Tagi: antropologia polityczna | feminizm | gender
Cywilizacja jest kobietą
4 grudnia 2010
Demokracja w Polsce jest rodzaju męskiego – pisała Maria Janion mając na myśli zdominowanie sfery publicznej przez mężczyzn. Ten stan rzeczy zmienić miała powstała w 2007 roku Partia Kobiet, której twórczynią była Manuela Gretkowska. Hasło Partii brzmiało: „Polska jest kobietą!”.
Program nakierowany był na polepszenie sytuacji kobiet i dzieci, oraz – szerzej – „zmianę mentalności” Polaków poprzez ich „ucywilizowanie” oraz zbiorową terapię narodu. Prowadząc badania terenowe w warszawskich kołach Partii zetknęłam się z kobietami, które stworzyły unikalną narrację dotyczącą płci, polityki i cywilizacji. W ich dyskursie mieszało się to, co prywatne z tym, co publiczne, kultura z naturą, ale nie rodzaje (gender).
Kobiety i breloczki
Postrzeganie polityki przez działaczki Partii Kobiet było silnie naznaczone pojęciem płci, rozumianej w dużej mierze jako kategoria esencjalistyczna. W analizowanym dyskursie kobiety opisywane były jako altruistki, osoby mądre i spokojne, potrafiące sprostać wyzwaniom pracy zawodowej i domowej. Jak ujął to jeden z nielicznych członków Partii: „kobieta jest lepsza od faceta, bo jest spokojniejsza, zaradniejsza i przede wszystkim to ona prowadzi dom. A on jest tylko takim breloczkiem”. Umiejętność zarządzania rodziną była w wielu narracjach traktowana jako argument na rzecz predestynacji kobiet do władzy, gdyż domy rodzinne opisywano w kategoriach minipaństwa. Kobiety, przedstawiane jako opiekunki, matki u władzy, miałyby zmienić kulturę polityczną – ze skorumpowanej i autokratycznej (męskiej, siłowej, chamskiej, prostej) na altruistyczną i relacyjną (empatyczną, kulturalną, zniuansowaną). „Oczyścić ją” nie dbając o doraźne korzyści, a o dobro ogółu, ponieważ „kobiety widzą inne priorytety zawsze. I to, co dla siebie chcą zrobić, to na szarym końcu zawsze”, a „każda kobieta, niezależnie od poglądów, chce coś zrobić dla swojej społeczności”. Dlatego, zdaniem rozmówczyń, jakakolwiek polityczka miałaby być lepsza niż obecnie sprawujący władzę mężczyźni: „Przecież to jest banda kretynów! Podejrzewam, że jakby kobiety, gdyby wymienić to całe towarzystwo na kobiety, wcale nie byłyby głupsze. Gdyby brać nawet tą co piątą z ulicy – przypadkowo!”.

Plakat Partii Kobiet
Choć hasło Partii Kobiet brzmiało „Polska jest kobietą!”, wydaje się, że w wyobrażeniu działaczek Polska, jako organizm polityczny, miała dopiero stać się bardziej kobieca, a więc dobra i nowoczesna. W dyskursie Partii Kobiet to nie tylko, jak pisze Janion, demokracja, a cała polityka, była rodzaju męskiego. Członkinie Partii nie nazywały się polityczkami, ponieważ politykę postrzegały jako sferę brudną i skorumpowaną, przynależną mężczyznom. Bliższe było im pojęcie demokracji rozumianej jako utopijna wizja zaawansowanej cywilizacyjnie sprawiedliwości społecznej – ta z racji skojarzeń z dobrobytem i porządkiem utożsamiona została z kobietami (istotami pełnymi ciepła i miłości, sprawiedliwymi – matkami).
Odniesieniem dla Polski, która nie była jeszcze, zdaniem rozmówczyń z Partii Kobiet, wystarczająco „demokratyczna” i „cywilizowana”, była Unia Europejska (rozumiana jako „Zachód”) oraz Szwecja. Jak ujęła to jedna z rozmówczyń: „dla mnie taką kobiecą polityką jest mniej więcej polityka Unii Europejskiej. Ona jest po prostu konkretna – wychodząca od konkretu i, że tak powiem, wracająca do konkretu. I nie żadne absolutne wartości i absolutna prawda, tylko po prostu konkret ludzkiego doświadczenia”. Na stronie internetowej Partii „skostniała” Polska przeciwstawiana była nowoczesnym krajom Unii: „Według badań socjologicznych, jeśli nie ingeruje się w życie dzieci zanim ukończą pięć lat, na całe życie utrwalają się w nich negatywne wzorce społeczne. Nasze żądania mają doprowadzić do reform skostniałego państwa, unowocześnieniu go tak, by nasze dzieci miały podobne warunki do rozwoju jak w nowoczesnych krajach Unii Europejskiej”.
