Op. cit.,

Tagi: antropologia podróży | literatura

Niepotrzebne i niebezpieczne

4 kwietnia 2011

Ignacy Strączek

Jean Rolin pisze o psach, które nie poddają się człowiekowi. O zwierzętach, które w pewien sposób cofają proces udomowienia. Są dzikie, ale nie opuszczają przestrzeni kultury. Są niebezpieczne, ale nadal wzbudzają litość.

W reportażu I ktoś rzucił za nim zdechłego psa zostały przedstawione psy feralne. Wydaje się, że istotą opisywanego zjawiska jest amorficzna natura tych zwierząt, swoiście pojmowana liminalność psów, które – odchodząc od człowieka – nie wracają do natury.

Jedną z cech psów feralnych jest ich bliski związek ze śmiercią, z rozkładem. Rozszarpują trupy, opanowują wysypiska – są częścią szeroko rozumianych peryferii. Rolin zwraca uwagę na figurę „retorycznego bezdomnego psa”, który „jest prawie zawsze zajęty pożeraniem trupów”. Takie przedstawienia znajdujemy w Iliadzie i innych tekstach antycznych. Połączenie obrazów bezdomnego psa i rozkładającego się ciała nie straciło swojej mocy we współczesnym świecie.

Figura bezdomnego psa stanowi zaprzeczenie tradycyjnie pojmowanego związku pomiędzy człowiekiem a udomowionym przez niego zwierzęciem. Zdziczałe zwierzę, odsyłając do wzorów harmonii, jednocześnie dokonuje na niej gwałtu. A sam gwałt odbywa się w przestrzeni, w której ta harmonia została ufundowana – w przestrzeni kultury. Zamiast psa przewodnika czy psa pasterskiego pojawia się pies kąsający, wataha rozszarpująca śmieci. Brudne bezdomne zwierzę wprowadza chaos do struktury miasta.

Cytowany przez Rolina fotografik John Kiyaya precyzyjnie odtwarza ten obraz. Kiyaya pisze: „Te psy nie są niczyją własnością. Żyją na własny rachunek. Jest ich wiele w miastach, gdzie większą część dnia spędzają w zaroślach. Wieczorami, po dwudziestej, wychodzą szukać jedzenia […] Najłatwiej zobaczyć je przy wysypiskach wokół hoteli albo targów”.

Innym obrazem przywoływanym przez Rolina jest pełna bezdomnych psów Moskwa: „Poniżej nasypu widać skupisko pojemników na śmieci, żebraków i w mniejszej liczbie – psów, należących do nich lub nie, ale raczej nie. Te psy nie należą też do Cyganów, osiadłych licznie, choć raczej nie na stałe w czymś w rodzaju przejściowego obozowiska u podnóża południowej ściany Dworca Kazańskiego”.

Bezdomne psy stanowią realne zagrożenie dla ludzi, a jednocześnie cały czas różnego rodzaju organizacje próbują je chronić. Przemierzające ulice miast watahy są zagrożeniem nie tylko dla jednostek – postrzegane są także jako cios wymierzony w strukturę budowaną przez człowieka. Uderzają w kulturę, której w powszechnym odbiorze stają się zaprzeczeniem. Rolin przypomina, że przed Igrzyskami Olimpijskimi w Atenach w 2004 roku bezpańskie psy były po prostu likwidowane. Autor pisze też o pogryzieniu, które miało miejsce w Bukareszcie. Prezes towarzystwa przyjaźni japońsko-rumuńskiej w biały dzień został zaatakowany przez bezdomnego psa. Umarł z powodu wykrwawienia. Tego samego dnia wszystkie psy znajdujące się przed pałacem rządowym zostały schwytane i zabite.

John Kiyaya mówi wprost: „Te psy są szkodliwe dla ludzi, niepotrzebne i niebezpieczne […]. Mogą gryźć ludzi, bo ich nie lubią. Mogą ich zarażać wścieklizną. Są w większości silne i groźne, a ich liczba ciągle rośnie”.

