Gdzie ci kosmici?
15 marca 2010
George Adamski przyjaźnił się z Wenusjanami. W latach 50. kontaktował się z nimi i podróżował do ich siedzib. Jego przygody okazały się ważnym epizodem w dziejach międzygwiezdnych kontaktów.
Zanim George Adamski obwieścił światu swoją przyjaźń, prowadził skromny biznes w Kalifornii: budkę z hamburgerami przy drodze do Mount Palomar. Być może uległ aurze miejsca – okolicy słynnego obserwatorium astronomicznego, a może zainspirowały go pogłoski o niezwykłych statkach kosmicznych, które właśnie torowały sobie drogę do zbiorowej świadomości Amerykanów. Dość, że George został gorliwym tropicielem wszelkich podniebnych obiektów trudnych do zidentyfikowania.
Jako tropiciel, regularnie przemierzał pobliską pustynię i sporządzał „prawdziwe fotografie” latających osobliwości. Wydawało się, że pod tym względem jego wyprawa z 20 listopada 1952 r. niespecjalnie będzie się różnić od pozostałych. Ale sprawy potoczyły się inaczej: podczas pikniku zauważył „gigantyczny srebrny statek w kształcie cygara”, który początkowo sunął bezgłośnie po niebie, a następnie znieruchomiał i zawisł nad jego głową. Oczarowany George robił zdjęcia, zbliżając się coraz bardziej do obiektu. Aż spotkał człowieka, którego zrazu wziął za poszukiwacza złota.
Nie był to jednak zwykły człowiek. Wyróżniał się niesłychanym pięknem sylwetki, które przewyższało wszystko, co George do tej pory widział. Delikatna skóra, a do tego blond włosy, które cudownymi falami spływały mężczyźnie na ramiona. W dodatku nie musiał mówić – porozumiewał się telepatycznie, i tak właśnie rozmawiał z amerykańskim poszukiwaczem niezwykłości.
Wymieniali myśli przez kilka minut. Przybysz przedstawił się jako Orthon i wyznał, że pochodzi z Wenus. Zanim powrócił do wnętrza pojazdu, podzielił się z George’em ważną informacją: Wenusjanie są głęboko zaniepokojeni doświadczeniami Ziemian z bronią jądrową, które zagrażają całej przestrzeni kosmicznej.
W świat
Przyjaźń George’a z Orthonem trwała pięć lat. Nie ograniczała się do spotkań na amerykańskich pustkowiach – Ziemianin zapraszany był do pojazdu kosmicznego, zwiedzał przestrzenie międzygwiezdne, oglądał krajobrazy wenusjańskie, porozumiewał się z istotami z rozmaitych planet. Swoje przygody relacjonował w kolejnych, publikowanych od 1953 r. książkach. Dzięki ich popularności zyskał status celebryty.
George umiejętnie wykorzystał swoje pięć minut. Choć nie był już młodzianem – miał 61 lat, gdy poznał Orthona – energii nie można mu było odmówić. Udzielał wywiadów, występował w telewizji, był nagrywany na kasety, które szeroko później dystrybuowano. No i jeździł po całym świecie, zapraszany na wykłady zarówno przez osoby prywatne, jak i przez instytucje zainteresowane rozmaitymi nurtami ezoteryzmu bądź konkretnie problematyką UFO. W 1959 r., w trakcie tournée po Europie, podobno został przyjęty przez samą holenderską królową. W tym samym roku odwiedził Nową Zelandię, gdzie witało go już kilka różnych grup wiernych czytelników i słuchaczy. Wszędzie, dokąd przyjeżdżał, opowiadał o kosmicznych braciach, ich kulturze, religii (czyli science of life, „nauce życia”, która kładzie nacisk na nieograniczone moce umysłu), a przede wszystkim o wenusjańskich ostrzeżeniach kierowanych do Ziemian. Że jeśli nie zaprzestaną eksperymentów z bronią nuklearną, nieuchronnie sprowadzą na siebie zgubę.
