Tagi: gender
Macierzyństwo a eksperci
13 grudnia 2010
Matczyna miłość i intuicja – te dwa elementy, traktowane jako naturalnie dostępne kobiecie i stanowiące jej integralną część, zwykło się w potocznej świadomości uważać za oczywistą podstawę macierzyństwa. Tymczasem rynek pełen jest, skierowanych do spodziewających się dziecka i świeżo upieczonych mam, czasopism, książek i programów telewizyjnych, w których lekarze, pedagodzy, psychologowie i inni specjaliści radzą, pouczają, nakazują i zabraniają, a każdą tezę popierają argumentem naukowym. Czy zatem dziś „instynkt” nie wystarcza? I co na to same matki?
Te, z którymi rozmawiałam, to idealny cel dla ekspertów od spraw okołomacierzyńskich. Wykształcone, dobrze sytuowane mieszkanki Warszawy, decydujące się na dziecko około trzydziestki, rozumieją naukową terminologię, a specjalistów darzą dużym zaufaniem. Świadome zagrożeń związanych z późną ciążą oraz niebezpieczeństw wynikających ze źle podjętych decyzji na temat dziecka, chłoną wiedzę jak gąbka, by zminimalizować ryzyko i kontrolować sytuację. Stają się domowymi ekspertkami od wszystkiego.
Wszechobecni eksperci
Rozmówczynie wymieniają trzy główne źródła, z których czerpią wiedzę na temat ciąży, porodu i wychowania dziecka: poradniki, szkoły rodzenia oraz lekarzy specjalistów. Co ciekawe, lista lektur prawie zawsze jest taka sama. W domowej bibliotece nie może zabraknąć amerykańskich pozycji W oczekiwaniu na dziecko oraz Pierwszy rok życia dziecka Arlene Eisenberg, Heidi E. Murkoff i Sandee E. Hathaway, a także Języka niemowląt Tracy Hogg i Melindy Blau. Większości kobiet nie przeszkadza, że powstały one w innym niż nasz kontekście kulturowym. Literatura polska, mimo że opisuje rodzime realia, nie cieszy się zainteresowaniem. Co innego prasa. „M jak mama”, „Dziecko”, „Mama”, „Mamo, to ja”, „Mam Dziecko”, „Twoje Dziecko” czy „Dziewięć Miesięcy” to tylko niektóre z wymienianych tytułów, dostępnych na naszym rynku, bardzo w tym zakresie bogatym, choć mało urozmaiconym (czego dowodem choćby niemal identycznie brzmiące tytuły). Popularne są też internetowe forum „Gazety Wyborczej” i strona e-dziecko, prowadzone przez specjalistów, lekarzy pediatrów i położne.
Poradniki koncentrują się przede wszystkim na płodzie czy dziecku i tak samo robią przyszłe mamy. Prowadząc badania, rzadko słyszałam wypowiedzi typu „Ja czytałam o ciąży, znaczy na bieżąco to, co się dzieje we mnie”. Na ogół „czytać o ciąży” oznaczało o rozwijającym się płodzie: „jak to dziecko rośnie, co ma w którym miesiącu, że tu paznokcie, a teraz już słyszy”. Także książki o macierzyństwie stanowią de facto instrukcje opieki nad dzieckiem: „co zrobić, żeby spało albo jak powinien wyglądać dzień, w co ubierać, jak karmić itd.”. Poddanie się temu dyskursowi i przyjęcie perspektywy via dziecko może okazać się w rezultacie bardzo trudne. „Miałam takie poczucie, że zupełnie straciłam swoją osobowość, że nie ma już mnie w kontekście jako ja, tylko jestem ja jako matka” – przyznała ze smutkiem jedna z kobiet.
Drugim źródłem wiedzy, na jakie powołują się mamy, są szkoły rodzenia. Oprócz przekazywania czysto technicznych informacji, oswajają kobiety z doświadczeniem porodu i macierzyństwa, dając im poczucie większego spokoju i przekonując, że ze wszystkim sobie poradzą. Przy okazji „przemycają” konkretną wizję tych doświadczeń. „U nas jakoś tak jest zrobione, że tylko się liczy naturalne, naturalny poród, a cesarskie cięcie to już jakiś ewenement, w momencie, no nie wiem, zagrożenia życia dziecka” – narzekała jedna z rozmówczyń, która wiedzę na temat porodu przez cesarskie cięcie musiała zdobyć sama. Inna wspominała, że radzono kobietom, by w pierwszym miesiącu po porodzie angażowały matki i teściowe do robienia zakupów, gotowania czy sprzątania. O zaangażowaniu partnerów, obecnych na ogół na zajęciach, nikt nie pomyślał.