Pies staje się tu dziką, niepohamowaną siłą, która się rozmnaża i atakuje. Zrozumienie dla tej figury znajdują tylko członkowie organizacji ekologicznych. Rolin wspomina o młodej mediolance, która przeprowadziła się do Rumunii w 2002 roku, żeby założyć ośrodek sterylizacji. Sara Turetta alarmuje, że widziała „niepoddane eutanazji psy płonące w piecach krematoryjnych”. Turetta chce napiętnować „świat i jego holocausty zwierząt”. Rolin pisze też o działaniach PETA na Bliskim Wschodzie – członkowie tej organizacji zwracali się z apelem do ludności cywilnej i służb mundurowych, żeby „uwalniali zagrożone zwierzęta, jeśli są przywiązane, dawali im wodę i w miarę możliwości zabierali ze sobą”. W skrajnych przypadkach PETA radzi „strzelać w łeb z bliskiej odległości”.

Rolin opisuje także walkę australijskich farmerów z psem dingo. Dingo nie jest naturalnym elementem ekosystemu, w którym funkcjonuje. Do Australii przybył około czterystu lat temu z żeglarzami z Azji Południowo-Wschodniej. Fakt ten łączy go niewątpliwie z psami feralnymi. Dingo pokonał drogę od kultury do natury. Znajdował się w kontakcie z człowiekiem i ten kontakt utracił. Teraz na przeważającej części terytorium Australii jest gatunkiem chronionym tylko w niektórych parkach narodowych. Poza tym obserwuje się krzyżówki dingo z psami feralnymi i domowymi. W ten sposób dziki pies ponownie zbliża się do kultury.

Rolin zauważa, że „w Australii każdy kto ma do czynienia z hodowlą owiec, nienawidzi greenies, w sposób graniczący czasem z obsesją”. W Nowej Południowej Walii hodowla mieszańców dingo jest zabroniona. Reporter opisuje jednego z zaciekłych wrogów dingo, którego suka urodziła zakazane szczenięta. Lenny nie decyduje się ich jednak zabić – wywozi je do tej części stanu, gdzie wspomniany wyżej zakaz nie obowiązuje. W Australii funkcjonuje Biuro do spraw Likwidacji Dzikich Psów. W tym kraju istnieje jedna z najdłuższych konstrukcji wzniesionych przez człowieka – liczący 5400 kilometrów płot chroniący przed dzikimi psami. Lenny zajmuje się nadzorowaniem ogrodzenia w sektorze Whitecatch Gate.

Część komentatorów pokazuje w jaki sposób psy feralne opisują rzeczywistość społeczną. W tej perspektywie pies obrazuje kondycje wspólnoty ludzkiej, włącza się w obszar jej polityczności – w końcu staje się narzędziem opisu.

W moim przekonaniu istotą problemu feralnych psów są puste przestrzenie. Psy opisywane przez Rolina wykorzystują kulturę – pojawiają się na dworcach, wysypiskach śmieci, atakują zwierzęta hodowlane. Opisywany tutaj konflikt jest zderzeniem perspektywy farmera i aktywistów Zielonych, konfliktem zaatakowanego przez sforę bezdomnych psów przechodnia i organizacji walczących o prawa zwierząt . To klasyczny przykład zderzenia Hamleta z Fortynbrasem. Problem ten jest jednak znacznie ciekawszy niż przeciwstawienie pragmatycznych rozstrzygnięć administracji i hamletyzujących bohaterów. To sygnalizujący upośledzenie wspólnoty pies czyha na jej kulturę.

Jean Rolin, I ktoś rzucił za nim zdechłego psa, przeł. Wiktor Dłuski, Wydawnictwo Czarne,Wołowiec 2011.

Zdjęcia autora

Ignacy Strączek - REPORTER, ANTROPOLOG, ABSOLWENT INSTYTUTU KULTURY POLSKIEJ UW. AUTOR PRACYSEMANTYKA PRZESTRZENI MIEJSKIEJ KSZTAŁTOWANEJ PRZEZ HANDEL ULICZNY”. UR. 1985 R.

Twój komentarz