W dyskursie Partii Kobiet Unia Europejska zawsze występowała w roli bardziej cywilizowanej i nowocześniejszej, a ponieważ ujęcie to było ujęciem ewolucjonistycznym, stanowiła jakby „Polskę z przyszłości”. „Jeżeli chodzi o umiejętność psychologii, postępowania z ludźmi, znajomość zasad, to my – ja nie wiem – w stosunku do Europy Zachodniej to my jesteśmy… albo siedzimy w jaskiniach albo jeszcze nawet na drzewach” – tłumaczyła jedna z członkiń Partii. W tym porządku zapóźnionej Polsce mogła pomóc jedynie globalna zmiana mentalności rodaków. Zmiana mentalności, jeden z najważniejszych postulatów Partii Kobiet, miała być nieunikniona, a cywilizacyjny porządek przyszłości miały zaprowadzić w kraju kobiety – lepiej od mężczyzn wykształcone, spokojniejsze, pewniejsze siebie. Jak powiedziała działaczka Partii: „Obecnie większość osób, które są na studiach, to są kobiety, (…) dlatego teraz jest kryzys męskości. Bo kobiety poczuły trochę wiatru w żagle, one wiedzą, że mogą się kształcić, one są chętniejsze, one znajdują więcej czasu na to, są bardziej pracowite w tym codziennym życiu. A facet jak gdyby stanął w swoim rozwoju”.
Zmiana mentalności
„Zmiana mentalności” jako kluczowy postulat Partii Kobiet, zasługuje na odrębną analizę. Za hasłem tym kryje się szereg znaczeń i odniesień, jednak wskazuje ono na zakładanie możliwości konstruowania (także zbiorowych) tożsamości. Podczas prowadzonych w warszawskich kołach Partii Kobiet badań, działaczki mówiły o „zmianie mentalności” chcąc opowiedzieć różne historie, dać wyraz swojej niezgodzie na panującą sytuację, ale także wtedy, gdy nie umiały konkretnie przedstawić swoich poglądów. Na moje (wielokrotnie zadawane) pytanie, na czym dokładnie ma polegać owa zmiana mentalności, rozmówczynie tłumaczyły, że chodzi im o poprawę życia ludzi, osiągnięcie większej szczęśliwości poprzez zmianę cech wszystkich członków społeczeństwa – swoiste przeobrażenie ludzi. Z osób nastawionych na konflikt, agresywnych, konkurujących, samolubnych, pozamykanych w sobie, nie potrafiących kochać, mają się stać bardziej mediacyjni i relacyjni, pokojowi, opiekuńczy, świadomi potrzeb swoich i innych. W dyskursie Partii upowszechnienie cech przypisywanych kobietom było więc wyznacznikiem postępu i zmiany na lepsze.
Wydaje się, że omawianą kategorię można interpretować jako globalny program przedefiniowania tożsamości i sposobu myślenia o rzeczywistości, co zdaniem działaczek jest trudne i wymaga czasu, ale jest możliwe do wykonania: „mnie się właśnie to podobało, że Partia Kobiet z założenia ma… nawet duże założenia… nie chodzi o to, żeby to zrealizować jakoś szybko. Głównym założeniem była zmiana mentalności całego społeczeństwa”. Szczególnie jednak zmiana ta miała dotyczyć społecznej sytuacji kobiet – zrównanie ich z mężczyznami, którzy do tej pory wyznaczali „normę”: „No, ale zmiana mentalności no to nie jest przecież tak, że… my nie chcemy, żeby kobiety uważały, że właśnie aborcja jest dobrym wyjściem, tylko żeby uważały, że są takimi samymi dobrymi ludźmi, jak mężczyźni”. Zdefiniowanie kobiety, jako człowieka „tak samo dobrego jak mężczyzna” wskazuje na niezgodę na bycie, jak pisała de Beauvoir, „uprzedmiotowionym Innym”, tytułową „Drugą płcią”. Pozwala zaakcentować także problem różnicy pomiędzy płciami, który był kluczowy dla dyskursu Partii Kobiet.
