Op. cit.,

Tagi: Cyganie | mniejszości | tożsamość | vipowiedź

VIPowiedź: Czy Cygan to jeszcze Cygan?

4 marca 2010

Marcin Leszczyński, Lech Mróz

Dzisiejszy polski Cygan nie jest Cyganem z naszych niecygańskich wyobrażeń. Według tego wyobrażenia Cyganie to społeczność wędrująca, której kobiety odpowiednio, po „cygańsku” się ubierają itd. Jeszcze mniej więcej do lat 80. taki obraz można było zobaczyć na ulicach i pośród zadrzewienia w Porcie Praskim, gdzie widywano obozowiska cygańskie, choć już bez koni, bo Cyganie przyjeżdżali samochodami. Dziś, kiedy tak łatwo jest wyjechać z Polski, łatwiej możemy skorzystać z zagranicznej służby zdrowia czy zagranicznej pomocy społecznej. Korzystają z tego również polscy Romowie. Nie odpowiada to naszym „tradycyjnym” wyobrażeniom.


Tekst ukazał się w 40. numerze czasopisma „Opcit”

Gdyby te możliwości, jakie niesie polskie członkostwo w Unii Europejskiej, w wyraźny sposób wpłynęły na wewnętrzną lojalność, konsolidację grupy, moglibyśmy powiedzieć, że pod wieloma względami nie jest to Cygan także z cygańskich wyobrażeń. Oczywiście więź grupowa, tak jak i ich kultura, ewoluuje. Wpływa na to osiedlenie, telewizja, szkoła, technika. Cyganie stają wobec dylematu: co robić, by móc korzystać z tych samych praw, które mają inni obywatele, nie być osobami stygmatyzowanymi, ale z drugiej strony nie utracić tego, co jest cenione jako wartość ogromnie istotna w tej społeczności – lojalności wewnętrznej, współpracy, silnych więzi rodzinnych. Odkąd sięgamy pamięcią, autorytet ludzi starszych był istotnym elementem zespalającym. W trakcie spotkania grupy osoby młode, nawet trzydziestoletnie, proszą o zgodę na zabranie głosu w obecności osób starszych. Ale obecnie obserwujemy coś, co ma bardzo niepokojący charakter.

Istnieje szereg możliwości wsparcia dla kultury mniejszości etnicznych ze strony instytucji państwowych, czy europejskich, z których młoda i średnia generacja chce korzystać. Ci, którzy nie są wykształceni, nie są w stanie z tego korzystać. Dochodzi do pewnego rodzaju kolizji autorytetów – tych tradycyjnych, które nadal są bardzo ważne, z autorytetem młodszych, którzy z kolei wiedzą co zrobić, by zdobyć te pieniądze dla swoich.

Społeczność cygańska w Warszawie, czy w ogóle w Polsce, nigdy nie była samowystarczalna ekonomicznie. Sprzedawała swoje umiejętności, w zamian uzyskując pożywienie bądź pieniądze, ale zawsze była w pewnym układzie współfunkcjonowania ekonomicznego. Cyganie nie produkowali żywności sami – nie zajmowali się rolnictwem. Zawsze wykonywali pewne usługi: muzykowali, byli kowalami, pobielali naczynia. Obecnie na te od dawna wykonywane czynności, na usługi rzemieślnicze, handel końmi, wyrób sprzętów metalowych – nawet muzykowanie czy wróżbiarstwo – jest coraz mniejsze zapotrzebowanie. Jeżeli w Warszawie nie ma już niemal wróżących Cyganek, to nie dlatego, że wymarły, ale dlatego, że wróżba nie przynosi już dochodu. Tym samym pojawia się konieczność wykorzystania innych możliwości zarobku. Nową formą uzyskania wsparcia jest wykorzystanie statusu mniejszości. Środki przysługujące z tego tytułu pozyskują młodzi, wyedukowani – wnuki Cyganów, którzy wędrowali. W efekcie dochodzi do zakłócenia normy szacunku dla starszych jako tych, którzy byli w stanie kierować całą społecznością. Oni nadal są bardzo ważnym autorytetem, ale jednak to młodsi zdobywają pieniądze.

