Tagi: antropologia podróży | antropologia wsi
Bieda w kaszubskiej wsi?
15 grudnia 2011
Kilka lat temu Wiele wydawało się miejscem, w którym stanął czas. Cztery sklepy spożywcze, przy nich mężczyźni popijający piwo, dwa sklepy z artykułami chemicznymi, dyskoteka. Mieszkańcy żyli skromnie. Wraz z napływem turystów, Wiele zaczęło zmieniać się ze wsi o swojskim klimacie w miejscowość turystyczną.
Jezioro Wielewskie – jeden z większych zbiorników wodnych leżących na skraju Kaszub. Trzy plaże. Po dwóch stronach jeziora ośrodki wypoczynkowe, plaża w miejscowości Wiele. Malowniczy krajobraz, rozległe pola, łąki i lasy po raz kolejny zachęciły mnie do odwiedzenia tej niewielkiej, kaszubskiej miejscowości.
Na kaszubskiej wsi
Nie prowadziłam we Wielu badań terenowych. Gdy przyjechałam tam po raz pierwszy, uznałam, że jest to idealne miejsce odpoczynku od codziennego miejskiego zgiełku. Antropologiczna ciekawość i spostrzegawczość nie pozwoliła mi jednak na bezrefleksyjne korzystanie z jego uroków. Jeśli etnograf zauważa coś, co wydaje się być istotne w życiu danej społeczności, po pewnym czasie zaczyna widzieć i słyszeć więcej – nawet na wakacjach. Jak pisze Tomasz Rakowski, z dnia na dzień ujawniają się nowe, istotne fakty, znaczenia i skojarzenia.
Kilka lat temu Wiele wydawało mi się miejscem, w którym stanął czas. Cztery sklepy spożywcze, przy nich mężczyźni popijający piwo, dwa sklepy z artykułami chemicznymi, dyskoteka. Mieszkańcy żyli skromnie – w domach stare, podstawowe przedmioty codziennego użytku, na podwórkach komórki sklecone na szybko z desek, szopy, kurniki. Narzekali na brak pracy i pieniędzy, a wielu z nich korzystało z pomocy opieki społecznej i zasiłków dla bezrobotnych. Mówili jednak, że we wsi zawsze jest dużo roboty, a to w obejściu, a to w ogrodzie, a to przy dzieciach, a to w lesie. Zarobek niewielki – tyle, co z grzybów i jagód. Czasem jakaś kobieta załapała się do sprzątania w ośrodku wypoczynkowym, była to jednak praca „na czarno”. Młodzi ludzie planowali wyjechać do Gdańska, Pruszcza Gdańskiego lub za granicę, bo tam mogli zarobić. Mimo wszystko, okres wakacyjny był określany jako dobry czas: grzać nie trzeba, dorabia się na budowie, sąsiadowi trawę się skosi. Z jednej strony powszechne narzekanie, z drugiej – zgoda na dotychczasowy sposób życia.