Działaczki partyjne postrzegały siebie jako propagatorki cywilizacyjnej zmiany i rozwoju, „asystentki ewolucji”. W związku z tym dyskurs Partii można traktować jako swoisty szantaż – „jeżeli nam nie sprzyjasz, jesteś zapóźniony, a zaraz będziesz reliktem”. Taka perspektywa wpisuje się w to, co Chantal Mouffe nazywa postpolitycznością – klimat, który unieważnia realny, polityczny wybór, gdyż sprowadza debatę w rejestry moralności, gdzie „oni” oznaczają „złych”, a nie osoby z innym zdaniem. W dyskursie Partii zmiana mentalności stanowiła więc konieczność wynikającą z nowoczesności i jako taka miała nastąpić dzięki odpowiedniej socjalizacji dzieci, ale także na mocy właściwego prawodawstwa. Gretkowska postulowała nawet stworzenie powołanie „ministra mentalności”, który (która?) dbałby o odpowiednie modernizowanie mentalności rodaków.
Szukając genezy popularności idei „zmiany mentalności” wśród działaczek, należy powiedzieć, że nie było to pojęcie jedynie zaczerpnięte z języka psychologii i psychiatrii. Dyskurs partyjny pełen był terapeutycznej nomenklatury – postulował nie tylko „zmianę mentalności”, ale także „terapię społeczeństwa” dotkniętego przez rozmaite „traumy” i „syndromy”. Psycholodzy byli w tej narracji autorytetami – jedynymi, którzy byli w stanie osądzić, co jest esencją płci, a co wynika z socjalizacji (więc jest zmienne). Rozmówczynie proponowały, by każde dziecko w ramach szkoły miało konsultacje psychologiczne; by spotkanie z psychologiem były warunkiem przeprowadzenia aborcji. Psycholodzy, posiadający monopol na „Prawdę naukową”” mieliby orzekać także o tym, jak powinna wyglądać rodzina – od ich „ekspertyzy” miałoby zależeć na przykład to, czy pozwolono by związkom jednopłciowym na adopcję dzieci.

Postulat zmiany mentalności ma pewną tradycję w dyskursie politycznym w Polsce. Prowadząca badania w prywatyzowanej Alimie-Gerber Elizabeth Elizabeth Dunn nawiązuje do powszechnego w latach 90. w Polsce wezwania do zmiany mentalności, które wiązało się ze stworzeniem nowej, odpowiadającej kapitalizmowi, podmiotowości ludzkiej. Dunn analizuje proces, w którym wmawiano ludziom „zapóźnienie cywilizacyjne” wynikające z doświadczenia socjalizmu i próby „zmiany mentalności” pracowniczek i pracowników fabryki Gerbera w taki sposób, by ich tożsamość podporządkować wymogom wolnego rynku. Członkinie Partii Kobiet stawiają się na pozycji już „ucywilizowanej”. O „nowoczesnej podmiotowości” działaczek zaświadczać miała przynależność do klasy średniej, życie w mieście, wyższe wykształcenie, znajomość języków i umiejętność obsługi komputera, podróże, tolerancja, nieagresja i chrześcijańska troska o bliźnich. Rozmówczynie chciały zmieniać mentalność innych na podobną do swojej, o czym zaświadczać może opis własnej osoby, (jakiego dokonała jedna z działaczek), zderzony z figurą wieśniaczki, która nie ma innego wyjścia, jak tylko „ucywilizować się” poprzez przyjazd do wielkiego miasta: „mam mieszkanie, mam samochód, studia podyplomowe, dwa fakultety, własną firmę, doświadczenie kilkuletnie w różnych firmach – zwłaszcza, że dwie z tych firm to są firmy na giełdzie będące, no perfekcyjnie angielski, jakiś tam jeszcze język obcy (…) a jeśli ktoś siedzi na wsi przez całe życie i nie ma na horyzoncie nic innego i właściwie ma takie horyzonty ograniczone, że jedyne, co ją czeka, to pójście albo… wyjechać do wielkiego miasta”.
Część rozmówczyń z Partii Kobiet jako cywilizacyjną awangardę postrzegała nie tylko siebie, ale całą swoją organizację: „osoby, które już przynależą do Partii, to… w pewnym sensie są takie – takie, jak powinny być kobiety. Trzeba uświadomić te kobiety, które są w naszym kraju”. Z tej pozycji działaczki postulowały ewolucję społeczeństwa w kierunku słusznego, „bardziej cywilizowanego” modelu. Widziały ten proces podobnie do tego, jak na przykład postrzegały na przykład przemiany systemowe w Polsce:, widziały ten proces jako naturalną ewolucję ku formie bardziej rozwiniętej, doskonalszej. Jak pisze Maciej Gdula, konsekwencją myślenia o krajach oddalonych od najbogatszych państw Europy w kategoriach zapóźnienia, są formułowane „na peryferiach” projekty przyspieszenia i pogoni za „centrum”. Działaczki partyjne chciały biec na czele tej sztafety.
