organicznej bawełny, „chustowanie”.

Czy to trend jedynie pozytywny, pozwalający kobietom na emancypację spod władzy medykalizacji ciąży i porodu? Czy może ma też wymiar opresyjny, pod sztandarem naturalności umacniający dyskurs „terroru laktacyjnego”, na który narzekają matki karmiące dzieci mlekiem modyfikowanym? Czy i w jaki sposób rynek zawłaszczy nowy trend? Czekam na reklamowe wykorzystanie ikony świętej Agaty Sycylijskiej – dziewicy i męczennicy, patronki kobiet karmiących i cierpiących na choroby piersi, którą przedstawia się z tacą, na której leżą odcięte jej piersi.

Opcity: Sandra Lee Bartky Foucault, kobiecość i unowocześnienie władzy patriarchalnej, [w:] Gender. Perspektywa antropologiczna, t. 2: Kobiecość, męskość, seksualność, red. R. E. Hryciuk, A. Kościańska; Susan R. Bordo, The Body and the Reproduction of Femininity: A Feminist Appropriation of Foucault, [w:] Gender/ Body/ Knowledge. Feminist Reconstructions of Being and Knowing, red. A. M. Jaggar, S. R. Bordo; Bogusława Budrowska, Macierzyństwo jako punkt zwrotny w życiu kobiety; Michel Foucault, Historia seksualności; Ewa Hyży, Kobieta, ciało, tożsamość. Teorie podmiotu w filozofii feministycznej końca XX wieku; Elizabeth Grosz Volatile Bodies. Toward a Corporeal Feminism; Grzegorz Szymanik, Szokują cię te zdjęcia? Za ostre, żeby trafić do metra, „Gazeta Stołeczna”, „Gazeta Wyborcza”, 9.06.2011.

Tekst powstał w ramach projektu “Miasto oddolne” współfinansowanego przez m.st. Warszawa.

miasto

Projekt współfinansuje Miasto Stołeczne Warszawa

Zdjęcia autora

Anna Maria Szutowicz - etnografka, feministka, mama i macoszka. Redaktorka naczelna pisma “(op.cit.,)”. Prowadzi grupę laboratoryjną “Płeć, seksualność, polityka” w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego. Jako Senior Research Manager w Grupie IQS bada życie konsumpcyjne naszych.

Twój komentarz