Innym zagrożeniem, w Warszawie może mniej zauważalnym, ale widocznym w wielu mniejszych miastach, jest to, że młodzi wyjeżdżają na Zachód. Cyganie nigdy nie zostawiali swoich ludzi pod opieką obcych. Sierot cygańskich nie było w domach dziecka. To grupa się nimi zajmowała – ciotki, krewniacy, albo choćby ktoś z dalszej rodziny. Obecnie młodzi uzyskują zagranicą pieniądze, które przysyłają swoim rodzicom bardzo skrupulatnie. Z jednej strony starzy nie są więc pozbawieni wsparcia finansowego, z drugiej młodzi są nieobecni, rodzina jest rozproszona. To zaczyna zagrażać fundamentalnym wartościom grupy. Pod tym względem Cyganie rzeczywiście tracą swoją „cygańskość”.

Z kolei jest też tak, że ci drapieżni młodzi liderzy cygańscy, ci szefowie różnych organizacji starają się nie przekroczyć pewnych granic. Są właściwie w dwóch światach. Z jednej strony dla urzędników to oni często są głosem Cyganów, z drugiej w obrębie własnej społeczności nie mogą doprowadzić do sytuacji wyraźnego konfliktu ze starszymi, mogliby bowiem zostać wykluczeni. W tym roku lider jednego ze stowarzyszeń z północno-zachodniej Polski znalazł się w sytuacji wyraźnego konfliktu z Śero Romem, tradycyjnym autorytetem, głową Polska Roma. W rezultacie chyba po raz pierwszy w Polsce doszło do publicznego ogłoszenia Cygana osobą skalaną. Jest to świadectwo pewnego rodzaju pęknięcia w obrębie zbiorowości Polska Roma. Z kolei urzędnicy państwowi rozmawiają właśnie z młodymi liderami, szefami romskich stowarzyszeń, także z tymi, których autorytet jest kwestionowany; nawet z tym, który został wyrzucony ze społeczności. Mimowolnie, bo nie chcę wierzyć, że celowo, podważają autorytet starszych i Śero Roma, prowadzą w ten sposób do pogłębienia dezintegracji społeczności. Zjawisko to jest z całą pewnością niebezpieczne. Tym bardziej, że państwo i urzędnicy są w to wmieszani.

Cygan nadal jednak nie przekroczył pewnych granic, które podważałyby jego „cygańskość” w oczach innych Cyganów, które czyniłyby go osobą, z jaką nie należy się kontaktować. Zasady lojalności, szacunku dla starszych i skromności nadal są przestrzegane. Oczywiście zmieniają się, ale trudno mi sobie wyobrazić, aby w rodzinie cygańskiej młodzi ludzie oglądali filmy z tak zwanymi momentami – element samokontroli w tej materii nadal jest bardzo silny.

Coraz więcej dziewczyn z rodzin cygańskich chodzi do szkoły. Mało tego – gdzieniegdzie kończą studia wyższe. Zazwyczaj decydentem i głową w rodzinie cygańskiej jest mężczyzna, ale teraz więcej kobiet cygańskich kończy studia. Można zrozumieć dlaczego – pieniądze na utrzymanie rodziny musi zapewnić mężczyzna. Studiując, uciekałby od tego obowiązku. Za jakiś czas zobaczymy efekty owego rozwarstwienia w poziomie wykształcenia – pozytywne one raczej nie będą. W jednym, dwóch przypadkach nie musi to prowadzić do kolizji, jednak w skali całej społeczności musi prowadzić do zwiększenia liczby mieszanych małżeństw i do dalszej dekulturacji.

Wiele dziewcząt kontynuuje edukację, rodzice już nie zamykają córki w domu po pierwszej menstruacji, chroniąc ją przed porwaniem i przygotowując do wydania za mąż. Na ogół Romowie, nawet niepiśmienni, chcą, żeby córka skończyła szkołę. I tu ciekawa sytuacja – skromność dziewczyny cygańskiej nakazuje, żeby chodziła w długiej spódnicy. Taka spódnica w szkole może być przyczyną wyszydzania i stygmatyzyzacji. Z drugiej zaś strony chodzenie w spódnicy naraża dziewczynę na możliwość porwania przez innych Cyganów – spełnia ona bowiem wymogi dobrego prowadzenia się, jest dobrą kandydatką na żonę. W związku z tym, Cyganie godzą się, by dziewczyna z tak zwanej „dobrej rodziny” chodziła do szkoły w spodniach. Jednak w domu obserwujemy w związku z tym nieznane wcześniej zachowanie. Dziewczyna, która wraca do domu w spodniach, z nikim się nie wita. Idzie do drugiego pokoju. Przebiera się i dopiero wtedy staje się zauważalna, jest obecna w rodzinie. Jest to jakaś forma negocjowania współczesności z tradycją. Jakie może to mieć konsekwencje psychiczne, za wcześnie o tym mówić. Jest jednak takie przysłowie cygańskie: „Nie możesz siedzieć jednym tyłkiem na dwóch koniach”.