Najwyżej w hierarchii ekspertów plasują się lekarze specjaliści. Kobiety są z nimi w stałym kontakcie, dzwonią lub chodzą do nich w razie jakichkolwiek wątpliwości. Na ogół tylko opinia lekarza może je przekonać, że wszystko faktycznie jest w porządku. Czasami dochodzi wręcz do skrajności. Jedna z rozmówczyń pełna niepokoju wezwała lekarza, ponieważ jej dziecko zachowywało się „niezgodnie z poradnikiem”. Pediatra uspokoił ją, mówiąc, że z córką jest wszystko w porządku, tyle że po prostu „nie czytała tej książki”. Na ogół wiedza medyczna, ekspercka pomaga kobietom, daje im poczucie bezpieczeństwa oraz rozumienia i kontrolowania nowych sytuacji, z jakimi się stykają. Mechanizm ten działa też w drugą stronę – brak wiedzy powoduje poczucie zagrożenia, lęk, że robi się krzywdę dziecku (nigdy samej sobie!) i przekonanie, że powinno się tę wiedzę zdobyć, że trzeba się dokształcić, by być dobrą, odpowiedzialną, świadomą matką.
Medykalizacja i odpodmiotowienie
Bazowanie na wiedzy eksperckiej wpływa na język, jakiego kobiety używają do opisu swoich doświadczeń. Często jest on bardzo „poradnikowy” czy wręcz zmedykalizowany, z czego przeważnie respondentki nie zdają sobie sprawy. Kobiety potrafią wszystko wytłumaczyć, podając argumenty medyczne. W ciąży nie wolno palić, bo naraża się dziecko na „wady rozwojowe, układu nerwowego, małą wagę urodzeniową”. W szóstym, siódmym miesiącu należy podać nowe pokarmy: „wcześniejsze podanie jest szkodliwe ze względu na wywoływanie alergii pokarmowych, a późniejsze ze względu na to, że dziecko nie akceptuje nowych smaków w ogóle i chce tylko na piersi jechać, co po pierwszym roku życia jest niestety niepełnowartościowe pod względem odżywczym.” Jednak karmić piersią powinno się nadal, gdyż „mleko matki przez cały czas, nawet kiedy już straci wartości odżywcze typu białko i witaminy, ma przeciwciała, które działają i na alergeny, i na wirusy, i na bakterie”.
Medyczno-poradnikowy język, sposób patrzenia na dziecko i na samą siebie z takiej właśnie eksperckiej perspektywy dominują u rozmówczyń, powodując odsunięcie na dalszy plan kwestii psychologicznych oraz wypieranie słownictwa związanego ze sferą emocjonalną. Szczególnie widoczne jest to, gdy kobiety opisują doświadczenie porodu: „wszystkie receptory bólowe były znieczulone”, „znieczulenie można podawać dopiero przy konkretnym rozwarciu, bo inaczej spowalnia się skurcze porodowe i to grozi dziecku wtedy”. Mówienie o sobie w trzeciej osobie można interpretować jako próbę odcięcia się od bolesnego, trudnego doświadczenia, ale też jako przejęcie przez kobiety terminologii medycznej, skutkujące tym, że, nieświadomie, same siebie pozbawiają roli podmiotu w sytuacji, której de facto są głównymi bohaterkami. Bogusława Budrowska nazywa poród „doświadczeniem skryptowym”, z ustaloną kolejnością zdarzeń i znajdującym się poza kontrolą kobiety, w którym podmiotami są lekarz, ojciec i dziecko.
Nie będę jadła bazi!
Skoro, jak twierdzi Anthony Giddens, w kulturze późnej nowoczesności, w której żyjemy, rolę autorytetów przejmują systemy eksperckie i abstrakcyjne, to czyim kosztem się to dzieje? Znamienne, że część rozmówczyń w ogóle nie wspomina o swoich matkach czy ojcach, a część, kiedy o nich mówi, to w kontekście dawno nieaktualnych przekonań, które można włożyć między bajki. „Teściowa kazała mi jeść bazie na Wielkanoc, bo mówiła, że to wtedy zdrowie przynosi”. Brak tu przekazu międzypokoleniowego. Oczywiście, świat się zmienia: wiedza, technologie, możliwości są inne niż kiedyś. Niemniej wydaje się, że w Polsce ta przepaść pogłębiona jest dodatkowo za sprawą transformacji systemowej i dyskursu z nią związanego, który, jak pokazuje Michał Buchowski, podzielił społeczeństwo na zapatrzonych w „Zachód” wygranych i niepotrafiących się odnaleźć w nowej sytuacji przegranych. Dla rozmówczyń ich matki ze swoimi doświadczeniami należą do innej rzeczywistości, odciętej od świata, zacofanej i dawno już nieistniejącej. „Mało po prostu byłam w stanie się dowiedzieć. Bo miałam wrażenie, że wiem więcej. Przynajmniej tak teoretycznie, bo praktycznie no to nic jeszcze, ale wydawało mi się, że teoretycznie wiem więcej”.