Przyjaciel Wenusjan stracił nieco na wiarygodności, kiedy się okazało, że fotografie rzekomych statków zwiadowczych, którymi przylatywał Orthon, w rzeczywistości przedstawiają wylęgarnię kurcząt podświetloną od spodu trzema żarówkami. Na niekorzyść Adamskiego świadczyły także odkrycia naukowe, które wykluczały możliwość istnienia życia na rozgrzanej do wysokich temperatur Wenus. Jednak okoliczności te nie zrażały wszystkich zwolenników jego przesłania. Przygody George’a reinterpretowano zgodnie z logiką, która stoi za reinterpretacjami proroctwa, gdy się ono nie spełnia. Wówczas okazywało się na przykład, że nie ma znaczenia, jak ciepło jest na powierzchni Wenus, statki Wenusjan pochodziły bowiem z astralnej sfery planety.
W kosmos
George Adamski nie był ani pierwszą, ani też ostatnią osobą, która kontaktowała się z kosmitami i podróżowała do ich siedzib. Dwieście lat przed nim, w 1758 r., Emanuel Swedenborg opublikował swój traktat kosmologiczny o Ziemiach Wszechświata. Była to relacja z podróży autora po planetach Układu Słonecznego i poza nie. Dostarczała wielu szczegółowych opisów, choćby anatomii czy fizjologii Marsjan, jak również ich organizacji społecznej. Przed Adamskim także wielu innych śmiałków decydowało się na tak dalekie wojaże. Przybierały one zwykle formę „podróży astralnych” odbywanych w trakcie seansów mediumicznych.
W opisach tych podróży wiele miejsca poświęcano wyglądowi wizytowanych przestrzeni i ich mieszkańców oraz sposobowi życia odległych społeczności, a także ich swoistej filozofii. Bardzo dbano jednocześnie o zachowanie zgodności z wiedzą naukową. Z ówczesną wiedzą oczywiście – stąd Swedenborg, zanim ruszył w przestrzeń międzygwiezdną, odwiedził nie dziewięć, a sześć planet Układu Słonecznego, naturalnie bez Urana, Neptuna i Plutona, o których istnieniu nie mógł wiedzieć. Z kolei znane francuskie medium Helene Smith, podobnie jak jej amerykańska rówieśniczka, również medium, Sara Weiss, na przełomie XIX i XX w. szczegółowo opisywały kanały na Marsie, jedno z najświeższych odkryć ówczesnych astronomów, które jednak później zdezawuowano. Kontekst spirytystyczny kontaktów z pozaziemskimi cywilizacjami sprawiał, że przekazy mediów miały charakter metafizyczny: mówiono na przykład o mocach, którymi się posługują odległe istoty i których umiejętne wykorzystanie zaprowadzić by mogło ludzi na wyższe fizyczne i duchowe plany bytu. Ten sam spirytystyczny kontekst odpowiadał za dostrzegalny tu mariaż wiedzy naukowej z metafizyczną.
George Adamski był spadkobiercą swoich mediumicznych poprzedników. Podróżował po planetach, podobnie jak oni zwiedzali niegdyś dalekie światy. Nawet komunikacja telepatyczna to nie jego wymysł, gdyż do narracji o pozaziemskich istotach już wcześniej wprowadzili ją spirytyści świadomi nieuniwersalności własnego języka i rozmaitych możliwych barier lingwistycznych. W przygodach Amerykanina można jednak odnaleźć kilka wątków całkiem nowych.
Przede wszystkim sam statek kosmiczny. Przed Adamskim mowa była raczej o podróżach astralnych niż o cielesnym przemieszczaniu się w srebrzystym pojeździe. Tymczasem Adamskiemu udało się trwale powiązać dotychczasową tradycję międzygwiezdnych podróży z całkiem świeżymi relacjami na temat UFO. Bo zaledwie kilka lat przed nim, w 1947 r., inny Amerykanin, Kenneth Arnold, doniósł prasie, że podczas lotu samolotem spostrzegł dziwne, metaliczne obiekty, które wyglądem przypominały latające spodki – czym zapoczątkował rozwój dyskursu ufologicznego; zaraz potem było Roswell. Skojarzenie dwóch wątków – kosmicznych podróży z niewyjaśnionymi fenomenami podniebnymi – okazało się niezwykle nośnym tematem.
