Op. cit.,

Tagi: notki

Brand Party Game

11 czerwca 2011

Anna Maria Szutowicz

Prowadzę komercyjne badanie dotyczące m.in. wizerunku różnych marek. By wydobyć z ludzi to, jak “naprawdę” postrzegają daną markę często używa się technik projekcyjnych. Jedna z nich to personalizacja. Respondentów i respondentki prosi się, by wyobrazili sobie, że dana marka zamienia się w osobę. Tak Coca-cola, Skoda, Samsung, Knorr czy Danone zostają kobietą lub mężczyzną, przybywa im lat, dostają prace, rodziny, zainteresowania.

I tak może się okazać, że dana marka jest “wujem, facetem z długim wąsem, może zakręconym takim wąsem, rozporkiem niedopiętym, ale swojakiem takim”, inna “dziewczyną w sukience w kwiaty, słomkowym kapeluszu, co lubi siedzieć na łące i dlatego nie może znaleźć chłopaka (...), bo na tej łące są same sarny… i kwiaty”, kolejna to “Niemiec. Nie wiem czemu Niemiec, w mundurze, w buciorach” lub “emerytowany żołnierz, lat 39, który posiwiał ze stresu w pracy”.

Inną techniką projekcyjną jest brand party game, która – jak sama nazwa wskazuje – polega na tym, że różne marki-osoby spotykają się ze sobą na imprezie. Respondentki i respondentów prosi się, by powiedzieli, kto byłby organizatorem przyjęcia, kto by się najlepiej bawił, a kto by podpierał ściany, kto z kim rozmawiał, kto by się najszybciej upił.

A teraz zastanów się, co dziś sobie kupiłaś bądź kupiłeś i zweryfikuj, czy chcesz trafić do nich na przyjęcie.

Zdjęcia autora

Anna Maria Szutowicz - etnografka, feministka, mama i macoszka. Redaktorka naczelna pisma “(op.cit.,)”. Prowadzi grupę laboratoryjną “Płeć, seksualność, polityka” w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego. Jako Senior Research Manager w Grupie IQS bada życie konsumpcyjne naszych.

Twój komentarz

Komentarze: 1

  • Paweł Jaczwewski napisał/a:
    6 miesięcy, 1 tydzień temu (10 listopada 2011, 15:36)

    Moim zdaniem najlepiej z chęcią bym imprezował ze Skodą, bez posądzania o pedofilie – moja jest 10-letnia, tania w utrzymaniu i mało awaryjna ;)
    Za to kaca miałbym po imprezowaniu z LG (fatalnej jakości telefony – 2 naprawy w ciągu roku od zakupu telefonu) i firmą jublierską Kruk. U Kruka dwa razy próbowałem coś kupić i dwa razy próbowali mnie orżnąć (przy jednorazowej próbie nazwałbym to niestarannością sprzedawców, jednak dwa razy przy dwóch próbach to za dużo).
    Raz im się udało, drugi raz byłem już czujny. Serdecznie odradzam “imprezowanie z tą firmą”, a jeśli już musicie to sprawdzajcie ceny, które są wystawione na “poduszeczkach” i te, które są przypięte do biżuterii (na metkach). Płacicie za to, co jest na metkach (czyli za to co jest ukryte) i u mnie te ceny różniły się w dwóch przypadkach. Mało tego – jeszcze próbowano mi wciskać ciemnotę, że to ja się mylę, a w sytuacji, gdy sprzedawczyni sprawdziła cenę z “poduszeczki” wtedy powiedziała: “Faktycznie, cena jest inna, ale mogę Panu sprzedać po tej cenie z metki”. To tak jakby kupując zeszyt w hipermarkecie sprzedawczyni miała by pretensje, że biorę patrząc na cenę z półki, a nie chodzę z każdym produktem do czytnika cen.
    W takiej sytuacji (jak moje przejścia z Krukiem) człowiek zaczyna się zastanawiać, czy sprzedawczynie pytając: “Czy odcinać metkę?” chcą ukryć cenę prezentu dla obdarowanego czy dowody oszukania Klienta.
    Tak dbają o markę i Klienta, choć wiem, że jakby się zarząd nie starał, to jak ma marnych pracowników średniego i niższego szczebla to nie upiecze chleba z takiej mąki.
    Sory za offtopic, ale nigdy z Krukiem już nie będę imprezował. ;)