Tagi: antropologia ciała | feminizm | gender
Czy boisz się wyjść źle na zdjęciu?
7 marca 2010
Czerwone oczy, przymknięta powieka albo nie taki uśmiech. Znowu źle się wyszło na zdjęciu. Źle bo nieidealnie? Okazało się kolejny raz, że ciało jest nieposłuszne, że nie można zapanować nad własną „gębą”, że jest się jej więźniem.
Wydawać by się mogło, że zupełnie naturalne jest mówienie o ciele jako o przedmiocie, naszych praktyk, obserwacji, usilnych dążeń by dopasować je do ideału piękna. Zatem nasze ciała są gdzieś obok, poza nami. Źle wychodzą na zdjęciach, tyją, czegoś im brakuje. Nieposłuszne. Czy problem tkwi w zauważonym po raz pierwszy przez feministki „terrorze piękna”? A więc w społecznej i kulturowej presji by dążyć do sztucznie kreowanych, niemożliwych do osiągnięcia ideałów/ obrazków obecnych w pop-kulturze/ mass-kulturze. Beauty terror można by porównać do mertonowskiej anomii: wyznaczonym celu i zupełnym braku środków by to osiągnąć. Z tym, że krzywdzący wydaje się być sam wyścig, a nie niesprawiedliwe rozdzielenie możliwości. Żadna kobieta i żaden mężczyzna nigdy nie będzie miała ani miał wystarczających środków by w pełni zapanować nad własną cielesnością. Beauty terror dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn, to nie tylko anorektyczce modelki i metro (retro) seksualni aktorzy, to też ten nieznośny nieświeży oddech z rana, cellulit i najróżniejsze fałdki, które pojawiają się jak tylko człowiek zacznie się ruszać. Jednak krytyka terroru piękna powoli zaczyna być zawłaszczana przez ową znienawidzoną, a jednak bardzo sprytną kulturę masową. Reklamy co raz rzadziej mówią nam, że jesteśmy obrzydliwi i należy to zmienić. Chcą powiedzieć nam teraz, że jesteśmy piękni, tacy jacy jesteśmy „naprawdę” i należy o to „naturalne” piękno właściwie zadbać. Z ich pomocą. W telewizji pojawiają się społecznicy, obrońcy naturalnego wdzięku, którzy pokazują jak dobrze wyglądać nago, uczą jak pokochać siebie i swoje ciało. Obowiązkiem kobiety jest dbanie o swoje ciało/ o siebie, pokochanie siebie/ swojego ciała. Z tym, że namawiająca do zrezygnowania z makijażu prezenterka sama jest umalowana. Pod sukienkę wieczorową proponuje pancerz, który ściśnie ciało… Trzeba pokazać swoje atuty, swoje piękno, dbać o siebie, cytując prezentera: „Przecież nikt nie musi o tym wiedzieć, że masz to na sobie…” Sztuczne ciało zastępuje kolejna fasada, kreacja ciała zadbanego, ale które przecież zostało przez nas pokochane, zaakceptowane. Cóż, nawet jeśli się siebie nie lubi to przecież i tak jest się jakim się jest. Cytując tym razem Mirona Białoszewskiego. Wydawać by się mogło, że wystarczy znać umiar by podtrzymać status quo, a więc znowu mówienie o ciele jak o przedmiocie.

Czy feminizm mógłby być wyzwoleniem dla kobiet w ukrytych gorsetach? Może warto zastanowić się nad przyczynami tego pędu by na swoim ciele przeprowadzać tyle operacji? Odpowiedzią mogła by być, co prawda już dawno skrytykowana, koncepcja opozycji kultura-natura i przypisania kobiety do sfery natury. W tym kuszącym i prostym ujęciu kobieta byłaby nieznośnie zwierzęca a więc na siłę od-cieleśniana. Ewentualnie ciało samo w sobie byłoby na siłę ukulturalniane. Czy według Leviego-Strauss kultura nie zaczyna się wraz z przekształcaniem ciała? Jednak binarne ujęcia w końcu zaczynają być za ciasne i za proste…
Kolejną teoria, która mogłaby być wyzwoleniem spod jarzma opresyjnych kulturowych wzorców jest perspektywa gender. Mamy zatem płeć kulturową narzucaną na płeć biologiczną (ciało?), które razem składają się na tożsamość płciową jednostki. To podejście obnaża ograniczające schematy kulturowych wizji płci. Z jednej strony. A z drugiej znów jesteśmy zakładnikami ciała, które nie pasuje do naszej płci kulturowej. Czyżby kolejna binarna opozycja? Czy tożsamość jednostki da się rozdzielić na elementy i osobno je rozpatrywać? Czy rzeczywiście można człowieka oddzielić od jego ciała i stawiać pytania o jego identyfikację? Czy można mówić o własnym ciele „to”?
Nasze bycie w świecie, cielesność, nasze wyobrażenia na temat własnej osoby tworzą plastyczną, hybrydyczną (ale jednak) całość. Wszystkie grymasy, pozy, czerwone oczy to za każdym razem my sami, a nie „coś” o czym możemy dywagować z zewnątrz. Tożsamość płciowa nie kształtuje się poza naszym ciałem. Moje ciało to ja…
Czy boisz się źle wyjść na zdjęciu? Czy boisz się, że nie poznasz siebie? Czy ciało to więzienie umysłu? A może to umysł więzi ciało zamykając je w kategorii przedmiotów…
Zofia Hołubowska - studentka III roku etnologii i I roku kulturoznawstwa Europy Środkowo-Wschodniej na Uniwersytecie Warszawskim. Bez wzajemności zakochana w starym Zenicie i Fruity Loopie. Z wzajemnością w anarchofeminizmie i tatuażach, ur. 1988 r.
litery.blog.pl napisał/a:
1 rok, 4 miesiące temu (21 września 2010, 16:48)
Podobno że teksty pisze się po to, żeby dostarczać innym języka. Zwróciłem na to uwagę i wiedziałem o tym, ale po raz pierwszy spotkałem się z takim, obnażającym matriks podejściem do tematu. Dzięki.