Op. cit.,

Tagi: literatura | reportaż

Jak się pisze prawdę?

9 maja 2011

Ignacy Strączek

Fakty. W reportażu faktów nie można zmieniać. Nie można przenieść akcji z Krakowa do Wrocławia, nie można cytryn zastąpić gruszkami. Jedyne, co naprawdę łączy reporterów, z którymi rozmawia Agnieszka Wójcińska, to imperatyw tworzenia opowieści opartych na faktach. Są to opowieści prawdziwe, ale jednocześnie z natury rzeczy opowieści subiektywne.

Nic lepiej nie charakteryzuje tego gatunku niż konstrukcja zbioru Reporterzy bez fikcji – Wójcińska zderza ze sobą warsztat siedemnastu bohaterów, którzy zawodowo zajmują się przekraczaniem granicy „ja – inny”. I nagle po Włodzimierzu Nowaku przychodzi Anna Bikont, a wcześniej była Barbara Pietkiewicz. Po żołnierzu z Wehrmachtu są bracia Laudańscy i Antonina Wyrzykowska, a wcześniej Pietkiewicz prosi matkę samobójcy o proszek na ból głowy.

Siedemnaście nazwisk: Bikont, Grochowska, Hugo-Bader, Jagielski, Kurczab-Redlich, Kuźniak, Morawska, Nowak, Ostałowska, Pietkiewicz, Smoleński, Surmiak-Domańska, Szabłowski, Szczęsna, Szczygieł, Szejnert, Tochman. Doświadczenie wszystkich tych reporterów, zostaje zamknięte na dwustu siedemdziesięciu stronach tekstu.

Taka liczba bohaterów konfrontuje odbiorcę z ciągłymi zmianami perspektywy. Ten nagrywa, tamta nie nagrywa, ten dba o formę, tamta nie. I gdyby chodziło o farby do włosów, można by odnieść wrażenie, że to katalog. Wyliczenie sposobów, prezentacja zalet. Ale ciężar gatunkowy opowieści Wójcińskiej przekracza strukturę katalogu. Siłą prezentowanego zestawienia, które trzeba raczej nazwać zderzeniem, jest wniosek, że żadna prawda nie istnieje. Są tylko fakty i ludzie.

„Reportaż jest przede wszystkim zapisem faktów i one są święte, ale to także zapis wrażeń, emocji i refleksji autora. To samo zdarzenie zostanie przez dwóch różnych reporterów zobaczone bardzo różnie. I różnie o tym napiszą. Bo jeden z nich zmarznie i napisze, że był paraliżujący mróz, a drugi – akurat cieplej ubrany – zwróci uwagę, że świeciło mocne słońce i było pogodnie” – mówi Wojciech Tochman.

Nie ma między Tochmanem a Jagielskim sporu – obaj uważają, że informacja musi być rzetelna – ale uderzająco różny jest sposób, w jaki o tym mówią. „To jest odpowiedzialność za słowo. Lepiej żeby dziennikarz nie umiał pisać, niż żeby w ogóle jej nie miał. […] Staramy się czytelnikowi przypodobać. Nie uczestniczę w tym. Pierwsze zło, które się wydarzyło, to fakt, że informacja stała się towarem” – konkluduje Wojciech Jagielski. Natomiast Andżelika Kuźniak zwraca uwagę, że portret bohatera nie musi się opierać na obsesyjnym powtarzaniu jego słów. W reportażu chodzi przecież o obraz, emocje, a nie kopię.

Reporter ma pisać prawdę. Niektórzy twierdzą, że to zawód taki sam, jak każdy inny. Ale reporter jest tym, który idzie w przeciwną stronę niż reszta społeczeństwa. To jak w edukacyjnym opowiadaniu dla dzieci: piekarz piecze kajzerki, sklepowa podaje 30 dekagramów sera, kominiarz stoi na dachu. Reportera w tej opowieści nie ma. Reporter nie ma swojego miejsca pracy – wychodzi na ulice, siedzi w elektrycznym do Małkini albo jedzie za granicę. Reporter jest zawsze z boku – poza obiegiem społecznym, w który ma obowiązek wniknąć.

I tu właśnie pojawiają się problemy. Szczególnie dzisiaj, kiedy nasz rozmówca spod Białegostoku może jutro przeczytać o sobie w Internecie. Kilkadziesiąt lat wcześniej do jego domu nie dochodziła nawet asfaltowa droga. Barbara Pietkiewicz zwraca uwagę, że „ten zawód jest niezbyt etyczny”. Ale jednocześnie mówi, że bez przekraczania granic, nie powstanie dobry materiał. Część reporterów powtarza, że są na świecie setki ludzi, którzy czują potrzebę opowiadania o własnym życiu. I niewątpliwie takich ludzi nie brakuje, ale mnie zdecydowanie bardziej przekonuje postawa Witolda Szabłowskiego, który tłumaczy Wójcińskiej: „Mam oczywiście ambicję, żeby moi bohaterowie mówili mi rzeczy ważne, głębokie, takie, o których nie wspomnieli innym, ale nie chcę doprowadzać ich do tego, że powiedzą mi coś czego będą potem żałować. Chcę, żeby mieli świadomość, że to, czym się ze mną podzielą znajdzie się potem w prasie. Uważam, że relacja reporter–bohater powinna być oparta na jasnych zasadach. To człowiek, z którego żyjesz, i jesteś mu od początku do końca winna absolutną uczciwość”.