Z powrotem na Ziemię
Istotną nowością w opowieściach Adamskiego był także charakter przesłania, które odebrał od mieszkańców Wenus. Nie chodziło już tutaj o jakieś ezoteryczne przekazy, tylko o bardzo konkretną przestrogę udzielaną mieszkańcom naszej planety, a dotyczącą produkcji broni jądrowej. W ten sposób George Adamski został pierwszym z wielu, których komunikacja z kosmitami nastrajała do wypowiedzi na temat aktualnych problemów Ziemi. Mówiono zatem nie tylko o duchowej degradacji ludzkości, ale i o niebezpieczeństwach zimnej wojny i eksperymentach z energią atomową; z biegiem lat kładziono coraz większy nacisk na zanieczyszczenie planety. No i wieszczono katastrofę: nuklearną, ekologiczną – jeśli ludzie nie zastosują się do porad pozaziemskich cywilizacji.
W nowej narracji traciły na znaczeniu opisy odległych krain kosmicznych, coraz bardziej kłopotliwą kwestią stawała się też zgodność relacji z odkryciami naukowymi. Osoby, które twierdziły, że nawiązały kontakt z kosmitami, sytuowały ich krainę na coraz to odleglejszych planetach, nie zapominając o Klarionie – rzekomym „bliźniaku” Ziemi po drugiej stronie Słońca. Zaczęto również wychodzić poza Układ Słoneczny, na antypody galaktyki i kosmosu, a także mówić o „innych planach”, czy też „innych wymiarach”, skąd pochodzą przybysze. Niekiedy rezygnowano z jakiejkolwiek konkretnej informacji na ten temat, a skupiano się na samym przekazie.
Z biegiem lat okazało się też, że same statki kosmiczne, latające talerze czy inne pojazdy, nie muszą być stałym atrybutem istot pozaziemskich, choć często o nich wzmiankowano, żeby wskazać na niezwykle dużą wiedzę technologiczną przyjezdnych. Jednocześnie jednak gmatwanina wątków narracyjnych dotyczących kosmitów osiągnęła taki stopień złożoności, że chyba tylko ktoś o zacięciu i cierpliwości Juliana Krzyżanowskiego mógłby z nimi dojść do względnego ładu.
Z wyobrażeń, jakie proponował światu George Adamski, bodaj najdotkliwiej zaatakowana została wizja braterskich przybyszy, którzy niosą pomoc Ziemianom. Jeszcze w latach 30. słynna audycja radiowa Orsona Wellesa o inwazji wrogich Marsjan wywarła na nowojorczykach tak duże wrażenie, że porzucali domy i w panice szukali schronienia. Takich rzeczy łatwo się nie zapomina. Adamski zrobił wszystko, żeby poprawić wizerunek kosmitów, jednak w dekadę po nim na rozległym amerykańskim rynku idei pojawiła się poważna konkurencja w postaci doniesień o „wzięciach”. Kosmici porywali Ziemian i dokonywali bolesnych badań medycznych, wszczepiali implanty, a nawet gwałcili – i tak oto anielskie istoty z opowieści Adamskiego w nowych relacjach zamieniały się w demoniczne inkuby i sukkuby żywcem wyjęte ze średniowiecznego imaginarium sabatowego.
Zatem kosmici rzeczywiście przybyli na Ziemię – o ile oczywiście kiedykolwiek poza nią istnieli. Stali się projekcją rozmaitej maści lękowych wyobrażeń człowieka. Ale też, w dalszym ciągu, ucieleśniają marzenia o idealnym świecie, niesłychanych mocach umysłu, zaawansowanym rozwoju technologicznym, no i dają nadzieję na przetrwanie nadchodzącej zagłady, jeśli tylko zastosujemy się do stosownych instrukcji. Zalecenia te są wciąż formułowane przez, czy może za pośrednictwem, dzisiejszych wizjonerów i wieszczów, licznych „kontaktowców” i „chanellerów” – bliższych i dalszych sukcesorów George’a Adamskiego.
Opcity: Randall Fitzgerald, Encyklopedia wiedzy o UFO; James R. Lewis (red.), The Gods Have Landed: New Religions from Other Worlds.
Dorota Hall - ANTROPOLOG KULTURY, DOKTOR NAUK HUMANISTYCZNYCH, PRACUJE W HELSIŃSKIEJ FUNDACJI PRAW CZŁOWIEKA.
