Op. cit.,

Tagi: antropologia podróży | historia | miasto | pamięć | Warszawa

Miasto oczyma tubylczego przewodnika

4 marca 2010

Ewa Klekot

Rozpięty pomiędzy swoim doświadczeniem a oficjalnym sposobem prezentowania historii oraz między poszukiwaniem autentyczności a pokazywaniem rekonstrukcji, tubylczy przewodnik rusza na miasto.

Tekst został opublikowany w 37. numerze czasopisma „Opcit”.

Poznawanie nowego, obcego miasta, do którego dotarcie kosztowało trochę czasu i pieniędzy, jest zadaniem, któremu większość mieszkańców późnej nowoczesności stara się nadać mniej lub bardziej ustrukturowaną postać. Dzisiaj, kiedy wszyscy jesteśmy lokatorami jednej planety, a zarazem tubylcami jednego z wielu istniejących na niej światów, potencjalnie każdy może stać się przewodnikiem jakiegoś przybysza; każdy też może wyruszyć w odległe miejsca i szukać przewodników. Dość powszechnym doświadczeniem mieszkańca dużego miasta jest spełnianie funkcji przewodnika: w stosunku do kuzyna z prowincji, babci, cioci czy kolegi poznanego w sieci. Elementem stosunkowo wczesnej edukacji mieszkańców europejskich miast jest tzw. wymiana szkolna, która zmusza do postawienia sobie pytania: co można tutaj pokazać i co opowiedzieć? Oczywiście miejsca związane z własną biografią wydają się najbardziej oczywiste; biografia ta okazuje się jednak wpisana w jakiś konkretny krajobraz kulturowy, którego oczywistość obcy kwestionuje przez sam fakt, że jest skądinąd.

Odbudowa zabytków tworzenie przeszłości

Tak więc tubylec później nowoczesności dysponuje przeważnie własną wersją opowieści o miejscu zamieszkania. Nowoczesna instytucjonalizacja zwiedzania obcych miejsc w postaci turystyki stworzyła grupę zawodową tubylczych przewodników: „przewodników na rynku turystyki przyjazdowej”. Tubylec pragnący ten zawód uprawiać poddawany jest specjalistycznemu szkoleniu (obejmującemu kurs tzw. wiedzy o mieście), podczas którego konfrontuje on swoją zhabitualizowaną wizję własnego miejsca zamieszkania z wizją odpowiadającą wymogom nowoczesnego systemu nauki i oświaty. Wizja, za którą stoi autentyczność fizycznego, cielesnego doświadczenia przestrzeni miasta, musi w najlepszym wypadku wpisać się w tę obowiązującą na kursie przewodnickim, a w najgorszym po prostu jej ustąpić – przynajmniej na czas egzaminu. Po uzyskaniu aprobaty instytucjonalnej w postaci identyfikatora ze zdjęciem tubylec, który zyskał uprawnienia przewodnika, może zacząć budować własną praktykę pokazywania miasta i tworzyć je na użytek turystów. Jednym z głównych punktów programu zwiedzania Warszawy jest spacer po Starym Mieście, połączony czasem z wizytą w Zamku Królewskim. Kompleks warszawskiego Starego Miasta na skutek zniszczeń w czasie II wojny światowej wymagał znacznie większej ingerencji konserwatorskiej niż większość historycznych centrów miast europejskich. Ingerencja ta miała poza tym spektakularny charakter jednorazowej odbudowy dokonanej w krótkim czasie dziesięciu lat (z wyjątkiem Zamku Królewskiego) oraz wydarzyła się za pamięci znacznej ciągle części mieszkańców miasta. Co więcej, społeczna pamięć o tym wydarzeniu była programowo konstruowana jako element politycznej legitymizacji władzy.

Z perspektywy teorii konserwacji działania na warszawskiej Starówce oraz Zamku Królewskim były kontynuacją myślenia Viollet-le-Duca, któremu już na początku XX w. sprzeciwiał się Alois Riegl. Polska miała jednak silnie zakorzenione tradycje „leducowskiego” myślenia w postaci restauracji zamku na Wawelu przed II wojną, a sytuacja po 1945 r. jeszcze mniej wydawała się sprzyjać myśleniu w kategoriach ingerencji konserwatorskiej ograniczonej do koniecznego minimum, choć za takim rozwiązaniem opowiedziano się na przykład w wypadku katedry w Coventry czy berlińskiego kościoła Cesarza Wilhelma, także zniszczonych podczas II wojny.