Reporter niejednokrotnie mąci spokój lokalnej społeczności. Kiedy pracowałem wśród Polaków na Litwie jeden z nich powiedział mi: „Wy pojedziecie do Warszawy, a my tutaj z nimi zostajemy”. Człowiek, który przyjeżdża napisać tekst, wpada później jak kamień w wodę. Kiedy znika, na jej tafli pojawiają się kolejne kręgi. Reportaż musi opierać się na prawdzie o terenie, ale nie można zapominać, że jest to prawda subiektywna i nie może stać się celem przesłaniający rzeczywistość.

Dobry reporter potrafi ciekawie pisać o rzeczach zwykłych. Musi być jak klasowy bramkarz – wyłapuje to, co przepuści obrona. Wielu z rozmówców Wójcińskiej mówiło, że składa swoje teksty z „klocków” – z fragmentów rzeczywistości. Jeżdżą, jeżdżą – a „potem muszą poukładać jakoś te klocki”. Często jednak dzieje się tak, że reporter wybiera tematy trudne.

Włodzimierz Nowak i Andżelika Kuźniak w reportażu Mój warszawski szał portretują żołnierza Wermachtu, który w walce na noże zabijał powstańców. „- O, tu mam pamiątkę z Warszawy – Mathi Schenk podnosi brodę, naciąga skórę, jak przy goleniu. Na pomarszczonej szyi cienka blizna. – Nóż? – Chyba bagnet. Sześćdziesiąt lat sobie powtarzam: «Był nie dość ostry». Polak chciał mi poderznąć gardło”. Nowak daje reporterowi prawo do płaczu, do okazywania uczuć podczas kontaktu z bohaterem: „To musi być prawdziwa rozmowa, reporter nie może udawać. Trzeba cały czas myśleć i wiedzieć, przyjechało, a jeśli jest coś co mnie wzrusza, to nie mogę tego ukryć. To zakłamuje kontakt”. Jego zdaniem konfrontacja z dramatem nie wymaga pełnego dystansu, wymaga go jedynie praca nad opowieścią.

Anna Bikont, mimo braku aprobaty Adama Michnika, wzięła roczny urlop i pojechała robić materiał o pogromie w Jedwabnem. W czasie długi badań stanęła oko w oko z ostatnimi, żyjącymi mordercami – braćmi Laudańskimi. W rozmowie z Wójcińską wspominała: „Siedziałam naprzeciwko nich i wiedziałam, że pod powiekami mają te sceny, myślą kogo zamordowali, kogo zgwałcili. A ja jem pyszne pierniczki przez nich upieczone”. W czasie tej rozmowy mijało pięć lat od wydania książki My z Jedwabnego. O tego czasu Anna Bikont nie napisała, żadnego reportażu.

Barbara Pietkiewicz nie ma złudzeń – żeby zebrać materiał trzeba być skutecznym. Opowiada: „Kiedyś w Strzelcach Opolskich powiesił się chłopak. Miałam napisać o tym tekst. Z doświadczenia wiem, że do matki takiego chłopaka mogę pójść tylko w trzy dni po jego śmierci, bo wtedy ludzie są jak uderzeni drągiem w głowę. Czwartego mnie wyrzuci”. Metoda pracy Pietkiewicz polega na torowaniu sobie drogi do tematu: „Okazało się, że prokuratorka jest jak styropian – zupełnie nieprzystępna. Mówi, że dla dobra śledztwa nic nie powie. Czuję, że muszę znaleźć w niej słaby punkt, wypatrzyć dziurkę w tym styropianie. […] Po piętnastu minutach ją mam”. Reporterka z jednej strony stosuje „zawodowe triki”, z drugiej strony uważa, że z tego powodu jest swoim rozmówcom „coś winna”.

W zbiorze Reporterzy bez fikcji Agnieszka Wójcińska pokazuje, że ani Tochman nie neguje postulatów Jagielskiego, ani sposób budowania postaci przez Kuźniak nie koresponduje z metodą Barbary Pietkiewicz – a jednak konstrukcja zaproponowana przez autorkę uprawnia odbiorcę do takich zderzeń. Bo nie ma tu konfliktu, ale są kontrasty. Są różne szkoły w jednej przestrzeni. Można by sobie nawet wyobrazić, że wszyscy ci bohaterowie siedzą w dworcowej poczekalni. Znają się, ale wzajemnie się nie słyszą. Opowiadają o sobie zmultiplikowanej dziennikarce, a odbiorca słucha ich po kolei albo według własnego uznania. Wygląda to nawet na konkurs, ale nie może to być Big Brother, bo tematy są poważne, a odpowiedzi dłuższe.

Agnieszka Wójcińska, Reporterzy bez fikcji, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011.

Zdjęcia autora

Ignacy Strączek - REPORTER, ANTROPOLOG, ABSOLWENT INSTYTUTU KULTURY POLSKIEJ UW. AUTOR PRACYSEMANTYKA PRZESTRZENI MIEJSKIEJ KSZTAŁTOWANEJ PRZEZ HANDEL ULICZNY”. UR. 1985 R.

Twój komentarz