Tagi: klisze
O rzeczach i ludziach czyli karp polski
21 grudnia 2010
Jest początek grudnia. Idę przez supermarket. Przy basenie z karpiami obsługa w pełnym ruchu. Mężczyźni w fartuchach i sterylnych białych kaloszach nie radzą sobie z sytuacją. Karpie spadają na posadzkę i rzucają się jak ryby w Cartoon Network albo te na kutrach z National Geographic. Parę osób przygląda się temu bez emocji.
Mężczyźni podnoszą karpie z ziemi. Z trudem radzą sobie ze śliską powierzchnią materii, która wysuwa się im z rąk, mimo że mają specjalnie przygotowane gumowe rękawiczki. W końcu wrzucają ryby do basenu. I znowu zaczynają je łowić. Wkładają je do plastikowych siatek. Cienkich i przezroczystych.
To jest nielegalne jak fajki bez akcyzy, jak spirytus bez banderoli. Rozpoczyna się dramat, który opisują Zieloni 2010. Ale tu jest już Wschód. To jest prawy brzeg Wisły. I karpiom w plastikowych siatkach towarzyszą tępe spojrzenia albo marzenia o białym obrusie.
Tu następuje kolizja wyobrażeń. Śmierć i personifikacja albo reifikacja i tradycja. Po stronie reifikacji jest jeszcze rozmach i fantazja. Fantazja z jaką można uderzyć karpiem w blaszaną konstrukcję supermarketu.
To ten brak kompleksów nie tylko w stosunku do materii, ale także do zwierząt. To psy na łańcuchu, to zaniedbane konie. To, to co nas pcha w stronę Azji. Ale najwyraźniej się staramy, bo w basenie z karpiami pełga tlen doprowadzony szlauchem.
Pamiętam we Lwowie na bazarze Dobrobyt wielki basen z rybami. Wyglądał jak akwen, jak jeden z Pięciu Stawów, gdzieś między wijącym się pod górę asfaltem. I to jest nasza tradycja. Na Ukrainie chyba nikt nie walczy o prawa karpia. A dalej jest już tylko Bajkał.

fot. Ignacy Strączek
Ignacy Strączek - REPORTER, ANTROPOLOG, ABSOLWENT INSTYTUTU KULTURY POLSKIEJ UW. AUTOR PRACY „SEMANTYKA PRZESTRZENI MIEJSKIEJ KSZTAŁTOWANEJ PRZEZ HANDEL ULICZNY”. UR. 1985 R.