W lipcu tego roku znów odwiedziłam Wiele. Wiele się zmieniło. Przy główniej ulicy pizzeria, a w niej aż pięćdziesiąt pizz do wyboru, nowa lodziarnia z lodami o niespotykanych smakach (choć mały sklepik z lodami włoskimi z naprzeciwka wciąż funkcjonuje), bar z obiadami domowymi, sieciowy sklep wielobranżowy i nowo wybudowane domy. Na plażę prowadzi mnie deptak. Przy starym boisku plac, latarnie, ścieżki, ławeczki, kramy z wyrobami regionalnymi, scena. Niedaleko bar z piwem, kebabem i hot-dogami. Kiedyś wieś o swojskim klimacie, dziś miejscowość turystyczna.
Stare-nowe kąty
Odwiedziłam znajomych mieszkańców. Podwórza, domy i ich wyposażenie wyglądały właściwie tak samo, jak kiedyś. Jednak prawie w każdym domu dało się zauważyć jakiś nowy przedmiot: kuchenka mikrofalowa, odtwarzacz DVD czy laptop. U pani Krysi w głównej izbie stał duży, czterdziestocalowy telewizor LCD, a w kuchni wygospodarowano miejsce na odgrodzoną płytami wiórowymi toaletę. Podczas poobiedniej rozmowy przy kawie gospodyni stwierdziła: „U nas jak dawniej, nic się nie zmieniło. Córka z mężem do Gdańska się przeniosła, to pomaga czasem. A we Wielu, tak, ładniej się zrobiło. Deptak jest, koncerty przy plaży. Dni Ziemi Kaszubskiej były. To i czasem praca się znajdzie przy sprzątaniu po koncercie. Ale tak to pracy nie ma. Byliście u tych, co tak z nimi chodziliście na zabawy? No, mogli, to powyjeżdżali”.
Wieczorem dzieci pani Krysi przybiegły z dwoma wiadrami grzybów. Byłoby więcej, ale ktoś już zbierał w „ich miejscu”. Kobiety zaczęły obkrajać grzyby. Jedne do ususzenia, inne do słoików, reszta do sprzedania. Mężczyźni nerwowo krążyli przy obejściu. Zrobiło się dostatecznie ciemno. Poszliśmy nad jezioro, niedaleko od domu. Z jednej strony krzaki, z drugiej szuwary – tam trudno było nas zauważyć. Dwóch gospodarzy weszło do jeziora i zarzuciło sieci. Jedno, dwa piwa i można było wyciągać. Zabronili fotografować – nie mają zezwolenia na połów, bo trzeba by zapłacić. A przecież z czegoś muszą żyć.

Nowe możliwości?
Część mieszkańców Wiela wykorzystuje atrakcyjność okolicy i aktywną postawę gminy promującej region. Wynajmują przyjezdnym pokoje, włączają się w organizację zabaw i koncertów regionalnych, prowadzą sklepiki z własnymi wyrobami. Inni wciąż nie widzą możliwości legalnego zarobku, mimo że we wsi nie ma choćby smażalni ryb, która z pewnością przyciągnęłaby wielu klientów. Dla bezrobotnych gospodarzy takie przedsięwzięcie wymagałoby dużego trudu i nakładów finansowych. Miałam wrażenie, że niektórzy wręcz nie chcą otworzyć się na zmiany. Tego typu nastawienie Mirosława Marody nazwała sposobem życia „na zasiłku”. Moi rozmówcy, mimo bezrobocia i złej sytuacji finansowej, nie byli jednak bezradni i bierni. Przyzwyczaili się do pracy nieformalnej i półlegalnej. Nie czują się na siłach, by zaczynać „od nowa”, radzą więc sobie „jak zawsze”. Są dumni z rozwoju infrastruktury wsi i korzystają z tego, że mogą dorobić przy okazji organizacji wydarzeń kulturalnych. Rozwój turystyki nie zawsze jest im jednak na rękę. Wiążą się z nim bowiem liczne ograniczenia, które trzeba umiejętnie omijać, włączając w to skrupulatniejsze niż wcześniej przestrzeganie przepisów przez lokalne władze (m.in. zakazu bezpłatnego połowu ryb). Ponadto, według mieszkańców, turyści nierzadko sprawiają jedynie kłopoty – przeszkadzają i niszczą (np. grzybnię podczas nieumiejętnego zbierania grzybów).
Bezrobotni mieszkańcy Wiela nie przestali skarżyć się na biedę. Dostosowują się jednak do zmieniającej się sytuacji wsi i, mimo narzekania na przyjezdnych, wykorzystują możliwości zarobku, jakie przynosi rozwój turystyki. Natomiast nadzieję na lepsze życie pokładają w młodym, wykształconym pokoleniu. A młodzi pamiętają o rodzinie – przywożą laptopy i telewizory.

Opcity: Tomasz Rakowski, Łowcy, zbieracze, praktycy niemocy. Etnografia człowieka zdegradowanego, Gdańsk 2009; Mirosława Marody, Trzy Polski – Instytucjonalny kontekst strategii dostosowawczych, [w:] Wymiary życia społecznego. Polska na przełomie XX i XXI wieku, Warszawa 2007.
Natalia Krapacz - polonistka, absolwentka Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UW. Interesuje się problematyką gender, antropologią polityki i etnografią Europy Wschodniej. Ur. 1985 r.