Tagi: antropologia obrazu | antropologia podróży
Krótka refleksja o pamiątkach z podróży
19 grudnia 2011
Gdy w podróży robimy fotografie, tworzymy i utrwalamy określony wizerunek odwiedzanego miejsca. Większość z nas dokumentuje swoje wyjazdy, jest to w końcu wpisane w „habitusy” turysty i podróżnika. Przeglądając zdjęcia z wycieczki do Portugalii, na której byłam kilka miesięcy wcześniej, zastanawiałam się, czemu tworzą właśnie taką a nie inną narrację? W jaki sposób konstruowane jest spojrzenie turysty? Czy, zgodnie z semantycznymi interpretacjami turystyki, jest ono mechanicznym powielaniem podsuwanych nam symulakrów? Jeżeli tak, skąd taka różnorodność podróżniczych przedstawień?
Dyskretny urok fotografii
Jak pisze Susan Sontag, „w każdym zdjęciu [dostrzegamy] bardziej niewinny a przeto bliższy stosunek do rzeczywistości niż w innych przypadkach jej naśladowania”. Powstała w XIX wieku fotografia obiecuje wierne odtwarzanie tego, co widzimy. Zgodnie z towarzyszącą jej narodzinom pozytywistyczną epistemologią ukrywa fakt, że ukazywana przez nią prawda jest społecznie i kulturowo konstruowana. Za pomocą aparatu dokonujemy swoistej kolonizacji semiotycznej świata. Robiąc fotografie obiektom, które nauczyliśmy się uważać za istotne, zastępujemy nimi niespójną i nieciągłą rzeczywistość, jak w przytoczonym przez Baudrillarda opowiadaniu Borgesa o mapie Imperium Rzymskiego, która zastąpiła to, co miała przedstawiać.
Skoro robienie zdjęć jest konstruowaniem rzeczywistości, daje ono fotografowi władzę nad osobą, którą fotografuje. Nawet te fotografie, które pozornie są jedynie rejestracją prawdziwych wydarzeń, pokazują ludzi w sposób, w jaki chciała ich przedstawić osoba stojąca za obiektywem aparatu.
Na backpackerskich i turystycznych portalach można znaleźć dokładne instrukcje dotyczące tego, co i jak fotografować (np. http://www.koniecswiata.net/poradnik/fotografia-w-podrozy/). Dominuje przeświadczenie, że budynki, widoki i geograficzne przestrzenie i tak są profesjonalnie reprodukowane na pocztówkach, magnesach i innych gadżetach, które można kupić w każdym sklepie z pamiątkami. My – turyści, fotografowie-amatorzy, powinniśmy zająć się dokumentacją codziennego życia, które ucieleśnione jest w miejscowych ludziach. Oczywiście, owa „codzienność” ma różnić się od tej, której doświadczamy w domu.

fot. Michał Wiankowski
W pogoni za różnicą
Z wytwarzaniem takiej różnicy wiąże się, zgodnie z terminologią MacCannella, muzealizacja rzeczywistości, do której dociera turysta. Nie chodzi tylko o zinstytucjonalizowane wynajdywanie historii, ale również o sposób patrzenia turysty na otaczającą go rzeczywistość.
Według MacCannella, przedstawiciele współczesnej „klasy próżniaczej”, zmęczeni złożonym i skomplikowanym doświadczaniem ponowoczesności, tworzą wysepki historii, które pozwalają im dotrzeć do „czegoś autentycznie innego”.
Dla mnie i moich towarzyszy podróży takimi „wysepkami” stali się w Portugali starsi ludzie. Człowiek starszy nierzadko staje się dla studentów etnologii „egzotycznym innym”, przedstawicielem lokalnej tradycji, a więc potencjalnym rozmówcą. Ze wstępu do pracy Joanny Kalinowskiej o ludziach starych można wyczytać, że w dawnej polskiej etnografii przedstawiano ich głównie jako autorytety w kwestiach obrzędowych lub członków tzw. tradycyjnej wspólnoty, nie przyznając im autonomii i sprawczości. Oczywiście, tendencja ta zanika wraz z rozwojem dyscypliny, nadal jednak starsi ludzie często są folkloryzowani.
Sfotografowane przez nas staruszki mają więc pokazywać historyczną, nieznaną Portugalię – tzn. taką, której nie doświadczymy w żaden inny sposób. Ubierają się w „typowo” portugalskie stroje, zamieszkują „typowo” portugalskie domy i zajmują się wytwarzaniem tradycyjnego rzemiosła.
Historyczność w myśleniu potocznym często wiąże się z wstecznością, a określona tak postawa jest zegzotyzowana, tzn. pozbawiona wytwarzającego ją kontekstu. Tak jak ciemnoskórzy bohaterowie zdjęć „National Geographic”, którzy znacznie rzadziej niż biali pokazywani są w kontakcie z technologią (samochód, aparat), tak i sfotografowani przez nas starsi ludzie mają być uosobieniem inności, której poszukujemy jako turyści. Jak pisał John Urry w Spojrzeniu Turysty, przedstawianie teraźniejszości jako historii maskuje istnienie nierówności i sprzecznych interesów członków danego społeczeństwa. To, że ludzie starsi uznawani są za egzemplifikację tradycjonalizmu, może mieć swoje źródło w strukturalnej nierówności, która uniemożliwia im życie podobne do tego wiedzionego przez nas – turystów. Zdjęcie jednak tego nie pokazuje, ponieważ jest medium całkowicie dekontekstualizującym.

fot. Michał Wiankowski
Logika turystycznej praktyki
Przeglądanie zdjęć z wyjazdu do Portugalii nie doprowadziło mnie bynajmniej do konkluzji, że ludzie starsi traktowani są przez większość turystów na równi z innymi zabytkami. Parafrazując słowa Bourdieu, chodziło mi jedynie o odtworzenie logiki turystycznej praktyki. Każdy z nas, wyjeżdżając, wchodzi w rolę turysty, jednak nasyca ją treściami, które wynikają z indywidualnych (choć kulturowo uwarunkowanych) życiowych trajektorii. Wybór obiektu fotografii turystycznej nie jest mechaniczny, ale społecznie i kulturowo konstruowany. My wybraliśmy widoczne na fotografiach starsze kobiety, które najlepiej odpowiadały naszym ukrytym wyobrażenia o tradycji, egzotyce i kulturowej różnicy. Oczywiście, świata w podróży doświadczamy nie tylko poprzez zmysł wzroku. Na miejscu smakujemy, wąchamy, prowadzimy rozmowy, są to jednak przeżycia na tyle ulotne, że nie można ich przekazać ludziom „tu”. Po powrocie z podróży to fotografia zaświadcza o tym, jak wygląda życie „tam”.
Opcity: Jean Baudrillard Symulakry i Symulacja; Pierre Bourdieu Zmysł Praktyczny; Joanna Kalinowska Ludzie starzy – tradycja i zmiana; C. A. Lutz, J. L. Collins Reading National Geographic; Dean MacCannel Turysta. Nowa teoria klasy próżniaczej; Susan Sontag O fotografii; John Urry Spojrzenie turysty.
Katarzyna Lipińska - Studentka Antropologii Kulturowej na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się teoriami kultury i współczesną obyczajowością. Ur. 1990r.