Przyjęcie takiej, a nie innej doktryny konserwatorskiej w odniesieniu do warszawskiego Starego Miasta oraz Zamku Królewskiego stawia przewodników przed niełatwym zadaniem. Odbudowa miała bardzo silną legitymizację polityczną jako symboliczne działanie tworzącego własną przeszłość narodu (taka sama motywacja przyświecała zresztą przedwojennym działaniom na Wawelu), jednak po II wojnie światowej nowa sytuacja geopolityczna Polski siłą rzeczy rozłożyła nieco inaczej akcenty propagandowe odbudowy. Zmieniła się koncepcja narodowej przeszłości, która musiała przecież legitymizować państwo o innym ustroju społecznym i leżące w znacznie zmienionych granicach. Mechanizm pozostawał jednak podobny: odbudowując zabytki, naród polski budował na nowo swoją przeszłość.

Wszystko tak jak było

Z perspektywy turysty atrakcyjność wycieczki mierzy się w dużej mierze w kategoriach autentyczności. Tom Selwyn, pisząc o doświadczeniu turystycznym i jego postulacie autentyczności, zwrócił uwagę, że choć tym, czego turysta oczekuje i za co gotów jest zapłacić, jest właśnie autentyczność, to wartościowanie doświadczenia opiera się na jej dwóch różnych porządkach. Selwyn nazywa je „autentycznością zimną” i „gorącą”; każda z nich odwołuje się do innej strategii legitymizacyjnej. Autentyczność „gorąca” to poszukiwanie autentycznego kontaktu z tym, co jest przedmiotem doświadczenia; autentyczność „zimna” to poszukiwanie kontaktu z autentycznym przedmiotem. W pierwszym wypadku zatem kryterium jest autentyczność przeżycia (na przykład poczucie emocjonalnego zaangażowania); w drugim – kontakt z przedmiotem (człowiekiem, wydarzeniem), którego autentyczność potwierdzona została przez autorytety.

Zadaniem przewodnika jest autentyzacja doświadczenia turysty. Może starać się to osiągnąć przez „gorącą” autentyczność doświadczenia, jakim jest kontakt z przeszłością, którego turysta w trakcie zwiedzania doświadcza, albo przez „zimną” autentyczność materii zwiedzanych obiektów. W narracjach dobrych przewodników obie strategie uzupełniają się i dawkowane są w zależności od specyfiki oprowadzanej grupy.

Autentyczność „zimna”, czyli autentyczność substancji, jest w wypadku warszawskiej Starówki wartością łatwą do zakwestionowania z powodu rozmiarów ingerencji konserwatorskiej po II wojnie światowej. Jak radzą sobie z tym problemem przewodnicy? Istnieje kilka strategii, najczęściej stosowanych równocześnie. Po pierwsze, wskazuje się na autentyczność elementów składowych, takich jak detal architektoniczny; podkreśla, że „Stare Miasto odbudowano z tych samych cegieł”, a w ścianę odbudowanego zamku wmontowano zachowany fragment muru z „oknem Żeromskiego”; opowiada o przechowaniu w domach prywatnych i piwnicach Muzeum Narodowego fragmentów sztukaterii, marmurów, dekoracji kominków z zamku i ze Starego Miasta; oczywiście wszystko po to, by oryginalne – autentyczne – elementy powróciły na „swoje miejsce” w odbudowanych zabytkach. Po drugie, podkreśla się autentyczność technik wykonania; często powtarza się sformułowanie, że wszystko odbudowano „tak, jak było”; stosunkowo rzadko przewodnicy wspominają o przyświecającej odbudowie doktrynie konserwatorskiej, która sprawiła na przykład, że fasada katedry św. Jana została poddana regotycyzacji, a w miejscu stojących przed wojną kamienic odbudowano Barbakan, zamek zaś – zgodnie z najlepszą szkołą Viollet-le-Duca – zaopatrzono w narożne wieżyczki, które istotnie uległy zniszczeniu w czasie wojny, ale Północnej. Po trzecie, potwierdza się autentyczność odbudowy jako wydarzenia historycznego: ten wątek przewodnicy oprowadzający po Starym Mieście poruszają najrzadziej, często dopiero po pytaniach ze strony zwiedzających; przy oprowadzaniu po zamku jest inaczej, ponieważ na parterze wiszą wielkie fotogramy ukazujące stan obiektu w 1939 r. i w czasie wojny, a także późniejsze lotnicze zdjęcia ruin.