Módlmy się do Unii, zakładajmy Szwecję w Polsce
W manifeście wzywającym do stworzenia Partii Kobiet, rządzona przez mężczyzn Polska porównywana była do wspólnoty pierwotnej, „gdzie kobiety i dzieci odsuwane są na bok, a decyzje podejmuje rada plemienia, obradująca na środku wioski, u nas – pośrodku Europy”. Postępowi cywilizacyjnemu w Polsce mieliby przeszkadzać nieoświeceni mężczyźni, którzy strzegą dawnego porządku i swojej w nim władzy. „Wiesz, mężczyźni rządzą światem od tysiącleci. Oni uważają, że im się należy!” – denerwowała się jedna z rozmówczyń. Despotyczni i agresywni, egocentryczni „faceci” mieliby nie potrafić komunikować się i osiągnąć kompromisów: „oni szukają takich różnic, żeby móc się, kurde, pokłócić”. Dlatego współcześnie – w czasach „pokoju”, „dobrobytu”, „rozwiniętej cywilizacji” – władzę, – zdaniem działaczek, – przejąć muszą kobiety: „w tym kierunku właściwie świat zmierza, nie wiem, czy zauważasz? Humanitaryzm to jest zgodne z kobiecym typem”. W tej narracji zapóźnieniu Polski winni byli Polacy-mężczyźni, ale nie Polki. Te wyobrażane były raz jako „dobre ofiary”, innym razem jako „walczące bohaterki”. Będące w nieporównywalnie gorszej sytuacji niż ich „siostry” z Europy Zachodniej, znacznie lepiej miałyby sobie w życiu radzić. Jak tłumaczyła rozmówczyni: „Mamy pierwszą liczbę w Europie, jeżeli chodzi o liczbę kobiet prowadzących własne firmy, prowadzących działalność. To ja cię przepraszam, ja jestem dumna z kobiet polskich!”. Jej zdaniem Polki, z racji doświadczeń historycznych przede wszystkim, ale także temperamentu, miały być kobietami o określonej specyfice: „my mamy inny charakter narodowy (…) Finki mają inny temperament; tym się różnimy od Francuzek, że jednak przemy do przodu, rozwijamy się”.
Zgodnie z tą narracją, to przez swoją patriarchalność Polska jest dzika, zapóźniona, barbarzyńska, a Europa Zachodnia(szczególnie prokobieca Szwecja), stoją na kolejnym stopniu ewolucji. W związku z tym misją Polek jest ucywilizować Polskę. „Mama zakłada Szwecję w Polsce” – tłumaczy swojej kilkuletniej córce cel powstania Partii Kobiet jej założycielka. Gretkowska uważała, że „Polska w porównaniu ze Szwecją tkwi jeszcze w neolicie, barbarzyńskim traktowaniu kobiet, myśleniu o nich jak o brzuchach do rodzenia dzieci i problemów”. Podobne były odczucia działaczek partyjnych. Dla wielu z nich założycielka Partii właśnie z racji swoich doświadczeń życia zagranicą, była doskonałą mediatorką – osobą, która miała „przenieść” Szwecję do Polski: „świadoma będąc różnic między narodami, zna inny styl życia. Bo i siedziała w Szwecji, a tam jest zupełnie inny styl życia”.
Szwecja, w której prawie żadna z rozmówczyń nie była, funkcjonowała w dyskursie Partii bardziej jako metafora państwa-raju kobiet niż konkretny kraj. Figura Szwecji oznaczała miejsce, gdzie rządzący troszczą się o to, co – zdaniem rozmówczyń – prawdziwie ważne: rodziny, edukację i służbę zdrowia, a nie tylko o własne partie i popleczników, zbrojenia i sport. Tamtejsi politycy (i polityczki) mieli mieć „inną świadomość” – być bardziej cywilizowani dzięki temu, że uznali wartości i styl bycia określane jako kobiece (troska, rozwaga, spokój, skupienie na dzieciach). Jak powiedziała jedna z działaczek Partii: „Jesteśmy zakopane jako kobiety w Polsce. Jeżeli świadomość mają Szwedki i Szwedzi w ogóle, to kraje północne mają zupełnie inną świadomość już wśród społeczeństwa i im się dobrze przecież wiedzie, prawda? Ale tam się dba o rodzinę – właśnie o rodzinę – gdzie nie wolno dziecka uderzyć, gdzie dziecko ma prawo do swojej drogi życiowej. Tamte kobiety mają inną świadomość”.