Rzeczą intrygującą jest też formowanie się obecnie lojalności ponadgrupowej, lojalności, która obejmuje całą społeczność romską – w skali kraju i poza krajem. Jeszcze niedawno istniały bardzo silne dystanse między Cyganami o tradycji wędrowniczej a tymi, którzy mieszkali w górach – wspólnota picia była wykluczona, wspólnota jedzenia wykluczona także. W tej chwili bariery te bardzo się obniżyły. W jednej organizacji działają czasem Cyganie z różnych grup, które do niedawna nie mogły się spotykać. Kontaktują się, rozmawiają ze sobą, działają razem, biesiadują. Ale daje się zauważyć przy tym pewne interesujące zjawisko – adaptacji kulturowej Cyganów z gór do grup o tradycji wędrowniczej. Przyjmują ci górscy wzorce zachowań, dotyczące ubioru i żywieniowe tych Cyganów, którzy nimi pogardzają, lub pogardzali, uznając, że ten obcy wzór ma wyższą wartość. Wyraźnie widać to tam, gdzie Cyganie z różnych grup mieszkają obok siebie. Do niedawna w ogóle się nie kontaktowali. Obecnie niektóre grupy cygańskie ulegają swoistemu „scyganieniu”, odrzucając swoją „cygańskość” rodzimą, odziedziczoną, na rzecz tej, którą uznało się za wyższą kulturowo, lepszą, bardziej „cygańską”. Dochodzi do niwelacji barier między tymi grupami, co w pewnym momencie może doprowadzić do tego, że grupy te zaczną podobnie funkcjonować. Można będzie wspólnie z nimi jeść, można się spotykać, może dojść do małżeństwa mieszanego i tworzenia wspólnoty ponadgrupowej czy ponadlokalnej.

Ostatnio jedną z trudniejszych dla naszych Cyganów rzeczy jest określenie stosunku do obcych w Polsce grup Romów, do cygańskich przybyszów z Bałkanów. W Polsce żyją Kełderasze, którzy pod koniec XIX wieku przybyli z Rumunii. Są jednak zupełnie innymi Cyganami niż ci Kełderasze, którzy teraz przyjeżdżają i zamieszkują porzucone rudery, żyją przy śmietnikach, żebrzą itd. Ci nasi, którzy od dawna nie proszą o jałmużnę, a często są bogaci, uważają że ci, którzy przybyli, pogarszają wizerunek Cyganów w Polsce. U naszych Cyganów nie jest też znane zjawisko prostytucji, natomiast Cyganki przyjeżdżające do nas z Bułgarii rzeczywiście niejednokrotnie podejmowały tę profesję. W takiej sytuacji nasi Cyganie nie mogą się z nimi kontaktować. Co się zaś tyczy przybyszy z Rumunii, tych żebrzących, dystans naszych Cyganów wobec nich wynika także z dystansowania się samej rumuńskiej grupy, która w odgradzaniu się od Cyganów z miejscowych grup, widzi gwarancję swojej spójności i trwania. Stąd z jednej strony pewnego rodzaju gettowość tych przybyłych, z drugiej strony przekonanie naszych Cyganów, że tamci swoim wyglądem, ale także sposobem zarabiania, uchybiają wizerunkowi Cyganów. Dlatego kontakty z nimi są na poziomie właściwie zerowym.

Notował Marcin Leszczyński

Zdjęcia autora

Marcin Leszczyński - ur. w 1981 roku w Puławach. Kulturoznawca; doktorant w Zakładzie Antropologii Słowa Instytutu Kultury Polskiej UW; redaktor czasopisma antropologicznego „(op.cit.,)”, redaktor naczelny kwartalnika „Dramatika”; pracuje w Dziale Dramaturgiczno-Literackim warszawskiego Teatru Dramatycznego, na stałe współpracuje z Amnesty International; poeta, amator porannej kawy, Europy Południowej i prozy eksperymentalnej; specjalizacja: antropologia literatury. www.marcinleszczynski.art.pl

Lech Mróz - PROFESOR DR HAB., DYREKTOR INSTYTUTU ETNOLOGII I ANTROPOLOGII KULTUROWEJ UW, ZAJMUJE SIĘ STOSUNKAMI ETNICZNYMI, PROWADZI BADANIA NAD CYGANAMI W POLSCE I EUROPIE.

Twój komentarz