Na podstawie tego rodzaju informacji turysta otrzymuje materiał do stworzenia sobie dwóch obrazów: Stara Warszawa i Zamek Królewski w „dawnych czasach” oraz Stara Warszawa i Zamek Królewski w czasach II wojny światowej i później. Pierwszy obraz to głównie splendor rezydencji królewskiej i wydarzenia z epoki stanisławowskiej oraz legenda o Syrence, rola Wisły w gospodarce szesnasto- i siedemnastowiecznego miasta. W tym obrazie Starówka i zamek są częścią wielowiekowej przeszłości miasta i Polski, stają się częścią „dawnych czasów” i świadectwem dawnej polskiej potęgi i świetności. Obraz drugi to wydarzenia wojny i warszawskiej martyrologii. Jej materialnym „zaczepieniem” są symbole Polski Walczącej na murach kamienic, gąsienica od „Goliata” w południowej ścianie katedry oraz zdjęcia zniszczeń, na Zapiecku i przed zamkiem. Tym sposobem usprawiedliwiona zostaje konieczność odbudowy, ale też użyta główna strategia autentyzacyjna. Stara Warszawa jest autentycznie odbudowana i dlatego znalazła się na liście UNESCO (tablica na Zapiecku).

Randka z królem

* Według historii mówionej brzmią one tak: po zdobyciu Warszawy na Zamku
Królewskim odbyła się uroczysta feta dla zdobywców, a sam gubernator
Frank miał odrywać z tkaniny białe orły i wręczać na pamiątkę
żołnierzom, którzy wyróżnili się w walce. Kiedy zatem w końcu zaczęto
odbudowę zamku, rozpoczęły się poszukiwania, gdyż aby zrekonstruować
haft, potrzebny był przynajmniej jeden orzeł na wzór. I oto znalazł się
on dzięki Andrew Nagorskiemu, korespondentowi „Newsweeka”, który
zlokalizował go w Stanach Zjednoczonych, jako własność starszej pary
polskich emigrantów. Opowiedziana przez nich historia brzmiała
następująco: poznali się w obozie koncentracyjnym, który został
wyzwolony przez Amerykanów. Na wieść o sytuacji w Polsce zdecydowali
się na emigrację, przedtem jednak zawarli ślub. Jako świeżo zaślubieni
małżonkowie przechadzali się po ulicy, kiedy napotkali niemieckiego
żołnierza, który usiłował sprzedać jakieś drobiazgi. Wśród nich był
polski orzeł haftowany srebrną nicią. Z tyłu na aplikacji ktoś napisał
piórem: Warschauer Schloss, oktober 1939. Kupili go, żeby zabrać ze
sobą za ocean jako wspomnienie ojczyzny. Po odkryciu Nagorskiego
przekazali orła jako dar na Zamek Warszawski.

Autentyczność „gorąca” zawsze jest związana z opowieściami o „ludziach z przeszłości” – poczucie autentycznego kontaktu z przeszłością turysta zyskuje dzięki kontaktowi z „ludźmi z tamtej epoki”. Jeżeli są to wielkie postaci historyczne, typu król, muszą mieć ludzką twarz – romanse, potrzeby fizjologiczne (jedno z najczęściej zadawanych w sypialni króla pytań to „a gdzie była ubikacja?”), nawyki i przyzwyczajenia Stanisława Augusta, a także poruszające historie poświęcenia ratujących zabytki pracowników zamkowego muzeum w 1939 r. oraz dzieje haftowanego orła z tkaniny za tronem*. Na Starówce słyszymy zaś opowieści o książętach mazowieckich otrutych przez Bonę, Baryczkach i Fukierach oraz walczących w powstaniu dzieciach, a także o Marii Skłodowskiej-Curie na Freta.

Praktyka przewodnika obejmuje też wiedzę o tym, gdzie są publiczne toalety i ile zajmuje pokonanie dystansu między konkretnymi punktami trasy; gdzie można zaparkować autokar, schronić się przed deszczem i w którym sklepie z pamiątkami dostaje się „dolę” za przyprowadzenie klientów. To kulisy turystycznej sceny. Ich znajomość odróżnia przewodnika od innych tubylców, którzy także czasami oprowadzają przybyszów. Antropolodzy zawsze doceniali rolę tubylczych przewodników, a niektórzy czynili ich bohaterami swoich etnografii. Przewodnik to przecież pośrednik między dwoma światami, ulubiony przez strukturalistów trickster… A może wręcz figura samego antropologa, którego postać w rzeczywistości późnonowoczesnej kultury masowej uległa rozbiciu na konsumującego turystę i konsumowanego przewodnika turysty?

Opcity: Jerzy Kochanowski i in., Zbudować Warszawę piękną… O nowy krajobraz stolicy (1944-1956); Tom Selwyn, The Tourist Image: Myths and Mythmaking in Tourism; Marcin Zaremba, Komunizm, legitymizacja, nacjonalizm. nacjonalistyczna legitymizacja władzy w komunistycznej Polsce.

Ewa Klekot - ADIUNKT W IEIAK, PRÓBUJE UPRAWIAĆ ANTROPOLOGIĘ SZTUKI.

Twój komentarz