Zdaniem rozmówczyń „tworzenie Szwecji” w Polsce byłoby niemożliwe, gdyby nie Unia Europejska. Instytucja ta postrzegana była przez nie jako wybawienie od zaściankowości i tendencji dyskryminacyjnych – twór na wskroś nowoczesny, kosmopolityczny, równościowy o „boskiej” niemal mocy. „Módlmy się do Unii Europejskiej i świętego Interneta, dlatego że to jest coś, co nam w ogóle umożliwia istnienie. A Unia dlatego, że zmieniają powoli naszą mentalność. I w obronę Unia bierze kobiety, więc chwała Bogu” – odmówiła raz quasimodlitwę członkini Partii, co świadczy o odczuwanej przez nią potrzebie „wybawienia” Polski i polskich kobiet w szczególności. W dyskursie Partii Unia bronić miała kobiet przed patriarchalnymi rządami, narzucać Polsce sprawiedliwe prawodawstwo, które wymusi „zmiany mentalnościowe” rodaków.
Nasz dżender mejnstriming
Warto zwrócić uwagę na fakt, że analizowany tu dyskurs partyjny dotyczący płci i cywilizacji był w dużej mierze zaczerpniętym z nowoczesnego języka praw obywatelskich. Członkinie Partii Kobiet posługiwały się nomenklaturą, jaką znajdujemy w dokumentach unijnych dotyczących równego statusu kobiet i mężczyzn (promujących koncepcję gender mainstreaming), a która wydaje się wynikiem opisywanej przez Pninę Werbner „feminizacji obywatelstwa”, czyli procesu polegającego na wprowadzaniu wartości uznawanych za kobiece do sfery dyskursywnej, będącego podstawą legitymizacji wspólnot politycznych – społeczeństwa obywatelskiego, państwa. W dokumencie wydanym pod auspicjami Rady Europy „Z perspektywy równości płci” można przeczytać, że „równość płci oznacza akceptację i równe wartościowanie mimo różnych ról, jakie kobieta i mężczyzna pełnią w społeczeństwie. W idei równości płci zawarte jest prawo do bycia innym”.
Podobnie rozmówczynie postrzegały płcie jako komplementarne, ale zasadniczo różne. W projekcie tym nie było miejsca na androgynię, ale w tym miejscu chciałabym jednak zwrócić uwagę na inny aspekt posługiwania się językiem praw obywatelskich oraz dokumentów unijnych, który – taktowany jako nowoczesny, formalny, naukowy i „zachodni” – wydawał się rozmówczyniom uprawomocnieniem ich roszczeń. W oczach działaczek język ten legitymizował sam siebie, jako że reprezentował cywilizacyjną wyższość – kolejny etap, w stronę którego zmierza Polska. Jak spuentowała to jedna z działaczek: „świat musi iść z postępem naprzód, już nie może się cofać. Już jeżeli jesteśmy na tym poziomie, a i tak nas wyprzedzają inne państwa”. Partia Kobiet, będąc reprezentantką tego dyskursu, przedstawiała się jako organizacja niosąca moralne i naukowe oświecenie. Rozmówczynie były przekonane, że Unia Europejska będzie swoistym antidotum na Polską zaściankowość i większość problemów społecznych. Trawestując wypowiedź Janion: Demokracja w Polsce nie może dłużej być rodzaju męskiego. Bo demokracja to cywilizacja. A cywilizacja, podobnie jak Polska, jest przecież kobietą!
Opcity: Elizabeth Dunn, Prywatyzując Polskę; Manuela Gretkowska, Obywatelka; Maria Janion, Kobiety i Duch inności; Chantal Mouffe, Polityczność; Pnina Werbner, Upolitycznione macierzyństwo i feminizacja obywatelstwa: ruchy kobiece i transformacja sfery publicznej, [w:] Gender. Perspektywa antropologiczna, red. R. Hryciuk, A. Kościańska.

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0 Unported.
Anna Maria Szutowicz - etnografka, feministka, mama i macoszka. Redaktorka naczelna pisma “(op.cit.,)”. Prowadzi grupę laboratoryjną “Płeć, seksualność, polityka” w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego. Jako Senior Research Manager w Grupie IQS bada życie konsumpcyjne naszych.
