Op. cit.,

Tagi: notki

Kawiarnie, restauracje

25 stycznia 2012

Krzysztof Cibor

Warszawa, kawiarnie, restauracje. Teraz. Słyszałem jakiś czas temu historię o menadżerce pewnej popularnej kawiarni, jednej z tych, w których młodzi graficy w wielkich okularach, schowani za swoimi MacBookami, sączą podwójną latte i jedzą tiramisu. Otóż do owej kawiarni w słoneczną niedzielę weszło małżeństwo osiemdziesięciolatków. Menadżerka, rzuciwszy okiem na parę, mruknęła pod nosem: „Co to kurwa jest? Herbatka u cioci Jadzi?”.

Drugą historię opowiedziała mi właścicielka popularnego lokalu na warszawskiej Pradze. Otoczony rozsypującymi się kamienicami klub przyciągał od samego początku tłumy gości, głównie z drugiej strony Wisły, ale również nowych prażan – pracowników przemysłów kreatywnych, którzy osiedli w tej coraz modniejszej dzielnicy. Właścicielka wspominała, jak przyszła do niej grupka wyrośniętych dresiarzy z sąsiedztwa, którzy z potulnymi minami zapytali: „Proszę pani, co my mamy zrobić, żebyście nas wpuścili?”.

Miejskie lokale w swojej wyidealizowanej postaci są tyglami – miejscami, w których mieszają się obcy sobie, różni ludzie. Miejscami, w których nad kuflem piwa czy filiżanką kawy możemy spotkać Innego.

Jednak aby to spotkanie było możliwe, lokal musi odfiltrować tych Innych, których chcemy spotkać, od tych, którzy są dla nas zbyt Inni. Raz filtrem jest ostentacyjna w swojej represyjności selekcja, kiedy indziej wcale nie bardziej subtelne półsłówka czy wzgardliwe spojrzenie obsługi, jeszcze innym razem filtr okazuje się tak atrakcyjny, że sami odfiltrowani wracają, by pobrać instrukcje – co musimy zrobić, by nasza inność była dla was zrozumiała?

miasto

Projekt współfinansuje Miasto Stołeczne Warszawa

Zdjęcia autora

Krzysztof Cibor - absolwent Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej UW, urodził się i wychował na prawym brzegu Wisły. Rowerzysta.

Twój komentarz