Odmienność przekonań między młodymi matkami a starszym pokoleniem może dotyczyć spraw technicznych typu „czy lepsze są pieluszki tetrowe czy pampersy” albo różnych rozwiązań wychowawczych, wiążących się z popularną w danym czasie w Polsce wiedzą, np. jak długo należy karmić dziecko piersią i czy należy je dopajać. O ile zrozumiałe jest, że młode kobiety mają bardziej aktualną wiedzę na tego typu konkretne tematy, o tyle zastanawia brak przekazu pokoleniowego dotyczącego sfery emocjonalnej. Matki nie opowiadają swoim dorosłym córkom czym dla nich była ciąża, urodzenie dziecka, macierzyństwo, jakie odczucia, przemyślenia i trudności się z nimi wiązały. Ten cenny, bo osobisty bagaż intymnych doświadczeń młodym matkom zdaje się zupełnie niepotrzebny. Być może dyskurs ekspercki jest na tyle przekonujący, że wydaje się, iż przekazuje całość wiedzy o macierzyństwie i że prywatne autorytety „emocjonalne” są dziś bezużyteczne.
Mamy siłę
A zatem macierzyństwo staje się domeną ekspertów, co skutkuje medykalizacją języka, odpodmiotowieniem poddawanej ciągłej kontroli kobiety i przerwaniem przekazu pokoleniowego. Ale czy na tym koniec? Na szczęście nie. Giddensowska kategoria podmiotu refleksyjnego, czyli takiego, który w ramach kultury, w jakiej funkcjonuje, korzysta z systemów eksperckich bądź odrzuca je na rzecz abstrakcyjnych, znajduje realne odzwierciedlenie w zachowaniach rozmówczyń. Owszem, kobiety uznają wiedzę medyczno-poradnikową za wiarygodną i korzystają z niej, ale nie w sposób automatyczny, bezmyślny. Gdy natkną się na nakaz bądź zakaz, który im nie odpowiada, studiują go dokładniej, zdobywają większą wiedzę. Pomocnym narzędziem jest Internet, z którego młode matki „namiętnie”, jak same przyznają, korzystają w razie jakichkolwiek pytań czy wątpliwości. Popularnością cieszą się fora, na których kobiety mogą porozmawiać ze sobą, wesprzeć się czy udzielić praktycznych wskazówek. Rodząca potrafi sprzeciwić się personelowi szpitala, który chce podać jej oksytocynę, by przyspieszyć poród, a kobieta w ciąży zrezygnować z codwutygodniowych wizyt lekarskich, jeżeli ciąża przebiega prawidłowo. Wiedza umożliwia więc kobiecie przejęcie kontroli nad swoim ciałem w sytuacji ciąży i porodu, a także budowanie własnej wizji macierzyństwa czy rodziny. Można tu więc mówić o sprawczości. Jeżeli przyjmiemy, za Michelem Foucault, że wiedza, jako narzędzie kontroli we współczesnych społeczeństwach, jest tożsama z władzą, to trzeba zauważyć, że kobiety umieją się tym narzędziem posługiwać i korzystają z niego. Potrafią pokonać wroga jego własną bronią. Kobiety górą!
Opcity: Michał Buchowski, Widmo orientalizmu w Europie. Od egzotycznego Innego do napiętnowanego swojego, „Recykling idei”, nr 10; Bogusława Budrowska, Macierzyństwo jako punkt zwrotny w życiu kobiety; Michel Foucault, Prawo śmierci i władza nad życiem, [w:] Historia seksualności; Anthony Giddens, Los, ryzyko, bezpieczeństwo, [w:] Nowoczesność i tożsamość. „Ja” i społeczeństwo w epoce późnej nowoczesności.
Zofia Klajs - studentka V roku grafiki na warszawskiej ASP, w IEIAK obroniła licencjat o podmiotowości matek z warszawskiej klasy średniej, ur. 1984.
toto_lolo napisał/a:
1 rok, 5 miesięcy temu (14 grudnia 2010, 20:28)
pani zosia to mogłaby mi dzieci rodzić :)